7. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Kilka wiadomości i telefonów od Bonjowiego, kilka telefonów od Roberta wypytującego, czy kreacja na piętnastego października gotowa, kilka innych zmartwień, problemów, zadowolenie z siebie, uczucie pustki, a wszystko po to, by tego wieczoru świat na nowo wydał się fascynujący.

– Popełniłam straszny błąd – mówiłam do Roberta. – Nie wiem, co ja tu robię. Po co ja tu przyszłam?

– Co ty wygadujesz? Weź się w garść. Gdybyś nie poszła, tobyś żałowała, że nie poszłaś. Baw się tak, jak zamierzałaś. On tam jest?

– Jest. Właśnie go zobaczyłam.

– I co zrobiłaś?

– Udałam, że go ostatnio nie pocałowałam.

– To znaczy? – Nie pozwolił mi powiedzieć, tylko sam zaczął mnie opisywać. – Przeszłaś z nosem zadartym, ewentualnie lekko się uśmiechnęłaś?

– Coś w tym stylu.

– A on?

– To samo, spojrzał na mnie, puścił lekki uśmiech i kończył w spokoju kolację. Nie spodziewałam się go zobaczyć w tym momencie.

– Jak to – nie spodziewałaś się? Przecież wiedziałaś, że będzie. Marudzisz jak zawsze!

– No tak, ale ja nie przyszłam na początek imprezy. Miałam spotkanie ze znajomymi i… kurczę, mogłam z nimi zostać jeszcze dłużej, tak przynajmniej do dziesiątej… Co ja tu robię? Nikogo nie znam… Kurczę, Robert, zabierz mnie stąd.

– Weź ty się opanuj, nie masz piętnastu lat. Co się tam teraz dzieje?

– Teraz jest nauka tańca, do dwudziestej drugiej, ale ja nie mogę się uczyć, bo to grupa zaawansowana. Wyszłam z sali, zamówiłam rum z colą, i zatkało mnie, bo on tu siedzi i je kolację, w dresach, jest w dresach!

– No co, nie może być w dresach? Bożeee… Dobra, jego widok wprawił cię w osłupienie. Tak? I co się teraz dzieje?

– Teraz to ja stoję przy stoliku, patrzę na niego i dzwonię do ciebie.

– Teraz go widzisz?

– Tak.

– To dlatego się głupio śmiejesz do słuchawki, a ja myślałem, że to z wrażania. – Robert zaczął się śmiać i dodał: – Jak dzieci, kurczę, normalnie dzieci. Nie wiem, które z was jest dziwniejsze.

– O, dzięki za uświadomienie, taki z ciebie przyjaciel.

– No a co ja mam ci powiedzieć? Poudajesz, że masz pilny telefon i co?

– On się ubiera i zaraz wyjdzie.

– Kurtkę zakłada?

– Nie, kurczę, buty. Idzie… poszedł… nie ma go… – relacjonowałam Robertowi każdy jego ruch.

– Co teraz zamierzasz?

– Upić się.

opowiadania

– Tak, już to widzę. Wiolka, zapomnij o tym incydencie i idź się bawić.

– Chyba chcę do domu.

– Będziesz uciekać? To nie w twoim stylu. Po drugie, ile razy narzekałaś, że siedzisz sama w domu? Że nie masz gdzie iść? Korzystaj z chwili, maleńka, i nie wyj.

Robert zawsze ma mocny argument w kieszeni. Wyciąga go jak asa z rękawa, aby mnie zagiąć lub wesprzeć. Albo uprzytomnić, że żyje się raz i jeśli tylko istnieje okazja, trzeba korzystać z życia.

– Poopowiadaj mi, co u ciebie. – Chciałam na koniec rozmowy z Robertem zmienić temat, oderwać się od myśli o bezsensownym zachowaniu. Nie mogę nie przyznać Robertowi racji, że to było idiotyczne, dziecinne, jakieś takie nijakie.

– Miałem od nikogo nie odbierać telefonów, bo nadrabiam zaległości w pracy. Zapomniałem wyciszyć dzwonek, dzwoniło chyba ze trzech kumpli i nie odebrałem, ale gdy słyszę: „Hallo, to ja”, no to nie mam wyjścia. I gadam z tobą o bzdetach, zamiast skupić się na tabelkach.

– O, jaki ty jesteś kochany. I wybacz, proszę. Obiecuję, że to przedostatni raz – żartowałam.

– Ja myślę. Będziesz mi za to jutro towarzyszyć na spotkaniu.

– Jakim znowu spotkaniu?

– Jeszcze nie wiem, wymyślę jakąś telekonferencję na dziewiątą rano.

– O ty, przecież wiesz, że ja o dziewiątej będę spać, ale tak poważnie to dzięki, Robert, naprawdę nie wiem, co mnie opętało.

– Dobra, dobra, wiesz, że zawsze możesz dzwonić. A teraz baw się dobrze. Udaj, że się nic nie wydarzyło.

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, ale rozkaz to rozkaz. Życie toczy się dalej. Ja przecież nie mogłam do niego podejść, powiedzieć nie w jego języku „dobry wieczór”, usiąść naprzeciwko niego i co? No i co by było dalej?

Dalej nie było nic. Po lekcjach zaczęła się impreza. Nie kręciła mnie tak jak pierwsze zetknięcie z salsą w klubie Kasino. Zapewne dlatego, że nie było ani Bonjowiego, ani Willy’ego. Nie ma co ukrywać. Jednak mając na uwadze słowa przyjaciela, postanowiłam zostać tak przynajmniej do północy. Taki plan. Ale plan planem, a mój mózg emocjonalny swoje. Jak przystało na kobietę, zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam pierwsza napisać do Willy’ego.

***

Jak już pisałam, dwa tygodnie od imprezy do imprezy minęły szybko. Szybko nie oznacza jednak, że bez zastanawiania się, kim jest Willy. Chyba to nic dziwnego, że zaczęłam szukać śladów jego obecności w sieci. Przecież kto nie ma Facebooka albo Instagrama, ten nie istnieje.

Musi gdzieś być – myślałam, wertując kolejne strony w Internecie. Wpisywałam wszelkie możliwe hasła, żeby go wygooglować, i nic.

Podczas sprzątania wpadła mi w ręce ulotka od Wenesy. Usiadłam wygodnie w fotelu i zakładając nogę na nogę, zaczęłam się śmiać. Wszystko, czego potrzebowałam, miałam pod własnym nosem, wszelkie dane o Willym potrzebne do znalezienia jego profilu na FB mieściły się na kolorowej kartce.

Gdy kupowałam bilet, Wenesa palcem wskazała mi adres – i tylko to mnie interesowało. Widziałam na ulotce jakieś twarze, ale nie miałam pojęcia, do kogo należą i nie chciałam w to wnikać. A to był spory błąd.

No cóż, bardzo często dostrzegamy tylko wycinek na przykład czyjegoś życia i na tej podstawie oceniamy. Takie to ludzkie! A jednak…

Teraz zajęłam się szpiegostwem. Na moje szczęście jego profil okazał się publiczny. Teraz mogłam oceniać, szufladkować i przymierzać do siebie. Tyle że podczas oglądania jego zdjęć poczułam, że wcale mi na tym nie zależy. Po co, przecież to tylko zdjęcia, twarze niewyrażające prawdziwych uczuć. Maska Willy’ego mówiła: jestem DJ-em, jestem ilustratorem, jestem grafikiem, mam duszę artysty.

Zmieszana odłożyłam telefon i wróciłam do zaplanowanych czynności, zastanawiając się, czy to z przesytu internetowych flirtów, czy z innego powodu nie obejrzałam jego profilu do końca. Willy był realny, z Willym nie wymieniam się zdjęciami, wiadomościami, nawet nie wymieniliśmy się numerem telefonów – może nie było okazji, ale przecież sposobność stworzyć można zawsze. Doszłam do wniosku, że to zupełnie inny przypadek. Przypadek na jedną realną noc.

strona niemy krzyk

– Tak sobie założyłaś i już? Tylko on o tym nie wie?

– Tak, tak właśnie sobie założyłam.

– A nie mogłaś sobie założyć, że to ten jedyny, że się w sobie zakochacie, że stworzycie udany związek?

Przerwałam mu tę ckliwą wyliczankę.

– Widocznie nie mogłam. Gdybym coś takiego czuła, tobym tak sobie założyła, ale Willy jest taki, taki… zabrakło mi słowa.

– No jaki jest ten twój Willy, na którego punkcie mogłabyś oszaleć jeszcze prę dni temu? Ten, którego fluidy przeniknęły przez twoje rozszerzone na jego widok pory i przeniknęły, niczym wirus, drogą kropelkową?

– Ha, ha… I zaraził mnie sobą i sam widzisz, teraz muszę wziąć antidotum – próbowałam żartować, ale mój mózg zaczął się jakby kurczyć od natarczywości jednej myśli: dlaczego założyłam, że to facet na jedną noc? Co z nim jest nie tak, a może to ze mną coś jest nie halo?

Może bałam się przyznać, że Willy nie pragnąłby takiej kobiety przy sobie?

A może to ja mam o sobie zbyt niskie mniemanie, bo o Nieznajomym też pomyślałam, że on nie pokocha mnie tak, jak ja bym tego chciała. Albo może geny Willy’ego czy Nieznajomego nie różnią się zbytnio od moich i podświadomie czuję, że nie spełniliby moich oczekiwań?

Z punktu widzenia naukowego i neurobiologii kobiety potrafią wywąchać swoich partnerów. Mamy taki zmysł (mówiąc w wielkim skrócie), który pozwala nam wybrać faceta o najbardziej zróżnicowanych genach. Dzieje się to na płaszczyźnie podświadomej, tyle że ja rzeczywiście lubię sprawdzać, jak pachnie mój partner.

Lubię kłaść głowę na jego poduszce, gdy wstanie, nosić jego koszulę i obwąchiwać ją tak długo, aż przesiąknie mną. Lubię, gdy czuję zapach jego skóry, nieskażony perfumami. Ale jak się okazuje, my, kobiety, nie sprawdzamy zapachu facetów dla przyjemności, lecz z czystego wyrachowania.

Nasze geny oraz geny samca, ale najbardziej odmienne, równają się zdrowemu potomstwu. Hm, może dlatego podnieca nas odmienność ras? No i może dlatego czuję, że Willy to tylko facet na jedną noc?

Robert jednak, zaintrygowany moją generalizacją genów, nie dawał za wygraną.

– Oceniłaś go z góry. Ty to już zapewne wiesz, jaki on jest, jakie ma wady i jakie zalety, o ile w ogóle je ma!

– Robert, nie oceniłam go, ale co mam zrobić – wmawiać sobie, że to jest ten, ten, który spędzi ze mną resztę życia?

– A nie masz już dość tych na jedną noc?

Zamurowało mnie, nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, jak mocno jeszcze zgiąć kark, by nie dojrzał mojego zawstydzenia zmieszanego z gniewem. Po chwili milczenia obudziła się we mnie złość.

– Nie mam – wykrzyczałam. – Jakim prawem mnie oceniasz, dlaczego teraz!? Nigdy mi tego nie robiłeś.

– Uspokój się, chciałem tylko, żebyś… no nie wiem, chcę, żebyś trafiła na tego jedynego, żebyś była szczęśliwa, kurczę, sorry, chyba przesadziłem.

Westchnęłam tak głęboko, że poczułam, jak dotleniają się najbardziej ukryte części mojego mózgu.

– Może i coś w tym jest, może chcę tych facetów w sposób fizyczny, bo w głębi czuję, że nie zasługuję na nich. Może moja pewność siebie to tylko maska, pod którą kryje się niepewność. Ale jeśli tak jest, musi być to wynikiem doświadczeń odrzucenia, czego doznawałam raz po raz, słysząc przy tym, że jestem taka idealna, aż za idealna dla dwojga swoich mężów. Nie wiem, może i teraz doszukuję się wytłumaczenia. Nic już nie wiem…

Milczeliśmy. Powoli wyciszało się rozgniewanie, a wdarł się żal i nostalgia. W moim umyśle gasło światło, które oświetlało Willy’ego, w półmroku zaś rozmył się jego wizerunek. Czy tak właśnie traci się radość i sens swoich założeń? Bo ktoś wyraził swoją opinię, która nagle pobudziła do życia inną rzeczywistość? Tylko czyją? Czyja to była perspektywa: moja czy Roberta, który swoją racją wywołał u mnie poczucie winy, zawstydzenie, a zarazem bezradność?

To, że inni próbują nam mieszać w głowach, jest rzeczą naturalną. Argumentują swoje racje. Ale dlaczego ulegamy ich wpływom? Z braku pewności odnośnie do własnych przekonań?

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek. 

 

Witaj serdecznie, 

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły