22. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Hello, Wioletta.

– Hi.

– Co u ciebie, co robisz? – zapytał bardziej pewnym siebie niż zazwyczaj głosem.

– Okej, jestem w mieście. A co u ciebie?

– Co robisz w mieście? Sama jesteś?

– Idę coś zjeść, sama idę – podkreśliłam, ponieważ Ivy’ego zawsze dziwi: jak to sama o tej porze w mieście, co ja sama tam robię, co ja sama robię na salsie, co ja sama robię w pubie o północy? Czasami mam mu ochotę powiedzieć, że sama, bo jego obok jakoś nie widzę, ale nie, nie powiem przecież, żeby za dużo sobie nie pomyślał albo poczuł się głupio. A może by go to nie obeszło albo mnie zabolałaby jego zimna reakcja?

– Jesteś głodna?

– Nie.

– Świętujesz coś?

– Nie, tak po prostu chciałam wyjść z domu.

– Aha, a ja jestem w drodze, mam do domu jeszcze dwieście kilometrów, ale zobaczyłem, że dzwoniłaś, więc oddzwaniam.

– Tak, dzwoniłam sześć godzin temu.

– Tak, ale dopiero zobaczyłem. – Do mojego lewego ucha dochodziły głosy śmiejących się ludzi sprzed knajpy, w prawym zaś nastąpiła cisza, którą po chwili Ivy przerwał kolejnym pytaniem:

– Czemu milczysz? Czekasz, aż coś powiem?

– Tak.

– Co mam ci powiedzieć?

– Nie wiem, na przykład, jak ci minął ten tydzień, gdzie teraz byłeś albo dlaczego się tak długo nie meldowałeś.

– Bo byłem na ciebie zły – odpowiedział w pośpiechu, jakby czekał na to ostatnie pytanie, żeby mi coś wygarnąć.

– O, ty na mnie? A dlaczego? – udałam zaskoczoną.

– Nie rozumiem, dlaczego tak wtedy uciekłaś. Ja cię zapraszam na noc, a ty zostajesz po to aby uciec. To nie było miłe.

– Nie było też miłe spać osobno, ale masz rację, nie powinnam się tak zachować. Z drugiej jednak strony chciałam spać z tobą, a nie osobno. Mam cię teraz przeprosić? – rzuciłam dla rozładowania napięcia, które, nie wiem, jak w nim, ale we mnie wzrastało.

– Nie musisz mnie przepraszać, ale to ty mogłaś mnie przytulić, mówiłem ci, że jestem zmęczony…

– O, jak dobrze, że nie muszę cię przepraszać – przerwałam mu – i wiesz, pomyślałam, że mogłam cię przytulić, ale dotarło to do mnie dopiero w domu i dlatego dzwoniłam do ciebie również w niedzielę.

– Tak, widziałem i co byś mi powiedziała?

– No przeprosiłabym. – Oczywiście nie miałam takiego zamiaru, bo nawet do głowy by mi nie przyszło, że był obrażony i dlatego nie dzwonił…

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Na koniec obiecał, że zadzwoni, gdy już będzie w domu, i słowa dotrzymał. A potem, potem znowu cały tydzień milczał. No cóż, musiało do mnie dotrzeć, że nie ma takiego obowiązku, bo nie jestem jego stałą partnerką, a jedynie kobietą, z którą spotyka się od czasu do czasu. Albo tę sytuację zaakceptuję, albo zakończę znajomość, do czego chyba na tamtą chwilę nie dorosłam.

Tak to już jest z decyzjami, czasami trzeba po prostu odpuścić, przeczekać, aby się upewnić, że tak właśnie chcemy postąpić. A niekiedy ta właściwa decyzja może wpaść do głowy niespodziewanie, ot tak, pod prysznicem.

***

– To byłaś szczęśliwa, co? Przyznaj się. – Robert śmiał się ze mnie. – Lubisz takie akcje?

– Lubię, pewnie, że lubię, ale jak coś ci powiem, to będziesz na mnie krzyczał.

– Co znowu coś odwaliłaś…?

– Nic nie odwaliłam, nie, mój drogi – przerwałam mu w pośpiechu – ale chyba… zamyśliłam się, bo dotarło do mnie, że po raz kolejny los dał mi to, czego chciałam.

Chociaż bardzo się starałam myśleć, że pomiędzy mną a Ivym mogłaby zaistnieć jakaś głębsza relacja, chociaż wczoraj, jak nigdy, starałam się dla niego wyglądać idealnie, pachnieć obezwładniająco, mieć pomimo delikatnego makijażu naturalny wygląd, nie opuszczało mnie przekonanie, że jestem kobietą surową, zgadzającą się na bezwzględny, bezpruderyjny seks, a wszystko po to, by pokazać mu, że władzę dzierżę ja, że jest mi potrzebny tylko do spełnienia zachcianek i seksualnych akrobacji, moich fantazji. Łagodną twarz przyćmił surowo skomponowany strój: dżinsy, pantofle i biała koszula, zapięta po ostatni guzik. Bardziej wysterylizowana z uczuć być nie potrafiłam.

Jeszcze wsiadając do jego auta, czułam się jak samica alfa, jeszcze mijając ulice Trewiru tak o sobie myślałam, wchodząc do jego mieszkania tylko tego chciałam… i kuźwa wszystko prysło, gdy tylko zapalił świeczkę, gdy tylko zasugerował wspólne oglądanie filmu, gdy zaproponował coś do picia, kiedy zapachniało kolacją i gdy leżał obok mnie, i patrzył na mnie z zadowoloną z siebie miną. A potem wyszeptał mi moje imię prosto do ucha, muskając wargami moją szyję, rozpiął mi pierwszy guzik i tak oto przejął władzę nie tylko nad moim ciałem, ale i umysłem.

Najbardziej szaleję na punkcie tego spokoju, którym się ze mną dzieli, tego opanowania, którym zalewa całe moje biopole. Nie wiem, czy on o tym wie, ale przy nim zapominam, kim powinnam być, przy nim istnieję, przy nim czuję, że jestem tu, gdzie być powinnam. A to takie niebezpieczne uczucie, szczególnie gdy nagle okazuje się, że nic nie ma za darmo, że albo za to zapłacisz, albo ten sam ktoś odbierze ci wszystko jednym pytaniem.

Ciąg dalszy nastąpi w środę a kolejno w sobotę i niedzielę. 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

 

Polecane artykuły