Związek po związku

Dawno temu, jakieś 15 lat temu, mój przyjaciel Leszek powiedział mi, że zdrowa przerwa po między związkami powinna trwać trzy lata. Dopiero wówczas jesteśmy w stanie trzeźwo ocenić to, co się wydarzyło i to, czego tak naprawdę oczekujemy od kolejnego partnera. To dość długo, ale zapewne realne. Jednak czy potrzebne?

Potwierdzenie dla tej teorii znalazłam u innego kumpla, który z jednego związku wmanewrował się w drugi. Mało tego, ten drugi związek od razu rozpoczął małżeństwem. Właściwie trwał on już podczas pierwszego, który rozpadł się w momencie, gdy okazało się, że ta druga jest w ciąży. Romek powiedział mi wówczas, że ja mam o niebo lepiej. Bo po rozwodzie powinno się mieć czas dla siebie, trochę poszaleć, pomyśleć, być wolną. Przez rok ani w głowie był mi kolejny facet, ale czy było odpowiedni okres kwarantanny?

Dalej brnę szukając odpowiedzi na pytanie, kiedy jest odpowiedni moment na kolejny związek?

Znam kobietę, bardzo mi bliską osobę, która nigdy nie potrafiła być sama. Wcześnie wyszła za mąż a po rozwodzie dostała tak zwanego małpiego rozumu. W trakcie wielomiesięcznego szaleństwa zakochała się. Wydaje mi się, że było to uczucie prawdziwe, ale z jakiegoś powodu nie przetrwało próby czasu. Smutek i żal koiła w ramionach następnego i następnego. Któregoś dnia zdecydowała się jednak spróbować szczęścia, z kimś, kto absolutnie nie był w jej guście. I wiecie, po, mimo, że nigdy to nie był idealny związek trwa już ponad 15 lat.

Czy to był strach przed samotnością, czy ten strach trzyma ją w tak mało spełnionym związku do dziś? A może warto było poczekać? Tylko czy kobieta z dzieckiem lub dziećmi ma prawo o tym decydować i liczyć na coś lepszego?

Jakiś rok temu rozmawiałam ze swoją koleżką. Od czasu do czasu robimy wspólny wypad. Wydaje mi się, że osoby, które ze mną przebywają lubią w tych spotkaniach to, iż nikt nie musi udawać, a temat facetów i seksu zawsze jest podejmowany na luzie. Może właśnie to skłoniło ją do makabrycznego wyznania. Przyznała, że po rozwodzie była zbyt zajęta szarą rzeczywistością, została z dwójką małych dzieci i nie w głowie były jej romanse. Od tamtej pory minęło 10 lat i nic. Teraz jest gotowa na nowy związek a tu rozpoczęła się straszna posucha. Nie żaliła mi się bardziej chciała ostrzec mnie przed zbyt długim wyczekiwaniem. Czyli wiek ma znaczenie? Czyli mi się nie wydaje, młode samotne mają większą szansę niż kobieta wieku średniego?

Jak widać trudno jest znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Kiedy jest dobry moment na rozpoczęcie nowego związku? Wiem tylko, że rzeczywiście, gdy byłam po pierwszym rozwodzie i miała zaledwie 25 lat o wiele więcej facetów się za mną oglądało. A może tak mi się tylko wydaje? Może my osoby w średnim wieku nie robimy już tego tak oficjalnie? Może teraz kokietujemy się wzajemnie w bardziej subtelny sposób.

Czy aby na pewno?

A może trzeba rzucać się w ramiona pierwszego napotkanego mężczyzny? Korzystać z każdej okazji? Ostatnio po Internecie grasuje oszust. Podaje się za wojskowego z USA. Raz jest generałem, raz niższego szczebla obrońcą. Owijanie wokół palca kobiet ma opanowane po mistrzowsku. Żadna z poszkodowanych go nie widziała, a jest taka, która przelała na jego konto 20 tysięcy funtów. Co on w sobie ma? Może to, czym się posługuje tak potrzebne jest bezbronnym kobietom jak tlen do życia?

Czułe słówka. Nic po za tym amerykański amant nie oferuje. Ale operując słowem daje kobiecie poczucie wyjątkowości. Świadomość, że ona jest tą jedyną i tak bardzo mu potrzebna. Wierzę w tą naiwność kobiet. Mój pierwszy mąż porzucił mnie dla kochanki o 14 lat starszej ode mnie. Nie mógł zaoferować jej nic, oprócz poczucia, że jest piękna i jemu potrzebna – późno się obudziła, że potrzebna tylko do płacenia za niego rachunków. Ale może to była karma. W końcu przez lata nie była w stanie mi uwierzyć, że wcale nie byliśmy w separacji, a do czasu zajścia mojego w ciąże żył ze mną, jako mąż. Nie pomogła też sama informacje o tym, że jestem z moim mężem w ciąży, a jej kochankiem. Tak, więc wierzę w silną potrzebę kobiety do posiadania mężczyzny i to za wszelką cenę. W ślepotę i ufność bez granic. Dobrze, że w nieznany mi sposób przerwała tą gehennę. Nie wiem ile czasu jej zajęło, ale mam nadzieję, że pobraną lekcję, dość drogą lekcję, zapamiętała i wyciągnęła odpowiednie wnioski. A może nie? Może takie błędy szybko się zapomina? Może to notoryczne zachowanie jest jakąś formą obrony? Tylko, przed czym, przed samotnością?

Czy kobiety czują się spełnione tylko wówczas, gdy same wykonują jakąś misję? Czy są wstanie zrobić wszystko, aby uszczęśliwić tego jedynego i to je same uszczęśliwia?

Czy rzeczywiście potrzebujemy rzucić się w otchłań jego serca i ramion, aby poczuć się spełnione?

A może to wszystko ma coś wspólnego z zaniżonym poczuciem wartości? Czy kobiety zbyt nisko oceniają siebie? A ich pewność jest mocno ograniczona?

Czy potrzebny jest ktoś z zewnątrz, płci przeciwnej, aby siebie dowartościować? Dlaczego wiele kobiet nie potrafi dostrzec w sobie tego, co najlepsze? I żyć po prostu dla siebie. Być samą, ale nie samotną?

Mam w moim otoczeniu kobietę, która jest tak łasa na komplementy facetów, że mnie to zaczęło przerażać. Nie ważne, kim on jest i co sobą reprezentuje, ważne, że jej słodzi. A może to rekompensata, za stracone lata przy jednym takim, któremu oddała całą siebie, a on odwrócił się na pięcie i odszedł. Może to lek na wszelkie bolączki serca? Ale to by na powrót sprowadzało się do braku poczucia swojej wartości i niskiej pewności siebie.

Sama nie wiem, czy istnieje inna przyczyna. Ja rozumiem, że fajnie jest być z kimś, przytulić się, kochać się, iść na romantyczną kolację. Ale czy za wszelką cenę? Czy dobry jest związek po związku, czy to dobre rozwiązanie? Czy nie jest tak, że wówczas albo popadamy w skrajność szukając przeciwieństwa byłego, albo wiążemy się z mężczyzną identycznym jak jego poprzednik? Wpadając od razu w ramiona innego, czy mamy czas na analizę, co mi doskwierało w tamtym związku. A może nam nic, tylko jemu?

Tak to dobre stwierdzenie, poszukujemy pocieszenia, zapewnienia o swojej atrakcyjności, a często uważamy to za taką zemstę i chwalą się kobiety swoją nową zdobyczą; patrz ty mnie nie chciałeś, ale on 100 razy lepszy od ciebie pragnie właśnie mnie.

Z jakiegokolwiek powodu kobiety to robią jedno jest pewne, że tak do końca nie jest oczywiste, czego a właściwie, kogo szukają. Bo ile samotnych kobiet ma jasno sprecyzowany swój model? Ile kobiet wie na pewno jak ten jedyny ma wyglądać, co ma robić, jak się zachowywać, kim ma być z zawodu? A w końcu ile kobiet wie, jakie wady mężczyzny jest w stanie zaakceptować?

Problem w tym, że po rozstaniach zawsze skupiamy się na tym, czego nie chcemy i zazwyczaj jest tak, że los robi nam figla i dostajemy właśnie to, czego tak bardzo chciałybyśmy uniknąć.

Pozdrawiam, Wioletta

Polecane artykuły