26. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Gdy jest się daleko, gdy już nic nie można zrobić, albo odczuwamy spokój, albo wręcz przeciwnie – poruszenie jest tak silne, że sen wydaje się najwspanialszą delicją. Często nawet przespane godziny nie przywracają energii ani witalności. Rano bezwładnie poruszasz swoim ciałem, które wydaje się, że bez udziału twojego mózgu ciąga się pomiędzy kuchnią a łazienką, albo skumulowana w tobie złość stawia na równe nogi sąsiadów.

Szukasz ukojenia.

Jednak każde napisane słowo wydaje ci się przekazem nieadekwatnym do twoich uczuć i w porównaniu z wyrażaniem ich bezpośrednio do niego. Więc nie piszesz. Więc czekasz, bo może zadzwoni. A gdy już tak się stanie, dochodzisz do wniosku, że te silne słowa zasługują i na ucho, i na oko. Chcesz, żeby słowom towarzyszyły gesty, które on by uważnie obserwował, aby mógł z nich czytać pomiędzy wierszami.

I czekasz, a przez telefon jedynie delikatnie sugerujesz swoje obawy w oczekiwaniu na ich obalenie. Gdy słyszysz zapewnienia, na chwilę opuszcza cię niepokój, tyle że po odłożeniu słuchawki lęk powraca jak bumerang i rozbryzguje twoją wiarę na miliony kawałków.

W trakcie zbierania ich okazuje się, że niektóre pogubiły się, bez szansy na odnalezienie. Pomost zaufania przestaje być stabilną konstrukcją. Z biegiem czasu rozhuśtane emocje stabilizują się, ale most pozostaje chwiejny. Załatanie dziur w podświadomości wymaga czasu i dowodów. Dowodów, o których mówiłam Robertowi, dowodów, które nabierają kształtu słowa popartego czynami.

– Gdyby teraz stanął na lotnisku w Luksemburgu i powiedział ci, że za dwie godziny będzie w Gdańsku, to co byś zrobiła? – pytał mnie jeszcze tamtego wieczoru Robert.

– Sądząc po moim zachowaniu, gdy do mnie pisze lub dzwoni, uśmiechałabym się szeroko, może nawet śmiała i przy okazji panikowała, zadając sobie pytanie, co na siebie włożyć, a potem czy dam radę być na lotnisku przed nim. I wiesz, Robert, znając siebie, strach obleciałby mnie dopiero gdzieś pomiędzy Pasłękiem a Elblągiem.

– Strach przed czym?

– Przed tym, jak to będzie, jak by to było… Wiesz przecież, że ja i Ivy, że my nawet ze sobą nigdy tak naprawdę nie rozmawialiśmy. Nie znamy się. Jest tylko to dziwne uczucie, o którym on mi ze dwa razy wspominał, mówiąc: „nie wiem dlaczego, ale tylko ty na mnie tak działasz, tylko z tobą chcę to robić…”.

– Miał na myśli seks? – zapytał spokojnie Robert.

– Tak, seks, ale ja nie miałam doznania, że tylko on mnie podnieca, nie miałam takiego uczucia do środy. Bo widzisz, w środę mogłam się przespać z doktorkiem, mieć seks, fajny seks, ale nie mogłam, a kiedyś na samą myśl o nim miałam wilgotno. I nie wiem, czy to czas wyciszył we mnie pożądanie względem tego człowieka, czy myśl o Ivym.

– A na co stawiasz?

– Niestety na Ivy’ego.

– Dlaczego niestety? – zapytał pełnym irytacji tonem.

– Bo on nawet mnie nie całuje, bo jest mi go trudno zaakceptować, bo nie wiem, co do mnie czuje… Ale w sumie może i dobrze: z jednej strony ta niewiedza, te brakujące w nim części, których pragnę, powstrzymują mnie przed wkręceniem sobie, że mogłabym się w nim zakochać.

– Ale ty się produkujesz. – W głosie Roberta usłyszałam nerwowość.

– Jak produkuję? – zapytałam oburzona.

– Tak starannie dobierasz słowa, żeby przypadkiem nie powiedzieć, że dostajesz na myśl o nim zadyszki i że w końcu poznałaś, czym jest tachykardia.

– Wiesz co, dopiero co byłam zakochana, dziękuję. Nie mam ochoty na kolejne eksperymenty. – Zaczęłam nerwowo obracać pierścionek na palcu. – A w cholerę z tym wszystkim – krzyknęłam, mając już samej siebie dość. – Niech to się skończy, może czas na zaakceptowanie swojego stanu cywilnego: samotna! I tyle.

– No skoro tak do tego podchodzisz, to nie ma tematu. – Robert zamilkł, a ja krążyłam po pokoju, jakbym miała płacone od kilometra.

Po chwili usiadłam obok niego, oparłam czoło o jego idealnie wyprasowaną koszulę i mówiłam już spokojniejszym głosem:

– Robert, to nie o to chodzi, tylko że gdybym wiedziała, że on do mnie nic nie czuje i nie ma na to szans, to jakoś starałabym się to poukładać sobie w głowie, mogłabym podjąć decyzję, a tak co wieczór wymyślam na zmianę, jak się z nim żegnam i nie odbieram od niego telefonów, wiadomości i tak dalej.

A potem jakoś tak za nim tęsknię, że z tej tęsknoty wyobrażam sobie, jak mi szepcze o miłości… Wiesz, to śmieszne, ale czuję całą sobą, jakby naprawdę mi to mówił, czuję się wówczas podniecona, a może raczej podekscytowana. Nie wiem, ale pragnę wówczas mieć go w taki namiętny sposób, dotykać tak, jak nigdy go nie dotykałam, z taką czułością, i pragnę, aby on mnie tak dotykał, a nawet nie wiem, czy on tak potrafi.

Wiesz, że on mi nawet w oczy nie patrzy, a kiedy to ostatnio się zdarzyło, tak przypadkiem, i to tylko przez kamerę, stwierdził, że musimy kończyć rozmowę i zgasił światło. Któregoś dnia nawet pomyślałam, że może lepiej, że mnie nie całuje, bo naprawdę mogłabym się zakochać. – Potrząsnęłam głową na znak, że wychodzę z tego letargu, i z uśmiechem dodałam: – No, chyba że robi to niesamowicie fatalnie. – Niepewność mnie zżera od środka.

Cenię sobie przepływ informacji, nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to biznes, czy życie prywatne. Nie lubię, gdy stawiam pytania, a one wpadają głucho w eter. Jestem przekonana, że każda odpowiedź jest bardziej satysfakcjonująca niż poczucie zagubienia. Bo brak odpowiedzi wprowadza nas właśnie w taki stan, stan błądzenia po omacku. Wtedy bardzo często oddalamy się od celu, zamiast się do niego zbliżać. Nie wiem, co Ivy ma w głowie, ile czasu potrzebuje i czy kiedykolwiek będziemy w związku, ale jego postępowanie któregoś dnia i mnie może przestawić o sto osiemdziesiąt stopni. I pójdę z tą swoją potrzebą bliskości gdzieś, do kogoś, kto jej będzie pragnął w równym stopniu jak ja.

– Nie uważasz, że mogłoby to oznaczać, że nic do niego nie czułaś? – zapytał Robert, gdy mu opowiedziałam o swoich obawach.

– Dlaczego? Uważam, że znajdzie się kiedyś ktoś, kto zaspokoi moje potrzeby, a w miłości chyba ważne jest, aby partnerzy chcieli dla siebie wzajemnie wszystkiego, co najlepsze. Skoro mówię Ivy’emu, że nie chcę od niego prezentu za przysługę za wyjątkiem tego pocałunku, to chyba rozumie, że to dla mnie ważne, a on mi mówi, że gdy będziemy parą, będziemy się całować. Niech sam sobie czeka, ja mam dość czekania.

Nagle Robert złapał mnie za rękę.

– Okej, Wiola, ja już zrozumiałem: teraz jego kolej, ale dopóki nie zrozumie, nie nakręcaj się, bo złość zaszkodzi twojej zmarszczce nad brwią. Poza tym pozwól mu mieć jakieś małe zasady. Może i on przeżył jakiś zawód miłosny, boi się tak szybko zaangażować, a może taki już po prostu jest i tak jak mówisz, nie jesteś w stanie tego zaakceptować. Chociaż, jak sama mi kiedyś mówiłaś, postępy są, skoro nie biegnie od razu po seksie pod prysznic czy przytula cię, jak tylko mu się przypomni, że ma to zrobić. No a z tym całowaniem może kiedyś faktycznie cię zaskoczy.

– Wiesz co, Robert – przerwałam mu, bo już te wszystkie teksty słyszałam po sto razy i teraz trochę mi już obrzydły – lubię go, lubię każdy temat przedyskutować, obgadać, żeby rozumieć, co się dzieje, taka kobieca natura – mężczyźni, jak słyszałam, wolą wszystko przemyśleć. I gdy tak rozmawiamy, niekiedy przychodzą do głowy rozwiązania. I teraz właśnie przyszło mi jedno takie, bardzo konstruktywne. Jest związane z małą prośbą do ciebie.

– Do mnie? – Patrzył na mnie zdumiony. – Cały zamieniam się w słuch.

– Nie pozwól mi o nim mówić. Już nie chcę. Jestem zmęczona. Najpierw Nieznajomy, a gdy u niego nie miałam szans na normalny związek, to teraz Ivy.

– Dasz radę?

– Będę się starać. Powiem ci, że naprawdę czasami wydaje mi się, że uzależniłam się od myśli o nim. Chcę myśleć o ludziach, którzy dają mi poczucie wsparcia, na przykład o tym, jak mogę im pomóc albo coś w ten deseń.

– Dla mnie mówisz i masz – uśmiechnął się Robert.

Patrzę na niego i wiem, jestem pewna, że Robert dotrzyma słowa, będzie mnie pilnował. Czasami warto nabrać dystansu – oczywiście nie jest to łatwe zadanie – odciąć się od myśli, które cię prześladują. Jednak za pomocą uważności, samoświadomości i determinacji wszystko staje się realne. Zrobić przestrzeń na nowe. Stare przysłowie mówi, że gdy coś ma być twoje, to będzie, a jak nie, to niech odejdzie, a na to miejsce przyjdzie coś znacznie lepszego.

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły