2. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Nie możesz mieć nikogo na własność – tłumaczyłam Robertowi. – To nierealne. To zakrawa na obsesję. Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak dwie połówki. Jak zatarcie granic. Nie ma tego, ja czułabym się osaczona. Zmęczona przebywaniem z kimś takim.

– Tak się właśnie czuję – westchnął bezradnie. – Ale ją kocham, mówię jej, że miłość to nie kajdany, ale do niej nic nie dociera. Nie mogę z nią być, bo zniszczę siebie. Będziemy „my”, ale beze mnie. – Widziałam, jak mu się trzęsą ręce. Jak pod ciężarem oddechu unosi się jego koszula.

Nie mogłam nic więcej dodać. Nie mogłam powiedzieć mu, że ma się z nią rozstać albo zostać. Takich rad nie udziela się przyjaciołom.

Milczałam, a on położył głowę na moich kolanach, podkulił nogi i nie wiem, jakim cudem zmieścił się na kanapie obok mnie. Nie wyobrażałam sobie, aby ktoś mnie ograniczał. Nie widziałam też Roberta w roli faceta bez wypadów do klubu, na mecz i zostawania po godzinach w pracy.

Tak trudno czasami zaakceptować zachowania osób, których się wybrało na partnerów. Czy faktycznie będąc zakochanymi, nie dostrzegamy ich wad? Naukowcy twierdzą, że właśnie tak się dzieje. I chyba nie ma co w to wątpić.

To tak jak z kacem: dopóki impreza trwa, nie czuje się ilości spożytego alkoholu. Rano dopiero zastanawiamy się, od czego pęka nam głowa. Przebudzenie w związku. Kurczę, czasami bywa bolesne. Coś o tym wiem. I też kiedyś marzyłam, że „on” się dla mnie zmieni.

Jednak dziś, mądrzejsza o kolejne doświadczenie, wygarnęłabym kobiecie Roberta, że się tak bardzo myli, że nawet gdyby Robert teraz jej ustąpił, to albo po jakimś czasie zacząłby robić „swoje” otwarcie lub za jej plecami, albo unieszczęśliwiłaby go na całe życie.

Należeć, przynależeć, należał czy był ze mną – mogłabym tego typu zwroty odmieniać przez wszystkie przypadki, ale i tak nie potrafiłabym wytłumaczyć słów, które cisnęły mi się na usta w związku z nowym obiektem westchnień. Był mój. A przecież to hipokryzja.

życie po rozwodzie

Jeszcze godzinkę – tłumaczyłam sobie, gdy minęło pierwsze pół godziny imprezy. Posiedzę sobie, popatrzę, wypiję jeszcze jedną lampkę wina i wyjdę. Nie skończyłam myśli, gdy obok mnie stanął mężczyzna z wyciągniętą dłonią.

– Nie, dziękuję – odpowiedziałam, gdy zapytał, czy zatańczę z nim.

– Dlaczego?

– Bo ja nie umiem tańczyć salsy.

– To nie jest salsa – uśmiechnął się.

– Tak, a co? – odwzajemniłam uśmiech.

– Taniec.

– Aha.

– I tak ci nie odpuszczę, więc chodź i będziesz miała to za sobą.

– Nie sądzę, żebyś chciał mieć podeptane stopy – siliłam się na żart.

– Ja myślę, że ty znakomicie tańczysz. Przecież nie przyszłaś tu tylko popatrzeć. – Rzeczywiście nie przestawał nalegać.

– Przyszłam właśnie tylko popatrzeć. – Zmrużyłam oczy i patrzyłam na niego uwodzicielsko.

– Wiesz co, wrócę tu…

– To wróć, jak wypiję jeszcze ze dwie lampki wina – zaśmiałam się, a on zostawił mi swój uśmiech i zniknął na parkiecie.

Wrócił po dziesięciu minutach, miał na imię Bonjowi. A ja, mimo że nie był to obiekt mojego zainteresowania, tym razem nie stawiałam oporu. I to była słuszna decyzja, bo dawno z nikim tak dobrze się nie bawiłam.

I tak potwierdza się po raz kolejny moja teoria, że niektórzy mężczyźni są po to, by ich kochać, a inni po to, żeby się z nimi świetnie bawić. Inni, jak Robert, są przyjaciółmi, z którymi rozmawia się o wszystkich innych facetach. Kim jednak był dla mnie mężczyzna wywołujący dreszcz między moimi łopatkami?

***

Przyjaźnie damsko-męskie są chyba jednak najtrudniejsze do utrzymania. Przekonałam się o tym niejednokrotnie. Ostatniej jesieni przerabiałam ten temat z Robertem.

– Wiesz, Adrian twierdzi, że my powinniśmy już dawno być po ślubie – krzyczał Robert z kuchni.

– Bo gotujesz dla mnie najlepszy gulasz na świecie? – krzyczałam również, leżąc na jego sofie i przeglądając jego notatki na temat relacji biznesowych.

– No między innymi dlatego – odpowiedział, podchodząc do mnie z łyżką dania na spróbowanie. – Myślisz, że wystarczająco pikantne? Coś dziś nie czuję smaku.

– Pokaż. – Podniosłam głowę, a on przyłożył łyżkę do moich ust.

– Hm, pycha. Niczego nie dodawaj. Ty już nie musisz próbować – zaśmiałam się – bo wyjesz wszystko, zanim skończysz. A co powiedziałeś Adrianowi?

Robert usiadł na brzegu kanapy i wziął mnie za rękę.

– To, co zawsze – odparł – że ty zasługujesz na kogoś lepszego.

– Idź, wariacie, nie cukruj mi tu, bo mnie w sobie rozkochasz. – Zaczęliśmy się wygłupiać.

– Adrian twierdzi, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie ma prawa się zdarzyć, bo prędzej czy później pojawi się myśl o seksie. Ktoś zrobi pierwszy krok. Śmiał się, że na pewno nieraz rozbierałem cię wzrokiem – wrócił do tematu Robert.

– A robiłeś to? – zapytałam zaciekawiona.

– Nie pamiętam, a ty?

– Ciebie?

– Nie, kurczę, księdza na ambonie.

– A… księdza to jednego, ale to miałam z osiemnaście lat, młoda byłam, nie sądziłam wówczas, że im naprawdę nie wolno – żartowałam.

Nastała cisza.

 

Dopiero po kilku minutach Robert powrócił do tematu i będąc już w kuchni, krzyknął:

– A wiesz, w sumie to stanowimy fajną parę, nikt by się nie zorientował, że nie uprawiamy seksu.

– Ja bym się zorientowała – i to chyba bardzo szybko. I wówczas przeżyłbyś taką gehennę jak mój były – dodałam.

– To mielibyśmy jakichś przyjaciół do łóżka – kontynuował temat Robert.

– No, tylko tak trochę zmienilibyśmy nazewnictwo. My nazywalibyśmy siebie parą, a siebie z kochankiem określiłabym mianem „przyjaciół”. W sumie może i miałoby to jakiś sens. O ile wyznacznikiem miłości nie byłby akt pożądania.

– A jest nim? – krzyczał wciąż tak, jakby był co najmniej u sąsiadów.

– Ja chcę wszystkich wyznaczników – i tych intelektualnych, i tych seksualnych. Teraz nie pójdę na żadne kompromisy.

– To znaczy? – Robert, już bez fartuszka, wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie tymi swoimi przymkniętymi oczami, wyczekując najszczerszej deklaracji. – Powiedz, Wiola, gdybyś spotkała faceta, który by zaspokajał wszystkie twoje potrzeby, dzielił z tobą wartości, pasje, ale nie miałby twojego temperamentu w łóżku, to co byś zrobiła?

– Nie wiem, Robert, naprawdę nigdy mi się nikt taki nie trafił. Miałam różnych kochanków, przy których czułam się znakomicie, ponieważ mnie rozśmieszali, lubili teatr, pobiegać, słuchać Mozarta, ale jak już na takiego trafiłam, to on był bardziej zakochany w swoim wzrastającym przy mnie libido niż we mnie.

Potem wracali do swojej codzienności i dopiero gdy ta zaczynała ich przytłaczać albo robiła się nudna, sięgali po mój numer telefonu. Nie to, żebym się nad sobą użalała, ponieważ ja zachowywałam się dokładnie tak samo. No i tym chyba różni się miłość od romansu? I wiesz, niektórzy z nich niekoniecznie byli w stanie doprowadzić mnie do orgazmu.

– Może masz rację, może trzeba się trzymać swojego stanowiska, sam nie wiem, ale ostatnio zastanawiałem się nad tym, jakie wady jestem w stanie zaakceptować u partnerki.

– I do jakich wniosków doszedłeś? – zapytałam z przekąsem.

– Że jestem w stanie zaakceptować wszystkie twoje wady. Przecież związek nie musi zaczynać się od nieroztropnej namiętności, szalonych nocy i do granic frustrującego pożądania. Może czasami omija się pierwszą fazę miłości, daje się pole intymności, budowaniu relacji podobnej do naszej, opartej na zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa. No powiedz, przecież to się zdarza, że dopiero po roku czy wielu latach zaczyna iskrzyć? – Robert uśmiechnął się, ale patrzył na mnie dość dziwnym, niezrozumiałym dla mnie wzrokiem.

– Tak, zdarza się, Robercie, w filmach – powiedziałam niepewnie, podnoszą się wyżej, i dodałam: – Mam nadzieję, że to tylko pytania retoryczne z twojej strony? – Tym zapytaniem upewniałam się, czy wciąż go znam, czy wciąż potrafię rozróżnić gdybanie Roberta od jego faktycznych przekonań.

– A dlaczego miałbym wygłaszać puste monologi? Czy nie mogę pragnąć kobiety takiej jak ty? – Usiadł obok mnie i patrzył, a ja poczułam skurcze żołądka.

– Proszę, idź i sprawdź, czy ci się nie przypala gulasz.

– Już skończyłem – zamilkł i wciąż mnie obserwował, jakby czytał mój niewerbalny przekaz.

– Coś ty tam popijał beze mnie w tej kuchni? – Chciałam jakoś zmącić tę ciszę, ale Robert nie dał się wyprowadzić ze stanu, w którym oczekiwał na odpowiedź. – Oczywiście, że możesz chcieć spotkać podobną do mnie kobietę, ale nie taką jak ja, bo ja jestem jedyna.

Nie znajdziesz wiernej kopii. Ja też nie znajdę kopii swojego przyjaciela. – Podkreśliłam słowo „przyjaciel”. Nie wiem, czy zrobiłam to, aby upewnić siebie, że to wciąż Robert siedzi tuż obok mnie, czy uprzytomnić jemu, że łączy nas coś wyjątkowego i nie warto tego psuć tylko dlatego, że Adrian twierdzi, iż pomiędzy kobietą a mężczyzną przyjaźń jest niemożliwa.

– Wiola, a jeżeli to prawda, że my tą naszą przyjaźnią zdradzaliśmy każdego partnera?

– Czegoś ty się, Robert, naczytał? Nie mogę dziś z tobą. – Odsunęłam go lekko od siebie i próbowałam wstać. Jednak Robert przytrzymał mnie za ramię i spojrzał w oczy, jakby chciał zajrzeć w głąb mojego umysłu, szukając przy tym klucza do drzwi otwierających zakazane myśli.

– Odpowiedz, bo nie zasnę dzisiaj. – Nie wiem, czy się właśnie ocknął, czy zobaczył moją wystraszoną minę, ale zmienił nieco ton, na mniej oficjalny.

– Robert, może, może by tak było, gdybyśmy nie dzielili w pełni życia z naszymi partnerami. Może i pieprzymy się intelektualnie, ale gdy jesteśmy zakochani, tematem numer jeden u nas jest mój partner czy twoja partnerka. To do niej biegniesz po pracy, a ja mówię ci bez skrupułów, ile miałam orgazmów.

Rozmawiamy ze sobą, jak jesteśmy szczęśliwi, a gdy nasze związki się rozpadają, mamy siebie, żeby nie utopić się w szklance whiskey albo nie przespać pół roku z depresją pod poduszką.

Ponadto, jak stwierdzili mądrzy naukowcy, gdy dwie osoby są do siebie tak podobne, tworzą team, a nie związek, wówczas zanika pożądanie, a u mnie na pewno by zanikło i skuliło się gdzieś w kącie pod fikusem. – Po chwili zadumy dodałam: – I wyprostowało na łóżku w przydrożnym hotelu obok przypadkowego kochanka.

Robert przez chwilę milczał, ale nie chciał dać za wygraną.

– Na inne tematy też wtedy rozmawiamy…

– Robert, nie chcę o sobie tak myśleć. Nie chcę się zadręczać tym, czy mam prawo mieć przyjaciela. Nie chcę i już. Wierzę, że któregoś dnia potknę się o tego, na którego czekam, z którym pójdę na koncert, do sauny i do łóżka! – Stanowczo chciałam zakończyć ten temat, uświadamiając mu, że nie wyobrażam sobie nawet całowania się z nim. Musnęłam jego policzek i zapytałam: – To jemy czy nie?

– Kocham cię – oznajmił Robert i poszedł nakładać obiad.

Wiem, że było to wyznanie przyjacielskie, nie wiem tylko, dlaczego ten temat tak nagle wypłynął. Może oboje już byliśmy zmęczeni romansami, złudzeniami, że ktoś zagrzeje w naszym życiu miejsce na dłużej, a może unoszący się zapach meksykańskich przypraw wywołał w nas chwilowe podniecenie?

Gdybym wówczas pękła pod naporem fluidów Roberta, może dziś nasza przyjaźń należałaby już do przeszłości? Zastanawia mnie tylko, czy opierałam się w imię przyjaźni, czy ze strachu, że mogę go stracić. Bo nas jako pary też mogłoby już nie być.

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek. 

 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam ciepło i dziękuję, że z nami jesteś, 

Wiola 

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc wybierz dla siebie coś wyjątkowego.

Dotknij tylko zdjęcia.

opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły