18. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Ty sobie wyobrażasz!? Hejt pod moim własnym zdjęciem, i to tylko z jednego powodu.

– Może uraziłaś jego ego?

– Nie może, tylko na pewno. Zrobił chyba z pięć wpisów o tym, że on nie rozumie, dlaczego ktoś wstawia swoje zdjęcia, że chyba w ten sposób zaspokaja swoje ego, bo on to wstawia grafiki, jakąś konkretną treść, a ja to się lansuję… Kurczę, Robert, usiądź, nie kręć się tak. – Nie mogłam patrzeć, jak pląsa mi się przed oczami.

– Nie mogę znaleźć tego dokumentu, jestem pewny, że go tu położyłem. Chcę, żebyś go przeczytała i powiedziała, co o tym sądzisz, bo na moje oko to coś tu jest nie tak… no kurczę, gdzie on!

– A w kuchni go nie zostawiłeś? Poszedłeś tam z jakąś teczką?

– No tak, a co mu odpisałaś? – dorzucił niby od niechcenia.

– O, nic takiego, tylko że on i tak nie zrozumie, bo przez niego przemawia urażone ego. Robert, ja w sumie nie rozumiem, jak można się obrażać za to, że ktoś nie jest tobą zainteresowany. Czy skoro już jestem sama, to oznacza, że jestem zrozpaczona i że powinnam być szczęśliwa, że jakiś facet zwrócił na mnie uwagę? Czy to znaczy, że powinnam paść mu w ramiona, bo wpadłam mu w oko?

W tym momencie Robert nachylił się nade mną.

– O, patrz, tu, przeczytaj ten akapit, a ja wstawię lasagne do piekarnika. Sałatę już przygotowałem, tylko trzeba polać dresingiem. Chcesz coś do picia teraz czy potem?

– Może wodę z cytryną, chyba że masz tej swój koktajl?

– Twój koktajl.

– Nie mój, tylko Ivy’ego. To co, masz?

– Mam, czytaj…

– Na głos?

– Wiola!

– Oj, już… już czytam. – Lubię, gdy Robert kręci się pomiędzy swoim biurkiem a kuchnią, jest wówczas taki zabawny i na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic efektywnego nie robi, że tylko się miota, ale pół godziny później okazuje się, że i dokumenty są podpisane, i obiad gotowy. Nie wiem, jak on to robi. Ja potrzebuję skupić się na jednej rzeczy, poświęcić jej całą swoją uwagę. Naukowo udowodniono, że wówczas jesteśmy bardziej efektywni, no ale jeśli on sobie radzi, to znaczy, że najważniejsze, aby znaleźć swój własny sposób na zorganizowanie siebie w czasie – i nie tylko na to. Najważniejsze jest być sobą i nie dać sobie wdrukować cudzych sprawdzonych metod czy rad. – Robert, a dosłali jakiś aneks do tej umowy? – zapytałam po chwili.

– No właśnie nie! – Robert wychylił się z kuchni, a ja nie mogłam opanować śmiechu. – Co tobie?

– Masz zarąbisty nowy fartuszek, kupię taki mężowi.

– Mężowi… A co, znalazłaś odważnego? A fartuszek tak, nie mogłem się oprzeć, super, nie? – mówił, głaskając się po nadrukowanym prąciu.

– No, jestem tylko ciekawa, czy rzeczywiście to twój rozmiar. – No nie mogłam odwrócić wzroku od podbrzusza Roberta, ale mi uciekł. – Wróć tu, daj jeszcze popatrzeć… – krzyczałam.

– Chcesz sprawdzić? – Robert stanął jak na rozkaz naprzeciwko mnie i puścił do mnie oko. – Nie, zostawię to dla innych, może mi kiedyś jakaś opowie. – Zwątpiłam. Tak, czasami mocni jesteśmy tylko w słowach.

– Dobra, dobra, tylko gadasz, a potem zachowujesz się jak typowy rak. Lepiej wrócę do garów, a ty powiedz, co mam zrobić z tą umową.

– Nic, muszą dosłać aneks, bo jak ty złożysz podpis, to tak, jakbyś się już zgodził na ich propozycję. Napisz mail, zapytaj, czy może zapomnieli dołączyć do listu albo coś w tym stylu…

– To weź, dokończ sałatę, a ja napiszę, to rano będą mogli odczytać. Zależy mi na tym kontrakcie, ale nie dam się w coś wmanewrować. – Robert, nie wiadomo kiedy, znalazł się za biurkiem i rozgrzewał laptopa.

– A co, gary ci się w jednej chwili znudziły?

– Nie marudź, wiesz, że lubię wszystko załatwić od ręki. Sałatę możesz chyba, królewno, dokończyć?

– Okej, pisz, pisz. Niech sprawy służbowe nie czekają.

Kwadrans później siedzieliśmy przy stole, zajadając się sałatą, którą udekorowałam sosem, no i lasagne, której kawałek na pewno dostanę na wynos.

– A wracając do tego faceta, to chyba się tym nie przejęłaś? – Robert wrócił do tematu jak zawsze zatroskany nie tylko o mój żołądek, ale i samopoczucie.

– No coś ty, tylko wtedy zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego to niby mamy być wdzięczne za zwrócenie na nas uwagi.

– Wiola, nie każdemu w szablonie umysłu mieści się fakt, że ktoś samotny może być zadowolony ze swojego położenia. Niektórym się wydaje, że tylko czekasz na taką propozycję.

– Nie chcę być sama, ale być z kimś tylko po to, żeby być… ach, szkoda słów, już wiele razy o tym rozmawialiśmy, niech sobie myślą, jak chcą. Nie będę marnować czasu na takich typków. Poza tym on wiedział, że nie ma szans i nie jest pierwszym, który stara się mnie uwieść – cokolwiek ma w zamyśle.

– To znaczy?

– Nie mów z pełną buzią – zaśmiałam się. – No to znaczy, że jak mnie zaczepił pierwszy raz, to mu od razu powiedziałam, że na takie wirtualne flirty to musi poczekać, bo jest już trzeci w kolejce. Wtedy to go może i bawiło, ale jak się zorientował, że nie odpisuję i może rzeczywiście jest trzeci, to już zmienił ton rozmowy i zaczął w pierwszej chwili oceniać mnie w wiadomości prywatnej.

– Żartujesz, co napisał?

– Coś, że zadzieram nosa, bo jestem sławna, o takie tam… w sumie jak gdybym miała być do jego dyspozycji, odpisywać niemalże natychmiast, bo on poświęca mi czas i uwagę.

– O kurczę, to mnie zaszczyt pierdyknął, że sławna pisarka ma dla mnie czas. – Robert nie mógł powstrzymać się od komentarza. Doskonale wiedział, że pracowałam na swoją pozycję od prawie trzech lat, i wiedział też, że nawet gdybym wygrała miliony w totka, tobym się nie zmieniła. – Z takimi ludźmi to lepiej od razu zrywać kontakt, osądzanie mają we krwi, wszystkich widzą, tylko nie siebie, ale to też wiąże się z niskim poczuciem własnej wartości.

– Robert, ani ja sławna, ani zmieniona, po prostu jestem osobą publiczną i każdy mężczyzna może mnie zaczepić, ale też każdy powinien wiedzieć, że nie musi być w moim typie.

– Właściwie podobną sytuację miałaś z Krzysztofem. – Robert poszperał w pamięci.

– No może odrobinę. Myślę, że Krzysztof wyrobił sobie na mój temat błędne wyobrażenie, no wiesz, że jestem pokrzywdzona, zraniona, taka biedna, porzucona, potrzebująca ciepła i takie tam…

– Ale ty potrzebujesz ciepła. – Robert spojrzał znad talerza, wyczekując odpowiedzi.

– Hm, ale nie takiego, Robert. Może jestem pogmatwana, ale nie potrzebuję ckliwości, tylko takiego męskiego ramienia, na którym mogłabym położyć głowę i odpocząć. Nie wiem, czy wiesz, co mam na myśli.

– Nie wiem, tłumacz się teraz – żartował.

– Oj, wiesz, nie trzeba mi niańczenia, nie zniosłabym litości, o ty moja mała sarenko. Kurczę, umarłabym. Potrzebuję, żeby facet mnie przytulił i żebym czuła, w tym przytuleniu czuła, że mnie kocha, że jest tu, że jestem jego kobietą, że mam w nim wsparcie, oj, wiesz, o co mi biega…

– Wiem, wiem…

– No ale widzisz, Krzysztof nagle się ulotnił, zapewne również nie zostawiając na mnie suchej nitki. On zakochany, a jak taka odarta z uczuć.

– Ja byłbym wdzięczny, że kobieta mówi mi wprost, że nie mam żadnych szans, wtedy mogę nadal szukać. Nawet gdy potrzebuję trochę czasu na wyplątanie się z jakiejś relacji, takie psychiczne, to i tak to chwilowe rozgoryczenie jest lepsze, a jak dobrze wiesz, mało który nawet facet to rozgoryczenie okaże…

– No właśnie, częściej zrzuci winę na kobietę – zakończyłam pośpiesznie zdanie Roberta.

– Tu już nie przesadzaj, są reguły i wyjątki i tego się trzymajmy.

– Tak, tak, dla mnie regułą będzie, że faceci się obrażają, a dla ciebie to będzie wyjątkiem – zaczęłam się teraz ja śmiać, bo doskonale wiem, że to, czy coś jest regułą, czy wyjątkiem, zależy wyłącznie od perspektywy, od sposobu, w jaki patrzymy na świat, od naszych doświadczeń.

Trudno nie generalizować, jeśli na pięciu poznanych facetów trzech się obraża i daje to odczuć hejtowaniem, ocenianiem i tym podobnymi, uderzając w najczulszy punkt, w emocje. Jeśli nie jesteśmy zbyt odporni na tego typu manipulacje, tych trzech panów wywoła w tobie szablon do przewidywania przyszłości.

Zaczniesz na przykład myśleć, że każdy facet, któremu odmówisz spotkania, wywinie ci jakiś numer, choćby w postaci wystawienia opinii. A cenisz sobie prywatność i od tej pory będziesz unikać i facetów, i publicznego wychylania się. Mało tego, dwóch pozostałych, którzy zwyczajnie podziękują za znajomość lub znikną bez słowa, uznasz za wyjątek, tłumacząc, że zapewne postąpili tak z jakichś czysto egoistycznych pobudek.

Gdybym generalizowała, gdybym przyjmowała błędny tok myślenia, to znaczy szkodliwy, to znaczy szkodzący sobie, zamknęłabym sobie drzwi do poznawania innych miłosnych przypadków, zamknęłabym się również na inne, nowe relacje, a tego to sobie robić nie mam zamiaru. Dlatego starannie weryfikuję swoje myśli, a jak się rozpędzę w jakimś czarnym scenariuszu, zatrzyma mnie Robert.

Witaj serdecznie, 

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły