19. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– I idziesz w zaparte, że nie wszyscy faceci są tacy sami? – zapytał Robert.

– Ha, ha, pewnie, że nie. Zobacz, jaki miły był dla mnie Bonjowi, a przecież i on mógł powiedzieć, że zadzieram nosa albo że go wykorzystałam.

– No i mógł poczuć się taki biedny…

– Nie śmiej się.

– Nie śmieję się, ale Bonjowi to wyświadczył ci taką przysługę tym zniknięciem swoim, powinnaś mu kiedyś podziękować.

– Dla ciebie to zrobię – zmrużyłam oczy i znienacka dodałam: – idę zapalić.

– A co, minęły dwie godziny?

– Nieee, ale po obiedzie, i to takim pysznym, przygotowanym przez ciebie.

– Słuchaj mała – przerwał mi to schlebianie – ty tu nie cwaniakuj, tylko zabieraj się za wkładanie naczyń do zmywarki, to ci pomoże przetrwać to brakujące półgodziny, a ja pójdę do piwnicy i przyniosę coś na deser. – Prawie wychodził, gdy wetknął głowę do kuchni. – I nie oszukuj, i mi się tu nie podlizuj, bądź grzeczna.

– Dobra, dobra, idź już. W zasadzie wolę wkładać naczynia do zmywarki, niż je wyjmować – mamrotałam pod nosem. – No wolę też, jak mi wkładają, niż jak wyjmują – sama nie wiem, czemu taka myśl przyszła mi do głowy. Może dlatego, że Bonjowi wkładał fajnie, hm, jednak nie na tyle fajnie, aby z nim być. Zanim skończyłam rozmyślać, Robert, dumny, postawił na stole butelkę wina.

– Zobacz, co dla ciebie mam – powiedział z satysfakcją w głosie.

– Dla mnie? Myślałam, że dla nas?

– Ty zawsze za dużo myślisz. Miało być dla nas, ale jest dla ciebie, takie dziś wybrałem na cześć Bonjowiego, jako tego, który umie się zachować i dzięki niemu możesz lepiej myśleć o brzydszej części populacji. – Robert wziął się pod boki i dumnie stał w lekkim rozkroku.

– O, afrykańskie, no coś ty, to chyba to, które miałeś trzymać na urodziny?

– A co mi tam, niech będzie, że dziś mam urodziny, dla ciebie wszystko.

– No, zastanów się, to dla mnie czy na cześć Bonjowiego?

– Dla was, hm, w sumie mogło być was…? – Robert zachował się, jakby nagle odkrył dzikie lądy. – Wiola, czemu właściwie mu tak powiedziałaś?

– Co mu powiedziałam? – zapytałam zdziwiona, bo wyglądał, jakby czytał mi w myślach. A może nasze mózgi społeczne już są tak splątane, że rzeczywiście potrafimy odczytywać siebie wzajemnie? Czytałam, że kobiety, przyjaciółki, mają nawet okres zsynchronizowany. Jakby tak człowiek się z narzeczonym lub partnerem zsynchronizował, ominąłby wiele pułapek. Nie chciałby na siłę uszczęśliwiać, tylko dokładnie wiedziałby, czego potrzebuje druga osoba. Pamiętając, że potrzeby zmieniają się wraz z rozwojem miłości czy związku.

– O tym, że wy też będziecie na ulicy udawać, że was nic nie łączy? Wiedziałaś, że się wycofa z tej znajomości czy to przypadek?

– W zasadzie dopiero po dwóch tygodniach odkryłam, że chodziło mu o związek ze mną. Chyba, bo pewności nie mam, ale on nigdy nie mówił wprost, tylko zawsze owijał w bawełnę. Od pierwszego razu.

– No jakąś wadę musiał mieć.

– Nie no, w zasadzie nie był mi taki bliski, żeby mi to przeszkadzało, ale rzeczywiście jak zaczął mówić o tych wszystkich ludziach, którzy nawet gdy mieszkają ze sobą pod jednym dachem, mówią, że nic ich nie łączy, to zapaliła mi się mała żarówka, żeby mu do głowy nie przyszło mówić, że my też ze sobą śpimy…

Kurczę, wiesz, w zasadzie on już wcześniej, jeszcze przed moim wyjazdem do Polski, o tym wspomniał. Mówił, że po pierwszych naszych akrobacjach tanecznych ta dziewczyna, która sprzedaje bilety, zapytała go, czy miał ze mną udaną noc, ale on odpowiedział, że normalną, że poszedł spać do domu. Przytaknęłam, że dobrze zrobił. Lubieżność naszego tańca faktycznie mogła na to wskazywać, ale taniec to nie seks, chociaż czasami prawie. – Zaczęłam przewracać oczami i wiercić się na kanapie.

– Twój z nim to ja widziałem, to był seks, możesz mi wierzyć. – Spojrzał na mnie bardzo poważnie. – To co, za Bonjowiego?

– Okej – delektowałam się winem, które samym zapachem przenosi w świat, gdzie słońce nie mówi dobranoc. – Chodź, jedziemy tam mieszkać, no chodź…

– Ty się lepiej angielskiego ucz, bo nigdy tam nie pojedziesz.

– Pojadę, właśnie, że pojadę, jeszcze w tym roku. A jak nie do Afryki, to nie wiem gdzie, ale na pewno tam, gdzie jest słońce, a nie taka plucha i wieczna ciemność.

– No, do Maroko pojedziesz.

Gdy to usłyszałam, prawie udławiłam się tym winem.

– Ty sobie jaj nie rób, jeszcze w Turcji nie byłam, powoli, niech ja poznaję te kraje w odpowiedniej kolejności.

– Cieszę się, że umiesz jeszcze żartować.

– Nie umiem, ale staram się.

– Ale zaraz, Paryż nie był w kolejności…

– Bo Paryż to miała być tania, niespodziewana wycieczka, tymczasem okazało się, że nie była taka tania i na dodatek wymarzłam się jak cholera, ale wiesz, może w następnego sylwestra pojadę do Turcji.

– No, a za dwa lata do Maroko.

– No a w międzyczasie Afryka dzika, to plan już mam.

– Ty plan, nie dokończyłaś mi, co on ci jeszcze mówił.

– To ty mnie posądziłeś o jakieś wariacje na parkiecie i mi przerwałeś.

– Oj, Wioletta, przecież ty lubisz, jak ja ci tak mówię, przecież ty lubisz tak tańczyć, ruszać tymi biodrami. – Robert wstał i próbował mnie naśladować. Nieudolnie mu to szło, ale popatrzeć było warto. Ruszając tyłkiem, dodał: – Żeby innym niemalże parowały umysły.

– Ty się nie rozpędzaj, nie tańczę dla innych, tylko dla siebie. Siadaj, bo sobie tym winem oblejesz kanapę.

– No co, nie dorównuję Bonjowiemu? No a swoją drogą ciekawe, czy jak się spotkacie gdzieś na salsie, to czy zatańczy z tobą, czy tym razem nie ulegnie i pozostanie wstrzemięźliwy do końca?

– Oj, siadaj. Albo nie.

– To siadać czy nie?

– Chodź ze mną na balkon.

– Przestań, za zimno.

– Powyginasz się, to będzie ci cieplej.

– No tak, już dawno minęły dwie godziny. A widzisz: jak chcesz, to potrafisz. Wszystko zależy od znalezienia na siebie sposobu.

Palenie to moja pięta Achillesa, jednak uważność pozwala mi je ograniczyć. Tak samo jak pozwala mi zauważyć swoje myśli czy przenikające przez ciało emocje. Gdy ostatnio spotkałam się z Bonjowim, doznałam dziwnego uczucia, że nie jestem tu, gdzie być powinnam. Mało tego, to właśnie uważność pomogła mi dostrzec, że ten oto mężczyzna między wierszami przekazuje mi wiadomość.

Bardzo często kobiety zaplątane w słowach wypowiadanych przez rozmówcę, pragnąc tych słów słuchać, nie dostrzegają zawartych w nich kodów. I tak, gdy facet mówi: „jesteś piękna”, często jest to odbierane jako: „jestem tobą poważnie zainteresowany”, tymczasem on ma najzwyczajniej na świecie chęć cię przelecieć.

Podobało mi się, jak kiedyś Nieznajomy powiedział: „w takim stanie (czyli podniecenia) napisałbym wszystko”. Hm, mimo że jestem w nim do zaniku logicznego myślenia zakochana, wiedziałam, że niektóre słowa są właśnie wynikiem jeszcze niezaspokojonego pożądania. Trzeba uważać, a przy tym jednak nie generalizować, że każdy komplement to podtekst… kurczę, jakie to trudne. Przez te zawiłości lubię wyrażanie myśli wprost.

Ciąg dalszy nastąpi w środę a kolejno w sobotę i niedzielę. 

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły