3. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

Mój partner od tańca chyba przestawał odbierać mnie jako tylko partnerkę do tańca. Już od samego początku deklarował, że odprowadzi mnie do domu, a podczas tańca wydawało mi się, że prześwietla moje ciało, że już wie, jaką mam bieliznę i jak wyglądam po jej zdjęciu.

Poczułam się lekko zażenowana, jednak nie na tyle, by odejść. Patrząc na jego aparycję, doszłam nawet do wniosku, że może w innych okolicznościach, tak dla sportu, dałabym się poderwać Bonjowiemu, ale od czasu rozstania z Nieznajomym wolę uprawiać sport samodzielnie. Nie miałam ochoty mięknąć w innych ramionach. Chociaż nie, kłamię, tego wieczoru przecież dowiedziałam się o istnieniu Willy’ego. Tylko jeszcze nie byłam pewna, czego od niego chcę.

W każdym razie nie chcąc marnować czasu Bonjowiego i wprowadzać go w błąd, upewniałam się, czy przypadkiem nie oczekuje niemożliwego.

– Chcesz mnie tylko odprowadzić tak po koleżeńsku? – zapytałam go otwarcie.

– No, a dlaczego nie?

– Posłuchaj, tu jest tyle kobiet, jest jeszcze czas, żebyś się rozejrzał za jakąś inną. Może poderwij tę w czerwonej sukience?

– Którą? – zapytał, rozglądając się po sali.

– Tę, z którą tańczyłeś, może ją odprowadź, bo po mnie nie możesz spodziewać się zbyt wiele.

– Ale ja na nic nie liczę, chcę cię tylko odprowadzić.

– Okej, jak uważasz.

– To mogę? – pytał dla pewności.

– Zobaczymy – odpowiedziałam tak, by zostawić sobie furtkę.

Nie mogłam się zdeklarować. Nie chciałam uwierzyć w to, że odprowadzającym mnie nie będzie ten, którego sobie upatrzyłam, który wywołał na mnie szalone, bezpowrotne wrażenie. Nie mogłam o nim zapomnieć, nie mogłam zobojętnić obrazu, który utkwił mi w głowie. I chociaż mijały minuty, a potem godziny i nic się istotnego nie wydarzało, to i tak w każdej przerwie pomiędzy jednym tańcem a drugim badawczo wpatrywałam w niego swoje nienasycone oczy.

strona niemy krzyk

W moim umyśle pojawiały się pytania na jego temat: ile ma lat, czy mnie pragnie, czy jest wolny? Tak, to najważniejsze. Przymierzyć go do siebie, ocenić swoje szanse w procentach, znaleźć potwierdzenie na to, że szanse istnieją! Czasami wydaje mi się, że kobiety nadmiernie lubią dopasowywać do siebie mężczyzn, jakbyśmy szyły sukienki na miarę. Nie może być za ciasna, ale musi podkreślać nasze walory, przy tym ma być wygodna i najlepiej nadająca się na każdą okazję. Za mały, za szczupły, nie ten odcień skóry… Nawet przeglądamy ich koszule w szafie w nadziei, że będą pasować do koloru naszych oczu.

Mało tego, bardzo często zakochujemy się w przymiotnikach określających mężczyzn. Listach, które od dzieciństwa układałyśmy w głowach. Trzymamy się kurczowo wykreowanych ideałów i przez to może tracimy coś bardzo cennego? Nie dajemy szansy miłym facetom, ciekawym osobowościom tylko dlatego, że mają kilka kilogramów nadwagi lub są za wysocy. Albo dlatego, że nie odczuwamy fizycznego pociągu. Czy nadchodzi w końcu taki dzień, gdy odpuszczamy sobie wizerunek? Może w pewnym wieku? Lub w chwili zauroczenia, pod wpływem tego jednego, nieprzewidywalnego gestu, który musiał wykonać Willy, gdy na niego spojrzałam?

Gdyby nagle coś się nie uniosło w powietrzu, Willy pozostałby tylko fajnym facetem, a raczej DJ-em umiejącym fajnie poprowadzić imprezę. Dookoła było tylu przystojnych mężczyzn – nawet Bonjowi jest przystojny – ale tej nocy nie liczył się nikt, tylko Willy. Nie potrafię zrozumieć, połączyć dwóch faktów w całość, wytłumaczyć naukowo. Nie lubię, gdy czegoś nie można nazwać, zaszufladkować albo zawiesić etykietki „Zajęty”.

***

Ale jeden szok to za mało. Willy jest DJ-em i zna się na muzyce latynoamerykańskiej – tyle już o nim wiedziałam, gdy tylko weszłam do środka. Willy lubi tańczyć i robi to – oczywiście w moim mniemaniu – perfekcyjnie. Po godzinie przemówił do swoich gości:

– Cześć, jestem Willy i niestety nie mówię po niemiecku, zostałem zaproszony przez…

Nie wierzyłam, zamurowało mnie. Jest Willy i nie mówi po niemiecku, czyli mówi w języku, którego ja nie znam?! Chciałam krzyczeć: „to niemożliwe, powiedz, że to nieprawda, to sen”. Czyli co, nie zamienię z nim ani słowa? Przez moment byłam nawet zdolna zwrócić się do drugiego DJ-a, który właśnie pojawił się obok mnie, i zapytać: „on naprawdę nie mówi po niemiecku?”. Bo nie podejrzewam, żeby mówił po polsku.

Byłam tak sfrustrowana, jakbym miała ustalone, że będę z nim rozmawiać, i nagle moje plany trafił szlag. Poszłam zapalić. Musiałam ochłonąć. A widzisz, Wioletta, tyle czasu odwlekałaś dzień, w którym zaczniesz się uczyć tego języka – zalewały mnie myśli. Ale z drugiej strony może to nie przypadek, że od tygodnia jednym z pobranych plików na moim komputerze jest kurs języka angielskiego. Jaki przypadek, jaki przypadek, ty do Afryki chcesz, a nie poznawać Afroamerykanów! – karciłam siebie za swoje zdegustowane rozważania.

Czułam się dziwnie, czułam się tak, jakbym bezpowrotnie traciła szansę na spełnienie swoich wszystkich oczekiwań, marzeń, planów, celów. Nie potrafiłam się ogarnąć. Przecież w rzeczywistości niczego nie straciłam. Niczego namacalnego, niczego rzeczywistego. Przecież nie byłam nawet pewna, czy on jest mną zainteresowany.

Przecież mnóstwo facetów na mnie patrzy, a ja patrzę na nich. Czy to oznacza, że każdy chciałby mi ofiarować część siebie? Nawet deklarację „podoba mi się” i akt czysto seksualny dzieli cała wieczność, nie mówię już o zakochaniu. Nawet gdy facet czy kobieta mówią wprost, że dana osoba jest w jej czy w jego typie, w większości przypadków nie ma to podtekstu erotycznego.

A może ma? Bo jeśli nasz mózg gadzi cały czas skanuje otoczenie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy jest okazja do prokreacji, kurczę, to znaczy, że ma?! No ale nawet biorąc pod uwagę fakt, że nasz mózg gadzi wykonuje tę pracę bezustannie, mamy rozwiniętą korę nową i nie uprawiamy seksu z każdą istotą nadającą się, w naszym mniemaniu, do płodzenia dzieci.

***

Gdy wróciłam na salę, impreza trwała, a Willy wciąż nie mówił w żadnym znanym mi języku. Musiałam obudzić się ze snu, przyznać, że to chwilowe zauroczenie, olśnienie, uniesienie i że cokolwiek to jest, nie będzie miało znaczenia w moim życiu. A może wręcz los mi właśnie czegoś zaoszczędził?

Wyjście z impasu wychodziło mi bardzo niezgrabnie. Mózg racjonalny swoje, a emocjonalny swoje. Aby nie dać się wplątać w tę walkę, na nowo rzuciłam się w wir muzyki. Pozwalałam, by Bonjowi mnie prowadził. Oddałam mężczyźnie nad sobą kontrolę – tak mi właśnie przyszło do głowy. Zastanawiające, czyli parkiet to jedyne miejsce, gdzie pozwalam, żeby ster przejął ktoś inny? I to też zdarza się niezbyt często. Może dlatego wolę tańczyć sama? Może to tylko wymówka, gdy twierdzę, że nie umiem tańczyć z facetami, bo wychowałam się na muzyce Dr. Albana? Przecież inne dziewczyny z mojego rocznika świetnie poruszały się w parach. Ja nie, no chyba że w wolnym, romantycznym, z kimś, na kim mi zależało.

– Robert, zdarza ci się przestać kontrolować?

– To znaczy w jakim sensie?

– No pozwolić na to, żeby na przykład kobieta albo jakiś przyjaciel decydowali za ciebie.

– To dość złożone. Chcę mieć władzę nad swoim życiem, poczucie, że to, co robię, wybrałem dla siebie sam, nawet gdy się okaże to jakąś błędną decyzją. Ale jednak moją.

– Mnie też bardzo rzadko udaje się czegoś nie kontrolować, ale nie sądzisz, że czasami warto, czasami nawet trzeba odpuścić? Dlaczego wszystko chcemy mieć pod kontrolą?

– Wiesz, są rzeczy, którymi warto się dzielić, pozwolić komuś na przykład wybrać za nas miejsce urlopu, restaurację, godzinę spotkania, no coś w tym stylu, ale decyzje strategiczne, mające wpływ na nasze życie, nie, co to, to nie – upierał się przy swoim Robert, a ja coraz mocniej zastanawiałam się, dlaczego tak kurczowo chcemy trzymać ten ster. Może w obawie przed utratą bezpieczeństwa? Może kontrolują tylko singielki z odzysku, kobiety po przejściach, faceci z drugiej ręki? Ponieważ doświadczenie tak nam nakazuje? Ile wówczas tracimy? A ile zyskujemy, co zyskujemy? Gdybym nie pozwoliła się prowadzić Bonjowiemu, czy…?

A może tu nie chodzi o taką kontrolę? Może Robert ma rację? Może faktycznie w tańcu nawet powinnam dać się prowadzić, powinnam pozwolić się uwodzić, mogłabym nawet pozwolić na to, by mężczyzna wybrał miejsce spotkania, ale czy pozwoliłabym, żeby wybrał dla mnie danie główne?

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek. 

 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuję, że z nami jesteś,  
Wiola
Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

 

Polecane artykuły