Zawsze “On” jest najważniejszy

Robert niechętnie rozmawia ze mną o Kasi, a ja go nie wypytuję. Uważam, że to dobrze z jego strony, że pewne fakty zostają tylko między nimi. Myślałam też, że jest w niej bardzo zakochany, skoro po 3 miesiącach znajomości zamieszkali razem.

Jedno mnie tylko intrygowało: czy ich kłótnie są wynikiem tak zwanego docierania, czy może dodają ich związkowi pikanterii? Robert zbliża się do pięćdziesiątki, Kasia jest od niego ponad 15 lat młodsza. Robert jest dwukrotnie rozwiedziony, Kasia nigdy nie była mężatką. Robert czasami mówi o mniej: „to mój kochany żółtodziób, bo co ona wie o małżeństwie?”. Nie do końca się z tym zgadzam, ponieważ jego partnerka była trwałym w związku, a to, że nie wzięła ślubu, nie oznacza, że związek nie przeszedł wszystkich faz zakochania.

Robert jest innego zdania; uważa, że po ślubie wszystko się zmienia, a na pewno wtedy, gdy na świat przychodzi dziecko. Jego zdaniem Kasia nigdy nie czuła presji zobowiązań wobec rodziny i dlatego czasami dochodzi między nimi do kłótni.

Gdy otworzyłam mu drzwi, był cały przemoczony.

– A tobie co się stało? – zapytałam zdziwiona.

– Nic – odburknął, jakbym była żoną, która beszta go za spóźnienie się na obiad.

– Wchodź – kiwnęłam głową i przymknęłam powieki na znak, że nie musi mi się tłumaczyć.

Gdy brał prysznic, zaparzyłam nam herbaty i nalałam po szklaneczce whisky.

Siedzieliśmy na kanapie w milczeniu. Aż mnie skręcało, żeby zapytać, co się stało, ale w tej chwili najważniejszy był on, swoją ciekawość upchałam więc między poduszkami, które Robert położył sobie na kolana. Nagle zaczął walić w nie pięściami. „Acha – pomyślałam – jeszcze chwilę i wybuchnie”.

Tak też się stało. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Całe jego ciało było spięte, naprężone, szczęka zaciśnięta; czułam, że cały aż gotuje się w środku, coś jednak powstrzymuje go przed eksplozją. Nie mogłam na to patrzeć. Nie mogłam znieść, że mój najlepszy kumpel cierpi, a ja mogę jedynie siedzieć obok.

– Kurczę, Robert – otworzyłam w końcu usta – to ja. Jak nie teraz, jak nie przy mnie, to kiedy i komu okażesz to, co czujesz?

Podniósł głowę i wziął głęboki oddech.

– Ja się, ku…a, do tego nie nadaję! – powiedział. – Jestem za stary na takie gierki! Mam dość, rozumiesz?! Mam dość!

Rzucił moimi poduszkami, z których każda kosztowała okrągłą stówę. Jedna przewróciła kubek z herbatą, który wylądował, tworząc wielką, brązową plamę.

– Wybacz – ocknął się Robert jakby z letargu. – Nie chciałem, aby coś się stało. Obiecuję, że oddam do pralni lub odkupię ci nową.

Te słowa chyba jego samego zamurowały.

– Co ja wygaduję! – krzyknął. – Nie, no jasne, że sam wypiorę! Nie gniewasz się, prawda?

Popatrzyłam na niego, ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Zaczęliśmy sprzątać.

– Bardzo chciałem wierzyć, że to ta jedyna – zaczął zwierzenia Robert. – Gdy ją poznałem, poczułem się jak nowo narodzony, jakbym obudził się ze snu. Wszystko nabrało barw. Zakochałem się, a teraz nic już nie czuję. Poprosiłem, aby w ciągu dwóch dni opuściła moje mieszkanie.

Słuchałam. Nic, tylko słuchałam. Od czasu do czasu dawałam znać, że jestem z nim. Parafrazując, udowadniałam, że go słucham. Pytając, upewniałam się, czy dobrze go zrozumiałam.

Po północy zapytał, czy dobrze postąpił, czy to była słuszna decyzja.

– Robert – odparłam – może sam sobie odpowiesz na to pytanie, gdy tylko odzyskasz równowagę emocjonalną, gdy porządnie się wyśpisz i zjesz śniadanie?

– Pojechałabyś do mnie rano i przywiozła mi trochę ubrań? – zapytał.

– Dobrze.

Podczas śniadania wyglądał o wiele lepiej. Zawsze narzekał, że moja kanapa jest za twarda, na co ja śmiałam się, że to dlatego, aby goście nie zatrzymywali się u mnie za długo. Tym razem milczał. Na pytanie, jak się mu spało, chrząknął tylko, rozkładając szeroko gazetę i lekko kierując ją ku dołowi. Trochę mi ulżyło, bo to oznaczało, że nie jest z nim tak źle.

Brałam właśnie kluczyki do auta, aby pojechać po rzeczy do mieszkania Roberta.

– Wioletta – rzucił – dziękuję, że jesteś obok.

Mrugnęłam tylko oczami i lekko się uśmiechnęłam.

– Za półgodziny będę – odparłam. – Posprzątaj.

Gdy zatrzasnęłam drzwi, wyobraziłam sobie, że oboje odczuliśmy ulgę, zupełnie jakby zeszło z nas powietrze.

Gdy bliska ci osoba przeżywa trudne chwile, po prostu przy niej bądź. Obserwuj i czekaj, a przede wszystkim – słuchaj. Zachowaj dla siebie rady, spostrzeżenia i opinie. Daj jej czas. Niech milczy, niech płacze, niech mówi, niech krzyczy, a nawet wali pięściami w poduszkę za stówę. To ona jest najważniejsza, a problem, z jakim się zmaga, wydaje jej się jedyny na świecie. To swoje emocje i odczucia odbiera w danej chwili jako najbardziej przykre.

Zapewnij jej poczucie ważności i bezpieczeństwa i stwórz warunki, aby uwolniła się od powstrzymywanych emocji.

Wioletta K.

Trener Integracji personalnej

Polecane artykuły