29. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

– Coraz więcej osób deklaruje walkę o swój związek – powiedział, zakładając kurtkę.

– Chcesz mi wmówić, że dzieje się tak tylko dlatego, że boją się samotności?

– A ty co? Ubieraj się – rzucił, jakby od niechcenia.

– Pomóż mi, przecież wiesz, że nie mogę ruszyć ręką. – Stałam bezradnie, a Robert zaczął się śmiać.

– No widzisz, tego się boją, że jak będą w potrzebie, nikt nie przybiegnie im pomóc.

– Wykorzystałeś mnie, żeby mi coś udowodnić? Ty draniu! – Szturchałam go w ramię, ale dla Roberta nie miało to większego znaczenia. Zaczął mi pomagać i kontynuował:

– Wiesz, gdy się przysłuchuję swoim koleżankom, choćby w pracy, to gdyby nie strach przed samotnością, trzy czwarte z nich boso pobiegłoby do sądu i złożyło pozew o rozwód, w dodatku zdzierając z faceta ostatnią koszulę.

– Oj, przestań, tylko tak mówią. Muszą gdzieś dać upust swoim emocjom.

– Weź, posłuchaj siebie albo ludzi dookoła, albo poczytaj statystyki.

– Jakie znowu statystyki… już sama się zapnę. – Robert szamotał się z guzikami mojego płaszcza, ale jak przystało na partnera zaangażowanego w damsko-męską relację, nie odpuszczał.

– Milcz, kobieto! Szalik i pamiętaj o rękawiczkach. – Czułam się jak kompletowana wysyłka pocztowa.

– No widzisz, niepotrzebny jest partner, mąż czy kochanek, wystarczy ktoś taki jak ty, żeby czuć się przyduszonym – rzekłam z przekąsem, ale oczywiście on popatrzył mi w oczy, demonstrując pewność siebie, i wypchnął za drzwi mieszkania. Schodząc, odwracał się.

– Dama nie powinna iść przodem? – zapytałam, aby mu dopiec, ale Robert jak zwykle miał już swoją odpowiedź.

– Posłuchaj, gdybyś się potknęła, stałbym się dla ciebie poduszką powietrzną. A gdybyś mnie nie miała, to kto przyszedłby ci nasmarować plecy tą cholerną kamforą, której zapachu nie mogę się pozbyć?

– Danusia! – krzyknęłam i zaraz musiałam wycofać te słowa, bo od kilku miesięcy mieszka zbyt daleko, żeby mi smarować wspomnianą część ciała.

Gdy doszliśmy do centrum, pociągnął mnie w nieznanym kierunku. Dwukrotnie pytałam, gdzie idziemy, ale on tylko uśmiechał się szyderczo. Nagle znaleźliśmy się przed MacDonaldem.

– A co my tu robimy? – zapytałam oszołomiona.

– Tu jest najwięcej młodych par, żółtodziobów w tematyce małżeństwa czy zakochania. Wybierz miejsce tak, abyśmy mogli ich poobgadywać, a ja zamówię coś najbardziej zdrowego, tylko daj, najpierw cię rozbiorę.

– Do naga? – Próbowałam być dowcipna, ale w tym gwarze nie wychodziło mi to najlepiej.

– Co chcesz do picia?

– Chyba kawę – syknęłam, bo ktoś właśnie, zbyt dynamicznie przedzierając się przez tłum, naruszył moje cierpiące ramię. Już miałam się poskarżyć Robertowi, ale w swoim umyśle usłyszałam jego słowa: „tyle razy mówiłem: nie wychodź na dwór spocona, bo cię przewieje”. Hm, krakał, krakał i wykrakał, ale z drugiej strony w ten sposób okazuje mi swoją troskę, ten jedyny. Może powinnam okazać mu za to więcej wdzięczności, przecież w pewnej mierze ma rację, ludzie nie wykazują tyle empatii co kiedyś, przechodzą obok siebie obojętnie, nie oczekują wiadomości: „przyjdź mi pomóc”… Może więc rzeczywiście jakiś procent populacji żyje w pustych związkach, tylko z obawy przed brakiem zewnętrznego wsparcia?

– I co, jak ci się podoba? – zapytał Robert, stawiając na stole tacę pełną pudełek.

– Kurczę, sto lat nie byłam w Macu. Nie jest źle, ale to zupełnie nie mój klimat, nie dałabym się tu zaciągnąć na randkę. Rozumiem młodych ludzi, symptom dwudziestego pierwszego wieku, ale spójrz, ile tu dojrzałych par.

– No i tylko przyjrzyj się, co oni robią.

Obserwowałam: panie, panowie, biegające dzieci, młodzież starsza i młodsza. Pomiędzy niektórymi można wyczuć łączącą ich nić intymności, inni wykazują jeszcze odrobinę zainteresowania drugą osobą, ale dostrzegłam również osoby skoncentrowane wyłącznie na sobie, jakby przebywające w pustych pokojach o nieograniczonej wolnej przestrzeni.

Przyszło mi na myśl, że pusty związek to również przestrzeń, którą – chcąc nie chcąc – wywalczyli sobie oboje partnerzy lub jeden z nich. To jak schyłek mojego małżeństwa, kiedy przeważały dwa slogany. Mój brzmiał: „jestem zmęczona, tak bardzo zmęczona”, jego natomiast: „chcę tylko mieć święty spokój”. I dostał tak śmiertelny, że po roku oddał go w ręce kolejnej kobiety. Może więc będąc w związku, prosimy o rzeczy, które wynikają tylko z bycia z daną partnerką lub partnerem. Stwierdzenia „jestem zmęczona”, „chcę mieć święty spokój” były już oznaką nie pustego związku, który może trwać w nieskończoność, a ostatniej jego fazy: rozpadu związku. W naszym przypadku ten rozpad trwał sporo ponad rok. Kiedyś musiał się skończyć, abyśmy się oboje nie udusili w spędzonych obok siebie minutach. Bezbolesny rozwód był poprzedzony moją półroczną paniką, która zapewne nastąpiła w wyniku strachu, o którym wspomniał Robert. Chodziło o lęk przed samotnością, przed brakiem poczucia przynależności, brakiem stabilizacji. Hm, może to właśnie tego boją się osoby, które nawet w zatłoczonym miejscu pragną stworzyć obszar tylko dla siebie, nie zapraszając tam zmieniających się obcych twarzy, a czasami nawet partnera czy partnerki.

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły