31. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Okej, masz rację. Zadowolony? Każda faza związku ma swój czas. Przeważnie ludzie nie wychodzą poza trzeci etap, jak ja z Bigiem. Gdyby ludzie budowali swoje związki tylko na namiętności, byłyby one kruche jak francuska porcelana. W fazie czwartej, przyjacielskiej…

– Ty i te twoje naukowe dywagacje – przerwał mi Robert. – Nie trzeba książek, wystarczy się wsłuchać, popatrzeć, rozejrzeć…

– Ja ci nie przerywałam, zaciągnąłeś mnie tu, to słuchaj. – Tym razem ja nie dałam za wygraną. – A więc ja chciałabym ze swoim przyszłym mężem…

– Mężem – parsknął śmiechem Robert. – Masz zamiar wyjść za mąż? – Nie mógł się opanować.

– A co, nie wolno mi?

– Nie no, nie wiem, tylko czy znajdzie się taki odważny? – Robert drwił sobie z moich marzeń, ale wiem, że gdybym się zakochała, pierwszy by mi kibicował.

– Dobra, dobra, niejeden czeka na taką kobietę jak ja… aby utknąć z nią w fazie miłości zwanej przyjacielską. Ja i mój partner nie tylko będziemy podsycać namiętność, dbać o to, by intymność nie wygasła pod wpływem egoizmu, nietolerancji, agresji czy braku wsparcia. Będąc sobie wiernymi, zadbamy o to, żeby nie wpakować się w te pułapki, o których mówiliśmy: dobroczynności, bezkonfliktowości, obowiązku czy sprawiedliwości.

– Ale to chyba dobrze, gdy w związku panuje bezkonfliktowość czy dobroczynność? – odezwał się trochę zdumiony Robert.

– Może, ale pamiętaj, że kij ma dwa końce, a kotka można zagłaskać na śmierć.

– No jeśli o tym mowa, to masz rację.

– Właśnie – powiedziałam z dumą i nie czekając na jego reakcję, opowiadałam dalej, jak to będzie, gdy potknę się o tego właściwego, a przynajmniej o tego, którego wady będę w stanie zaakceptować, nawet gdy minie zakochanie.

Robert milczał, patrzył na mnie, od czasu do czasu zmieniając łokieć, którym opierał się o blat stołu. Dopiero gdy skończyłam, zauważyłam, że i ja w tej zatłoczonej jadłodajni potrafiłam stworzyć przestrzeń tylko dla siebie – nie, nie, dla siebie i dla swojego przeszłego partnera, i dla Roberta, którego uśmiech oznaczał, że mnie słucha, że taką pełną energii, gestykulującą całym ciałem uwielbia.

Gdy odprowadzał mnie do domu, powiedział coś, o czym nie chciałabym zapomnieć, nosząc różowe okulary: „Wiem, że potrafisz wypełnić swoje życie, że jesteś szczęśliwa, oddając się pasji i pracy. Zbudowałaś swoje życie w pojedynkę na solidnych podstawach znajomości siebie i swoich potrzeb. Jesteś singielką niezależną, a przede wszystkim nieczującą się jak samotny bluszcz opleciony wokół innych.

I gdy już potkniesz się o tego właściwego, wiem też, że nie oddasz się złudnej miłości, bo jesteś zbyt logiczna i ciut za bardzo wszystko analizujesz.

Jednak miłość przychodzi nieproszona, w postaci nieproszonego typu mężczyzny czy kobiety, i zalewa każdą naszą część ciała, również mózg, który nagle zostaje odcięty od teraźniejszego schematu myślowego. Twój sposób postrzegania rzeczywistości naturalnie się zmieni, zechcesz wiele rzeczy dostosować do nowej sytuacji, często nawet rezygnować z siebie, aby tylko tę miłość zatrzymać, uszlachetnić, wejść w niewyartykułowany układ z partnerem, który bardzo często ma niewiele wspólnego z kompromisem, a więcej z uległością. I wtedy, tak odcięta od analitycznego myślenia, pamiętaj, że samotnym można się czuć wszędzie: wśród przyjaciół, pracując w korporacji, najbardziej jednak boli samotność w związku.

Będąc niezależnym w związku, z zajętym sercem, ale wolnym umysłem, nie tylko potrafimy odnaleźć się po ewentualnym rozpadzie, ale i podczas trwania relacji jesteśmy dla siebie wzajemnie bardziej atrakcyjni. Zaangażowanie w związek to nie tylko czynienie dobrze drugiej osobie, ale również dbanie o siebie, o swoją wewnętrzną i zewnętrzną synergię. O wszystkie role, w jakich zastała nas miłość i jakie ona nam narzuca. Troszczenie się o związek to również umiejętność dostrzegania w nim siebie, łączenia równoległych światów, synergia, by umocnić całość.

Żaden facet nie będzie ci patrzył w oczy tak samo przez kolejne dziesięć lat. Ten wzrok pod naporem dnia codziennego będzie przechodził różne fazy. Jednak gdy jesteś zadbana emocjonalnie, przygotowana na podróż życia, świadoma swoich potrzeb, słowo «samotność» będzie ci obce.

Miłość romantyczna to złudzenie, to chwila, mija czasami bezpowrotnie, ale nie oznacza dla związku kresu jego istnienia. Przy odrobinie znajomości konsekwencji wynikających z zaangażowania, umiejętnego podtrzymywania intymności i podsycania namiętności może to być fascynująca podróż w poczuciu spełnienia”.

Kolejny odcinek już w środę, kolejno w sobotę i niedzielę.

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły