30. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Co tak zamilkłaś, kobieto? – przerwał moje rozważania dumny z siebie Robert. – Coś cię zaskoczyło, gdy uległaś uważności?

– Tak, tak, ta para, która trzyma się za ręce.

– Ta dziewczyna w pomarańczowym sweterku?

– Mhm…

– Fajnie, nie… Jedną ręką czują wspólnotę ze sobą, a drugą z całym światem.

– A może piszą do siebie czułe słówka?

– Nie bądź naiwna, pewnie właśnie przeglądają Facebooka albo coś w tym rodzaju. – Tak bardzo chciałam, aby Robert się mylił, ale niestety takie zachowanie to już jakaś norma społeczna, która mało kogo zadziwia czy bulwersuje. – Wiem, że jestem nadętym bufonem, ale czy wyobrażasz sobie siebie w takiej sytuacji? Czy chciałabyś siedzieć obok swojego partnera w poczuciu, że nie masz mu nic więcej do zaoferowania, bo już opowiedziałaś o braku pieluch, o tym, że trzeba posprzątać piwnicę, że jesteś zmęczona po całym dniu pracy?

– Ale to nie do końca tak, przecież życie realne to nie sielankowe trzymanie się za rączki, to nie patrzenie z perspektywy namiętności, to nie wieczne oddawanie sobie bezinteresownych przysług. Każdy udany związek skapituluje pod naporem dnia codziennego. W każdym udanym związku są problemy, poszukiwanie sposobów na ich rozwiązanie. To, że ci ludzie patrzą w ekran, nie oznacza, że się nie kochają. Może kochają się bardziej od tych, którzy właśnie są na imprezie dobroczynnej, ubrani w najdroższe markowe garnitury i garsonki.

– Oj, Wiola… wiem, że i na balach dobroczynnych jest więcej chłodu niż w mojej zamrażarce. Nie ma znaczenia, czy je się obiad w Macu, czy w pięciogwiazdkowej restauracji. Najgorzej, kiedy się ludzie przestają lubić, gdy przestają ze sobą rozmawiać, mówią tylko po to, by mówić.

To przytrafiło się i twojemu Bigowi, który może bez szemrania kupić ci najdroższe buty, i Pawłowi, który bierze kredyt, żeby wysłać dzieci na kolonię. Koniec to koniec, tylko że czasami pojawia się on wyłącznie w głowie, ciała zaś wciąż pozostają w swoich związkach.

Wypalenie w związku odbija się na pracy moich koleżanek. – Nagle się uśmiechnął. – Wiesz, uwielbiam moment, w którym do mojego gabinetu wchodzi Marta, żeby powiedzieć, że jest, i pyta mnie, czy chcę się napić kawy. Wulkan energii. Bije od niej coś, na co czekam każdego dnia. Jednak gdy widzę swojego szefa, uciekam, gdzie pieprz rośnie, bo jest wiecznie niezadowolony.

Kiedy pojawia się w pracy, pierwsze, co robi, to zdejmuje krawat, jakby to on go dusił. Dokładnie też wiem, kiedy jest po spotkaniu ze swoją kochanką, bo wtedy zachowuje się jak Marta, która pomimo piętnastoletniego stażu małżeńskiego nigdy, ale to nigdy nie mówi źle o swoim mężu.

Wręcz przeciwnie, gdy o nim opowiada, błyszczą jej te zielonkawe oczy, a on od siedmiu lat – tak długo jest moją asystentką – przychodzi po nią i idą albo na obiad, albo na kolację. Są zabiegani, mają dwoje dzieci, w tym jedno chore, ale zawsze raz do roku jadą tylko we dwoje na urlop – jak to Marta mówi – aby na nowo poczuć się dwudziestolatką i biegać po salonie nago. Są pary, które nawet nie chcą zorganizować sobie jednego wspólnego wieczoru, nie chcą przeżyć takiego momentu.

– Może chcą, tylko nie mogą – przerwałam wywody Roberta w nadziei, że usłyszę w jego głosie odrobinę optymizmu.

– Posłuchaj, pamiętam, ile cię kosztowało złożenie pozwu o rozwód. Pamiętam, co przeżyłaś, gdy sobie uzmysłowiłaś, że jemu to było na rękę, jak cię bolał jego brak zaangażowania, egoizm, który tłumaczyłaś kwestią charakteru, jak długo pracowałaś nad wybaczeniem mu tego, aby samej móc żyć i oddychać. Bałaś się wielu rzeczy. Ciężko pracujesz, a mogłaś przecież mieć obok niego wygodne życie, oczywiście pod względem materialnym. Pamiętam, jak cię zabolało, gdy usłyszałaś, że rozwiodłaś się, bo jesteś wygodna, że wszystko miałaś… Mam wymieniać dalej?

Łzy spłynęły mi po policzku. Miałam dwóch mężów, obu jestem wdzięczna, że nie walczyli o związek właśnie z powodów, o których mówił Robert. Tam, gdzie brak wzajemnego zaangażowania, nie ma już nic. Pamiętałam tylko zmęczenie, zmęczenie wynikające z bycia w związku.

– A teraz dlaczego wyplątałaś się z relacji z Bigiem? Hm, no dlaczego?

Milczałam. I ja, i Robert dobrze wiedzieliśmy, że z tego samego powodu. Z braku dostatecznego zaangażowania partnera. Chcieliśmy ze sobą być, ale na zupełnie odmiennych warunkach. Żadne z nas nie mogło oczekiwać czegoś innego, gdyż byłoby to wbrew naszym indywidualnym wartościom. Nikt nie ustąpił, ale to nie oznacza, że dokonaliśmy złego wyboru. Wręcz przeciwnie. Gdyby kompromis został ustalony pod wpływem namiętności, która buchała z nas na trzydzieści kilometrów, intymności, która rozwijała się zbyt powoli, po opadnięciu kurtyny zakochania, podczas zmagań z realnym życiem, doszłoby do bolesnej konfrontacji wymagań. Przeciągalibyśmy tę linę tak długo, aż pękłaby pod naporem niespełnionych oczekiwań. Wpadlibyśmy w szereg pułapek, które szykuje nam codzienność.

Kolejny odcinek już w Niedzielę a koleny w środę i sobotę. 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły