8. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Tej nocy policzyłam wszystkie barany, jakie w życiu poznałam, a i tak nie mogłam zasnąć. Huśtawka emocjonalna nie pozwalała mi zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Wstałam, żeby zrobić sobie gorące mleko, i w połowie drogi, gdzieś pomiędzy łazienką a kuchnią, uprzytomniłam sobie, że to moje życie i moja sprawa, co, z kim i dlaczego, że nie będę zastanawiać się, na jakim poziomie plasuje się moja pewność siebie i czy to jest maska, czy ja prawdziwa, bo ja wiem, że to jestem cała ja i za to siebie lubię. I jeśli zechcę, sprowokuję Willy’ego do bycia ze mną tej nocy, a jeśli mi się to nie uda, to trudno, płakać nie będę.

***

Na parkiecie robiło się coraz ciaśniej, tak ciasno, że dusiłam się z niedostatku powietrza. Brakowało mi tlenu, który mógł mi zapewnić tylko jeden człowiek: Willy!

To zabawne, że czasami zatyka nas w piersi na czyjś widok i dusimy się, gdy tego kogoś nie widzimy.

I ja dokładnie o dwudziestej drugiej pięćdziesiąt cztery poczułam tę różnicę. O tej godzinie mój mięsień, umieszczony gdzieś pośrodku klatki piersiowej, dał znać, że obiekt mojego zainteresowania jest. W głowie zaszumiało mi od nagłego wyrzutu adrenaliny. Nogi zaczęły szykować się do wyjścia, spuściłam wzrok jak dziewica. Zastanawiałam się, co teraz będzie, jak zachowamy się po krótkiej wymianie wiadomości na Messengerze. Tak, zrobiłam to! Musiałam się upewnić, że będzie, że wróci, bo ten wieczór i tak już nie należał do mnie.

JA: Cześć.

ON: Cześć, dlaczego cię tu nie ma?

JA: Niby gdzie?

ON: Na salsie.

JA: Jestem, przecież mnie widziałeś.

ON: Nie byłem pewien, bo nie podeszłaś się przywitać.

JA: Ty też nie.

ON: Bo nie znam polskiego. Teraz jestem w hotelu.

JA: Okej, ja nie nauczyłam się angielskiego.

ON: Mam nadzieję, że uda się nam spotkać i znaleźć kanał komunikacji.

JA: Chyba znaleźliśmy.

ON: Chyba tak.

JA: To na razie.

ON: Na razie.

A teraz tu jest i zaraża wszystkich swoim uśmiechem. Podaje znajomym dłoń, gestykuluje i… napotyka mój wzrok. Popatrzył na mnie przez moment i odwrócił twarz. Zabolało, nie podszedł. Zatrzymałam swoje myśli, zamknęłam oczy i chłonąc każdy dźwięk, zaczęłam tańczyć.

Potrzebowałam się zatracić. Jeden utwór to za mało. Gdy rozpoczynał się drugi, Willy przywitał wszystkich gości na sali – zostanie, aby grać dla nich do ostatniego gościa. Nie mogłam słuchać jego głosu. Wychodząc na dwór, zamówiłam kolejną porcję rumu. W chwili gdy zapalałam papierosa, zadzwonił Bonjowi.

– Co robisz?

– Jestem na gali salsy.

– Tak, gdzie?

– Gdzieś na końcu miasta…

– Jak się bawisz?

– Bez ciebie nie najlepiej.

– Bo musi się rozkręcić, ale jak chcesz, mogę po ciebie przyjechać, możemy pójść gdzieś na kawę albo wypić u mnie…

– Dzięki, ale chyba jeszcze trochę zostanę. – Bonjowi zaczął nalegać, a przy tym rozśmieszać mnie. Sącząc rum, dopiero po chwili zauważyłam, że nie jestem sama i wszyscy przysłuchują się mojej rozmowie, a może mojemu rozbawieniu?

– Nie idę szybko spać, więc jak coś, to dzwoń – podkreślił na koniec. Nawet przez chwilę chciałam powiedzieć: „tak, przyjedź”, ale jakaś część mnie chciała zostać w nadziei, że coś się fajnego wydarzy, że Willy jednak podejdzie, zatańczy ze mną, spojrzy na mnie tak jak w momencie, gdy go pocałowałam.

Marzenie okazało się silniejsze niż realna propozycja – wygrało. Schowałam telefon do torebki, ale na wejście do środka zabrakło mi siły. Potrzebowałam więcej rumu i więcej czasu.

***

Zacinająca się zapalniczka może stać się początkiem nowej znajomości. Jakiś mężczyzna, widząc, że nie mogę sobie poradzić z jej odpaleniem, przyszedł mi na ratunek.

– Dziękuję.

– Proszę.

– Jak się bawisz?

– Fajnie, dziękuję.

– A wy?

– Jest okej.

– To dobrze.

– Nie jesteś stąd?

– Ano nie, ale ty chyba też nie. – Mężczyzna i jego kolega się uśmiechnęli.

– Tak, to znaczy nie, nie stąd.

– Yhm…

– Jak masz na imię?

– Wioletta, a ty?

– Ivy.

– Okej. – I dalej nic nie pamiętam. Wiem, że się trochę śmialiśmy, że o czymś rozmawialiśmy, że powiedziałam mu, że jestem romantyczką, ale za cholerę nie pamiętam dlaczego. W zasadzie to chyba mało ważne. Potem widzieliśmy się na parkiecie. On nie tańczył, za to jego kolega tak. Nawet kilka razy skorzystałam z zaproszenia.

Jednak zanim to się wydarzyło, musiałam do tego środka wejść. Przed wejściem postanowiłam sobie, że będę się po prostu dobrze bawić, że sobie odpuszczę, bo już mnie samej obsesja na punkcie Willy’ego przestała wydawać się normalna.

wioletta klinicka pisarka

To była dobra decyzja. Dobra muzyka, uśmiechnięci ludzie, poznałam kilka osób. Tylko od czasu do czasu patrzyłam na Willy’ego, ale mój wzrok wypełniał się dumą, a nawet zadufaniem w sobie. Wraz z obietnicą założyłam maskę, która mogła tylko prowokować, ale nie informować o rozczarowaniu.

Prawie się o tę swoją dumę potknęłam, gdy minęliśmy się w barze, a on puścił do mnie oko. Kolejne spotkanie w tym samym miejscu postanowiłam rozegrać inaczej.

Willy kilka dni wcześniej miał urodziny, do teraz nie mam bladego pojęcia które, ale nakręcił film z podziękowaniami za życzenia i umieścił go na swoim profilu. Mówił w dwóch językach: angielskim i francuskim. A chyba nie napisałam wcześniej, że Willy mieszka w Paryżu, mieście miłości i jak niektórzy mówią – snobów, ale nie mi to oceniać, bo ja czuję się Europejką i nie szufladkuję ludzi ze względu na ich wartości, wyznanie czy narodowość.

Wracając do tematu, poszłam zamówić sobie wodę, ponieważ rumu miałam już dosyć – staliśmy ramię w ramię. On z lampką szampana, ja z kieliszkiem wody mineralnej. Spojrzał na mnie. Poczułam, jak roztapiam się w jego zapachu i uczuciu takiej bliskości.

Nie mogłam tak stać i nie mogłam tak zwyczajnie odejść, przez umysł przebiegła mi myśl, że może już nigdy więcej tak blisko siebie nie będziemy, ale przecież nie mogłam się odezwać, nie mogłam go znowu całować, nie mogłam nic, oprócz… wzniesienia toastu.

Stuknęłam w jego kieliszek, wyszeptałam Prost, a on obdarzył mnie… nadzieją, która powróciła jak bumerang. I gdyby nie stojący obok niego znajomy, który już drugi raz był świadkiem mojej inicjatywy, nie wiem, czy nie próbowałabym bełkotać coś po angielsku. Na szczęście jednak zachowałam resztki logicznego myślenia i powoli odeszłam, oczywiście zabierając ze sobą nową porcję niepokoju, wywołanego brakiem spełnienia mojej zachcianki.

***

Całe to nakręcanie bardzo mnie wyczerpało. Tyle energii, ile zużyłam na zastanawianie się, co będzie, gdy wrócę sama do domu, nie straciłam w tańcu. A był już czas, by ruszyć do domu, nie chciałam zostać do końca.

Aby się już dłużej nie zastanawiać i nie gdybać, postanowiłam napisać ostatnią wiadomość: „Nie wyobrażam sobie iść do domu, nie znając twojego smaku” – w myślach jeszcze raz podziękowałam za możliwość tłumaczenia tekstów i nastąpiło wyczekiwanie odpowiedzi.

On jednak nie odpisał. Jak samica w rui kręciłam się w kółko, zanim zdecydowałam się zamówić taksówkę. Mam dwadzieścia minut – pomyślałam i pod pretekstem niemarznięcia na dworze poszłam jeszcze raz rzucić okiem na faceta, który… no tak, który świetnie się bawił.

Chciałam wyjść obruszona na świat, na salsę, na niego, ale moje nogi, posłuszne tylko mojej żądzy, powędrowały w kierunku faceta, o którym nie chciałam zapomnieć. Nie miałam wyjścia, musiałam być im posłuszna. Stanęłam przed nim, tym razem zdecydowałam się na większą powściągliwość. Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń i po dwutygodniowej nauce angielskiego bezbłędnie powiedziałam, że idę do domu.

Spojrzałam na niego i nie czułam uczucia podniecenia, euforii ani duchowego uniesienia. Byłam zbyt zajęta własnym rozżaleniem. Nie wiedziałam, dlaczego zamiast „żegnaj” powiedział mi: „zadzwonię do ciebie po pracy, na telefon albo na WhatsAppa” – te słowa zdenerwowały mnie jeszcze bardziej. W pośpiechu odsunęłam swoją dłoń i wyszłam, nie oglądając się w przeszłość.

Po co ja się tu pojawiłam? Jestem chora, wściekła. Na jaki telefon? Ty nie masz mojego numeru. Na jakiego WhatsAppa? Jaka ja głupia… Zanim przyjechała taksówka, czułam się jak facet, który zalicza na jedną noc, bezduszny i wściekły, że nie dostał tego, czego chciał.

Pośpiech towarzyszył mi również w domu, przy rozbieraniu i myciu. Położyłam się i nie wiem, kiedy zasnęłam, zmęczona ganieniem siebie. Pamiętam tylko, że było mi cholernie zimno, tak zimno i pusto.

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek. 

 

Witaj serdecznie, 

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły