6. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

– No pięknie, mamy kolejną ofiarę łowów Wioletty.

– Jakich łowów? Robert, ja ci tu o płaszczyźnie duchowej opowiadam, o uczuciach, o tym, że chyba mnie coś opętało. Nikomu o tym nie opowiem, bo pomyślą, że mi się już całkiem w głowie poprzewracało, że jakaś nawiedzona jestem, że wariatka.

– A nie pomyślałaś o tym, że inne kobiety mogłyby ci zazdrościć?

– Czego, déjà vu? Czy tego, że czułam się jak opętana?

– I tego, i tego. Kobiety lubią takie romantyczne przeżycia, a i niejeden facet chciałby być na miejscu tego tam, jak mu na imię?

– Willy, Willy, mój drogi.

– Muszę zapamiętać, bo coś czuję, że nie skończy się na tym jednym pocałunku. A swoją drogą mogłaś go pocałować w usta. Chora byłaś czy co?

– Robert, nie śmiej się ze mnie, proszę. Nie ty, bo ci więcej nic nie powiem. I wiesz, nawet mi nie przyszło do głowy, żeby całować go w usta – mówiłam lekko obrażona.

– Ha, ha – śmiał się – a może odwagi ci zabrakło? – podpuszczał mnie.

– Jakiej odwagi? Mówię ci, że nie miałam zamiaru go całować w usta, nie jego!

– To faktycznie zrobił na tobie wrażenie – dodał, patrząc mi w oczy, jakby chciał w nich wyczytać prawdę, ale znalazł tylko potwierdzenie wypowiedzianych słów.

Odwaga? Czy było nią samo moje podejście do mężczyzny, czy to może był akt desperacji?

Przecież medal zawsze ma dwie strony. Ktoś może powiedzieć, że moje zachowanie było wręcz bezpruderyjne, nietaktowne, że kobiecie nie wypada, że mu się narzuciłam. Że wciąż narzucam się facetom.

Ale z drugiej strony, czyż życie nie polega na tym, aby postępować tak, by niczego nie żałować? Ja raczej bym żałowała, gdybym nie podeszła, gdybym nie spróbowała. Nie mówię, że to było aktem odwagi, raczej zaspokojeniem własnego pragnienia, egoistyczny ukłon.

Gdzieś z tyłu głowy pozwoliłam sobie na to, bo byłam pewna, że go już nie zobaczę, więc o odwadze nie było mowy. Jednak druga część mnie miała nadzieję na coś innego, na powtórne spotkanie, więc to chyba moje ego chciało zobaczyć, jak to jest. I było bardzo pewne siebie.

Gdy słyszy się sformułowanie „twoje ego”, najczęściej oceniamy siebie w kategorii kogoś niepoprawnego, kogoś, kto zaspokaja swoje żądze. Chcemy je porzucić, stłumić jego głos, zachcianki, ale niby dlaczego?

Przecież to część nas. To tak, jakby chciało się zabić część samego siebie. Może zamiast walczyć, należy podjąć z ego dialog, może wystarczy zadać sobie dwa podstawowe pytania: czy to, czego ono chce, będzie mi służyć i nie skrzywdzi drugiej osoby? Czy moje podejście do Willy’ego zrobiło mi dobrze? Czy ja kogoś skrzywdziłam? Nagle w gąszczu własnych myśli usłyszałam głos Roberta:

– A po za tym, jak ty byś to zniosła, taki ciężar w sobie? Jak byś przetrwała, nie opowiadając mi tego, co się wydarzyło? Niewypowiedziane słowa by cię udusiły. Ty wiesz najlepiej, że emocje trzeba z siebie wyrzucać. I opowiadać o nich – drwił jeszcze bardziej. Wiedział, że nie zrobi to na mnie wrażenia, ale trochę sobie humor poprawiał moim kosztem.

I mówiąc to, nie wiedział, że nie tylko udusiłyby mnie niewypowiedziane słowa, ale również myśl, że nic nie zrobiłam, by poznać Willy’ego. Utwierdził mnie więc w przekonaniu, że postępuję słusznie, opowiadając mu o tym i jak to wzięłam los w swoje ręce.

– No dobra – kontynuował Robert – to co, teraz za dwa tygodnie się spotkacie i jak ty to sobie wyobrażasz? Staniecie przed sobą z tłumaczem w dłoniach?

– Hm, niech pomyślę… Ty, kurczę, masz rację, muszę się w dwa tygodnie nauczyć angielskiego! Musisz mi pomóc… – wyjęczałam, a Robert śmiał się prawie do rozpuku.

Nie mógł nic powiedzieć. On zawsze, gdy coś opowiadam, układa to sobie w głowie i widzi obrazy. Najczęściej neguje jeden mój wizerunek, znany tylko nielicznym: kobiety romantycznej, ciut nieporadnej, rozmarzonej, z wizerunkiem, który pokazuję światu. Czyli ja dumna i pewna siebie.

Czy to maska? Może mój własny wybór? Może obnażać tak do końca chcę się tylko przed nielicznymi, którzy zasługują na moje zaufanie?

– No to masz wyzwanie, jutro wyjeżdżam – mówił Robert – ale jak będziesz czegoś potrzebowała, to, kochana, jestem na linii. – Nie mógł się opanować, żeby mi nie dociąć.

– Jedziesz już jutro, a miałeś jechać w środę? – Zrobiło mi się trochę przykro. Bo gdy Robert wpada do Trewiru, czuję się, jakbym już prawie wszystko miała. No może z wyjątkiem miliona dolarów na koncie. Ale to tylko pieniądze, które zawsze można zarobić.

– Niestety. Wiesz, jak to u nas, czasami plany zmieniają się w środku nocy. Dostałem wczoraj telefon przed wyjściem, że Harry z Anglii przylatuje i nie ma kto poprowadzić prezentacji. To jadę gasić pożar. O, jak opanujesz angielski, to ty będziesz minie zastępować – zaśmiał się.

– No, za jakieś kilka lat, mój niezastąpiony. A swoją drogą, co oni by bez ciebie zrobili, co ja bym bez ciebie zrobiła!? Wszyscy cię potrzebujemy. – Teraz ja przejęłam pałeczkę i trochę podrwiłam z Roberta. Po chwili zwróciłam rozmowę na inne tory: – No dobra, dość cukrowania, lepiej powiedz, jak ty spędziłeś wieczór. Kogo łaskotałeś tym swoim perfekcyjnie przyciętym zarostem? – zapytałam, gładząc jego brodę.

– Lubisz facetów z zarostem, nie? – śmiał się Robert, biorąc moją dłoń, aby pogładzić go po całej twarzy.

– Och, uwielbiam, Robercie. To kogo? – Dałam mu buziaka w policzek i przyspieszyłam tempo rozmowy. – Bo coś mi się wydaje, że nie tyko ja miałam noc pełną wrażeń.

– Ja, no cóż, nie chcę cię wkurwić, to znaczy psuć humoru.

– Oj, mów.

– Wyszła o siódmej rano, ma na imię Karola i jest pielęgniarką – powiedział jednym tchem. – Ale nie było takich fajerwerków jak u ciebie. To przygoda na jedną noc, mieliśmy chęć i już.

– I już, tak po prostu? – podpuszczałam go.

– No tobie tego tłumaczyć nie muszę – śmiał się, a potem zaczął opowiadać, jak to konkurował ze swoim kumplem o względy pięknej Karoli. Na szczęście dla mojego przyjaciela i ona lubiła facetów z zarostem.

 

życie po rozwodzie wsparcie

 

Robert wyjechał, po salsie pozostał bilet na koleją imprezę, który schowałam, i ulotka, którą rzuciłam na półkę. W moje życie wkradł się spokój, zmącony tylko dodatkowym zajęciem w postaci intensywnej nauki języka angielskiego.

Czego kobieta nie zrobi, aby osiągnąć swój cel? Mój miał jakieś sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, szczupłą sylwetkę, zachrypnięty głos, który utkwił mi w pamięci. Tylko późne wieczory były nostalgiczne. Tęskniłam za uczuciem, którego doznałam w klubie Kasino, tęskniłam też za Nieznajomym.

 

***

Nawet nie przyszło mi do głowy, że zakrawa to na bezczelność. Tańczyć z jednym, a myśleć o drugim i jeszcze być zakochaną w Nieznajomym.

Teraz tak sobie myślę, że zdecydowanie oddzielałam zabawę od uniesień duchowych. I zauroczenie od zakochania. A możesz jednak wszystko mi się pomieszało? Może tak nie można? Nie no, a dlaczego nie? Przecież żaden z nich nie jest kandydatem na stałego partnera. Żaden z nich nawet nie zabiega o to. A może?

Może ja nie dostrzegam, że oni widzą we mnie coś więcej niż partnerkę na jedną noc? Może ja nie jestem gotowa na związek, może sama daję im do zrozumienia, że to tylko zabawa, oni się podporządkowują, ja zaś potem nagle zmieniam zdanie?

I jak tu później rozumieć taką kobietę?

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek. 

 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

 

Polecane artykuły