27. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Nic z tego. Zawsze znajdzie się powód, aby mówić na dany temat. A szczególnie gdy się nie rozumie albo rozumieć nie chce sytuacji lub zachowań drugiego człowieka. Tak, jakby od tego gadania i powtarzania tych samych kwestii miało nas olśnić.

Mijały tygodnie, a mnie nic nie olśniło. Wciąż tak naprawdę nie wiem, czy Ivy taki już jest, czy tylko zdecydował się grać ze mną w moją grę. Chwilami mam wrażenie, że sprawdzamy siebie wzajemnie, a czasami karcę siebie za naiwność, bo przecież jeśli facet nie dzwoni, nie pisze przez kilka dni, to chyba nie ma się co łudzić, że jego słowa „tęsknię za tobą” są na wskroś prawdziwe. Jako że jestem analityczką, myśl o wychowaniu w odmiennej kulturze nie mieści się w układzie moich prawd. Bo uczyć się drugiego człowieka zawsze można, a nawet trzeba. Ja z chęcią uczyłabym się jego, gdyby tylko do mnie mówił, a on nie mówi. Mój mąż też nie mówił. Wysłuchiwał moich monologów i kumulował w sobie własne zdanie. Robił tak przez wiele miesięcy, aż któregoś dnia pożałowałam próśb o jego otwarcie ust. Hm, więc może lepiej nie otwierać puszki Pandory, może lepiej, że Ivy milczy. A może w pizdu zakończyć tę bezsensowną znajomość, która jest jak droga prowadząca donikąd.

***

Ja: Cześć, możesz uwierzyć, że chciałabym cię teraz zobaczyć? (Długo zmieniałam kształt tej wypowiedzi w wiadomości do Ivy’ego. Kasowałam „tęsknię”, „pragnę cię”, „myślę o tobie”. Postawiłam na pytanie).

On: Teraz jestem w Saarbrücken.

Ja: Okej. (No bo gdzie indziej miałbyś być, przecież tam twoja kamera w telefonie już nie działa i nie możesz zadzwonić. Ogarniała mnie dziwna złość. Uspokój się, Wioletta, to tylko PSM albo przedświąteczny nastrój, czas, w którym cała twoja rodzina przyjedzie parami i tylko ty jedyna samotna przy tym stole będziesz udawać, że jesteś nad wyraz szczęśliwa, bo nawet jeśli jesteś, to zjazdy rodzinne wywołują w tobie odrobinę tęsknoty za czymś, czego nie masz).

On: Jesteś w Trewirze? (Tak, jestem, kurczę, stoję pod twoimi drzwiami. Cholera, jak głupie pytanie może szybko człowieka wyprowadzić z równowagi – wciąż się nakręcałam, tylko dlaczego? Robert by się śmiał do rozpuku i szybko by mi na to pytanie odpowiedział: „bo go nie masz”).

Ja: Dlaczego w Trewirze? Jestem w Polsce.

On: Wiem, ja jestem wciąż chory. (O, biedny, nieszczęśliwy, jak mi ciebie szkoda, kurczę mać!)

Ja: To dlaczego mnie pytałeś, czy jestem w Trewirze, skoro wiesz? Ja wiem, że jesteś wciąż chory.

On: Tylko pytałem, bo może przyleciałaś do Trewiru. (Tak, rozpędziłam się).

Ja: Aha, a ja myślałam, że może ty jesteś w samolocie do Polski. (I nastała cisza. A w mojej głowie szeptał głos, nie mój, to zupełnie ktoś inny, ktoś urażony, że Ivy nie zrozumiał, że za słowami „chcę cię teraz zobaczyć” znajduje się prosty przekaz „zadzwoń do mnie”. Trzeba to skończyć, szeptała diablica, nie możesz tak cierpieć. Gdy napiszesz, że to koniec, tym samym sprawdzisz po raz kolejny, czy mu na tobie zależy).

Ja: Ostatnio bardzo dużo o tobie myślałam. Mogłabym powiedzieć, że za tobą tęsknię, ale nie chcę tego. To prowadzi donikąd. Nie zobaczymy się więcej. Nie zamierzam więcej pisać ani dzwonić. Życzę ci dużo zdrowia. (Nie wiedziałam, co mi odpisze. Oczywiście, że czekałam na jego reakcję, i po dziesięciu minutach się doczekałam. Kilka wiadomości, w każdej po kilka, wydawałoby się, znaczących słów).

On: Umiesz pisać dobre historie. (Co ty nie powiesz? Coś ci się nie podoba? Za dużo marudzę? A może sama nie wiem, czego chcę? No widzisz, jaka ja jestem poplątana!) Pozostaniemy na zawsze przyjaciółmi. (O tak, pozostaniemy, ale na początek to musimy nimi zostać! Mój drogi przyjacielu!) Masz przyjaciela w Trewirze. (No, musiałeś się poprawić, bo w języku niemieckim słowa „zostaniemy przyjaciółmi” mogą oznaczać „zostaniemy parą”, więc żebym sobie nie pomyślała nic błędnego, musiałeś sprostować informację).

Ja: Miałeś na myśli kumpla?

On: Dlaczego? Dobrze myślałem – przyjaciela.

Ja: Przyjaciel to bardzo duże, ważne słowo. (Mój drogi!)

On: Co mam ci powiedzieć?! (Nic, kurczę, nic nie masz mi powiedzieć – rzucałam takimi przekleństwami pod nosem, że wstyd powtarzać, ale nikomu tym krzywdy nie robiłam, a emocje trzeba z siebie wyrzucić. Teraz ze dwie godziny się podołuję, wypalę za dużo fajek, może się nawet prześpię. Kurczę, gdyby nie była to Wielka Sobota, poszłabym na dyskotekę, a tak nigdzie nie grają. Albo gdybym nie miała PSM, poszłabym na seks, choćbym to miała zrobić z wibratorem. No ale wolę coś prawdziwego. Nie minęły dwie minuty, kiedy prawie krzyknęłam na głos: „do cholery, powiedz mi to, co mężczyzna mówi kobiecie!!!”. W tym momencie otrzymałam od niego wiadomość. Jedną ręką ocierając zapłakany nos, drugą odsłoniłam zakrywający ekran pokrowiec – to był film. Rosło napięcie: co w tym filmie, co? Kliknęłam guzik – Ivy, w cholerę z tobą, nie mam do ciebie sił, czemu mi to robisz!? Jakbyś dokładnie wiedział, że mnie rozczulisz, że zacznę się chociaż przez chwilę śmiać, czego ty ode mnie chcesz… Pewnie nic, to zapewne tylko ja znowu opacznie odebrałam tę wiadomość).

Ciąg dalszy nastąpi w środę, sobotę i niedzielę. 

 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

 

 

Polecane artykuły