33. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Mijały dni, a potem tygodnie. Po sześciu wróciłam do Trewiru, niby to wciąż ja, a jednak coś się we mnie zmieniło. Nie wiem, czy spowodował to pobyt w zaciszu u Amelii, czy nagły odpływ wszelkich myśli o mężczyźnie idealnym. Uprawiałam sport, pisałam kolejną książkę, spotykałam się ze znajomymi. Od czasu do czasu poszłam do kina czy na koncert. Każdego dnia medytowałam i uczyłam się żyć z ograniczoną ilością nikotyny we krwi. Dbałam o swoją codzienność, o to, aby pozostać w równowadze emocjonalnej, tak po prostu zadowolona z tego, co mam.

– Wyszumiałaś się albo zdziwaczałaś – śmiał się Robert.

– No wiesz, jak zdziwaczałam? Nie posądzaj mnie o jakieś choróbsko, po prostu miałam przesyt tych ekscesów. Była wiosna, było lato, czas w moim zegarze biologicznym na zimę – żartowałam. – Jutro jest salsa w klubie Kasino – dodałam pośpiesznie – może pójdziesz ze mną?

– Nie, Wiolka, jutro wieczorem mam spotkanie.

– Co za spotkanie?

– Dokładnie nie wiem. Paweł chce mnie z kimś poznać, nie dawał mi spokoju, więc się w końcu zgodziłem.

– Hm, szykuje się podwójna randka. A chociaż widziałeś jej zdjęcie? – dodałam pośpiesznie.

– No sęk w tym, że na zdjęciu to bardzo interesująca kobieta.

– To idź koniecznie, a potem opiszesz mi wrażenia.

– No, zastanowię się, bo ty teraz nie masz własnych przeżyć, więc na bank opiszesz moje. – Robert i jego znajomość mojej osoby, myślałam, przymykając oczy, aby dostrzec tam siebie, siebie taką prawdziwą.

– No wiesz, trzeba skądś czerpać inspirację – stwierdziłam po chwili.

– Ale czasami może nią być również nasza wyobraźnia? – bardziej pytał, niż stwierdzał.

Nie odpowiedziałam mu, ponieważ ja swojej chyba ostatnio nadużywałam. Problem w tym, że do mało konstruktywnych rzeczy.

 

***

Jutro nadeszło. Jakoś nie miałam chęci wieczorem nigdzie wychodzić. Oglądałam film i jadłam popcorn, od którego czułam coraz bardziej pęczniejący żołądek. Nakryłam się jeszcze dokładniej kocem. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło i chyba już prawie bym zasnęła, gdy nagle usłyszałam znajomą piosenkę: Mnie na gorsze rzeczy stać

Zerwałam się na równe nogi, rozejrzałam się dookoła, jakbym poszukiwała większej motywacji do życia. Niczego nie znalazłam, nie zadawałam też sobie żadnych pytań, nie kalkulowałam, czy warto, czy mi się opłaca. Pośpiesznie odświeżyłam ciało, podkreśliłam tylko rzęsy i poprawiłam fryzurę. Wcisnęłam na tyłek sportowe spodnie, a na stopy wygodne buty.

Była 23.30, gdy witałam się z Michaelem przy wejściu do sali wypełnionej po brzegi ludźmi, którzy swoje zmartwienia i niedorzeczne marzenia pozostawili w domach. Tu byli obecni, tak po prostu obecni, bez bagaży, bez oczekiwań. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, poczułam się jak w miejscu, do którego wraca się, aby w pełni dotykać szczęścia.

Przy barze znajomy kelner gestem dłoni zapytał, czy podać mi merlota – zgodziłam się. Zanim podał mi wino, wyjęłam z torebki telefon. Napisałam tylko do syna, że od tej chwili jestem poza zasięgiem. Trzymając kieliszek w dłoni, przestraszyłam się, że zgniotę szkło, tuż obok bowiem, dwa hokery dalej, siedział on.

Patrzył wprost na mnie, tak niepokornie, bez skrupułów, bez gestu przywitania. Stałam w miejscu, nie wiedziałam, co wypada mi zrobić: skinąć głową czy podejść? Ale nie miałam siły na podejście, a stać jak sparaliżowana też nie mogłam. Patrzyliśmy na siebie jak dwa pitbule, na pozór spokojne, opanowane, a jednak tak nieobliczalne. Zrobiłam krok do przodu, on zaś podniósł się z siedzenia. Podeszłam.

– Witam cię.

– Hej, Wioletta, co u ciebie? – Łagodne i spokojne rysy twarzy, ta sama blizna na czole i ta przecinająca prawą brew, nic się w nim nie zmieniło. Jego opanowanie jak zawsze spłycało mój oddech. Musiałam odpowiedzieć, ale tym razem mówiłam prawdę.

– Dziękuję, okej. A u ciebie? – Pomyślałam, że do tej chwili było nawet bardzo okej, teraz tylko odrobinę brakuje mi powietrza, ale to nic, to zaraz minie, gdy tylko sobie przypomnę o regularnym oddychaniu.

– Też.

Patrzyliśmy na siebie. On pierwszy spuścił wzrok, zapatrzył się w jeden punkt, ale to nie był ani akt zmieszania, ani poczucia zagubienia – robił tak, gdy nie miał mi nic więcej do powiedzenia. Czułam, jak zaraz eksploduję. I może bym to zrobiła, gdybym tylko miała pewność, że on pozbiera moje rozbryzgane resztki.

– Dobrej zabawy, Ivy. – Nie podniósł głowy.

– Tobie też. – W myślach stwierdziłam, że czasami nie widzimy się z kimś dwa lata, a podczas spotkania miniony czas wcale nie jest odczuwalny, zaś z innymi ludźmi dwumiesięczna rozłąka buduje mur nie do przebicia.

Poszłam tańczyć. Tak bardzo chciałam, aby na mnie patrzył, i chociaż czułam jego wzrok, mogła to być tylko moja kolejna egoistyczna fantazja. Intuicja milczała, jakby bała się, że po kilku łykach wina utraciła swoją wiarygodność. Nie sprawdziłam. Alkohol wtłaczałam w siebie bardzo powoli, nie chciałam dać sobie pretekstu do potknięcia się o jego obecność.

Smętne kawałki spędzałam oparta przy stoliku, ze wzrokiem skierowanym na DJ-a. Wspominałam. Najpierw ten pierwszy raz, to tu go widziałam, spojrzałam na jego twarz tylko raz. To dziwne, bo nie mam pamięci do twarzy, a jego zapamiętałam. Na gali przecież nie miał już bandaża. Od tamtego razu wciąż przewijał się w moim życiu. I ten słoneczny jesienny dzień, gdy rozmawialiśmy o fatalizmie. Może dlatego był taki wyczekujący, cierpliwy i pewny siebie, może on naprawdę wierzył w przeznaczenie. Po jakiejś godzinie wyszłam zapalić. Wpadliśmy na siebie w drzwiach – ja wracałam, on wychodził.

– Idziesz już? – odezwałam się.

– Tak, znasz mnie, szybko jestem zmęczony. – Poczułam się, jakby sprawdzał, czy go wciąż pamiętam, kim jest, jakie ma wady, o których przypominałam mu w wyrafinowany sposób przy każdej nadarzającej się okazji.

– Tak… dobrej nocy… – myślałam, że nie usłyszał, był już daleko.

– Tobie też, Wioletta. – Odwrócił się i wydobył z siebie uśmiech. Tak, na pewno go nie zapomniałam.

 

***

Wchodząc na górę, poczułam ulgę, poczułam się swobodna, jakbym po latach odsiadki w zakładzie karnym odzyskała wolność. To było jednak złudne odczucie. Spojrzałam na miejsce, na którym siedział – było wolne. Podeszłam i dłonią dotykałam siedzenia. Wraz z migotaniem przedsionków poczułam, jakbym tęskniła za tą chwilą, gdy tu był.

Rozmyślam o tym, że z jednej strony miło było go zobaczyć, ale z drugiej okazało się to za wcześnie. Cokolwiek do niego czułam, musiało być prawdziwe i nie do końca wygaszone. Znane emocje kłębiły się pod cienką powłoką obojętności. Uniosłam zamknięte powieki na dźwięk głosu barmana. Poprosiłam o wodę mineralną. Nie chciałam zamroczyć swojego smutku, chciałam się go pozbyć trzeźwą nadzieją na prawdziwą miłość. Ona przyjdzie, nie dziś, nie jutro, ale kiedyś na pewno, gdy będę na nią gotowa. Wierzyłam.

 

***

Poszłam tańczyć. Muzyka z jednego utworu na drugi zwalniała swoje tempo, jakby DJ chciał zatrzymać mój nastrój dla siebie, mnożyć mój smutek, który obcym wydawać się może seksowny. Sprowadziła mnie tu jedna myśl, jedna szepcząca w moim mózgu myśl: idź, idź tam, zabaw się. Już czas, nie możesz unikać ludzi tylko ze strachu, idź, musisz skonfrontować się z życiem, doświadczać, sprawdzać, czy jesteś gotowa na kolejny etap. Chyba nie byłam. Nie byłam gotowa go spotkać, tak przypadkiem spojrzeć mu w oczy, bezboleśnie patrzeć na to, co nigdy w pełni nie było moje. Znowu. Ale byłam tu…

Zamknęłam oczy i kołysałam się w rytm swojego wyobrażenia. Był w nim: czułam jego dłoń, która dotknęła mojej, jak zaplatają się nasze palce, i drugą, która unosi mój podbródek, aby mógł po raz pierwszy popatrzeć mi w oczy tak głęboko, jakby chciał obejrzeć wszystkie moje wnętrzności i upewnić się, czy przypadkiem znowu nie jestem na niego zła, wkurzona albo czy tym razem mu uwierzę. Nie byłam. To spojrzenie nie mogło trwać.

Był dla mnie tak nieprzewidywalny. Musiałam się w końcu przyznać do tego, że jego nieokiełznane zachowanie pociągało mnie bardziej niż jego ciało. Dotknął mnie zdecydowanym uściskiem. Wsłuchiwałam się w rytm jego bijącego serca, poczułam zapach jego naskórka, sprawdzałam wargami gładkość jego szyi. Zapominałam się w ciszy jego umysłu. Kołacząca jego klatka piersiowa rozrywała klatkę, w której zamknęłam przed nim swoje serce. Wsunęłam dłonie pod jego koszulę. Jego plecy przeszywały dreszcze, moje też. Otworzyłam oczy – był. Nie mrugnął, nie oddychał, trwał w tej chwili, żył tylko po to, aby namiętnie dotykać swoimi ustami moich ust.

Już niczego nie chciałam analizować, tylko być…

KONIEC

Zanim odszedł i powrócił tyle musiało się wydarzyć i po co? Aby zrozumieć…?

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że wzbudziłyam  w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb własnego umysłu i do przeżywania własnych doświadczeń.

Jestem Ci wdzięczna za Twoją obecność, ponieważ to Ty sprawiłaś, że czuję sens posiadania daru opisywania ludzkich historii, być może podobnych do Twoich.

Żyj tak, jakby wciąż miało się dużo wydarzyć, 

Wiola 

Zapraszam Cię na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły