15. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

– Cześć, Wioletta.

– Witaj, miło cię słyszeć.

– Poważnie? A ja myślałem, że nie chcesz mieć ze mną kontaktu?

– Och, wybacz, wiem, że próbowałeś się do mnie dodzwonić, ale mam tyle na głowie i tak rzadko miewam przy sobie telefon, i…

– Okej, rozumiem. Nie miałaś obowiązku, a ja nie chciałbym ci się narzucać, po prostu wolałbym usłyszeć od ciebie wprost, że nie masz ochoty się ze mną spotykać.

Nie wiedziałam, czy mam, czy nie. Z jednej strony to miły i sympatyczny facet, ale moje życie oscyluje wokół uczuć do Nieznajomego. Mimo że mnie złości, że doprowadził mnie ostatnio do frustracji, tak bardzo nie chciałam się mylić, pozwalając sobie na powtórną z nim relację, bo wciąż nie przypominało to związku.

– Kiedy chcesz się ze mną spotkać? – Przerwałam swoje wywody i jego pełne skrępowania tłumaczenie.

– Może jutro? Ugotowałbym coś dla ciebie, tak jak obiecywałem? – Brzmiało to jak nieśmiała prośba o pozwolenie, a nie jak propozycja.

– Jutro? – Zaczęłam się zastanawiać, czy ja mam jutro wolne, i nagle zaczęłam się śmiać.

– Powiedziałem coś śmiesznego? – zapytał Ivy z podejrzliwością.

– Nie, nie, po prostu wyobraziłam sobie ciebie gotującego dla mnie – skłamałam. Przypomniał mi się Robert i jego prezent dla mnie w postaci kieszonkowego kalendarzyka, w którym postanowiłam rzeczywiście prowadzić zestawienie dat spotkań. – Jutro może być – dodałam już zdecydowanym i poważnym głosem.

– Przyjadę po ciebie o dziewiętnastej, może być? – zapytał pełen entuzjazmu.

– Okej. – Podałam adres i na zielono wpisałam jego imię w swoim grafiku.

– Liczysz, że do niczego między wami nie dojdzie? – Robert nie mógł się powstrzymać od niewygodnych dla mnie pytań.

– A czy ja mam na czole wypisane, że idę na pierwszej randce do łóżka?

– Może nie masz, ale nie boisz się, nie bierzesz tego pod uwagę?

– A gdybym nawet brała, to co?

– To nic, tak pytam, bo wiesz, dopiero co byłaś na randce ze swoją miłością.

– Robert, nie dokuczaj mi. Moja miłość kończy się po zamknięciu drzwi jego auta i otwarciu drzwi mojego domu, gdy odjeżdża i zostawia mi to spojrzenie, które potem towarzyszy mi do chwili zaśnięcia. Jego miłość do mnie kończy się zapewne w tym samym momencie, czyli gdy wysiadam z samochodu. Bo już wrócił do rutyny i pisze przed spotkaniem, ale już nie musi o mnie zabiegać ani pamiętać – i ten seks w aucie! Czasami siebie nienawidzę! – wykrzyczałam obruszona.

– To dlaczego nie powiedziałaś, że nie godzisz się na seks w aucie?

– Wiesz co, nie żałuję tego, to znaczy samego aktu. Rozumiem, że możemy raz iść do hotelu, a innym razem spotkać się na parkingu, jeszcze kiedy indziej iść do mnie albo do niego, ale nie – my nie jedziemy do niego, bo on nie mieszka sam, i ja sama nie mieszkam. Jestem wściekła na całą tę sytuację, szkoda słów. Ja tylko ci mówię, że idę na kolację z Ivym. Gdyby coś, to wiesz, gdzie jestem!

– Ależ Wiola, to twój wybór, nie zapominaj tylko o prowadzeniu kalendarza, bo jeszcze Bonjowi się odezwie. – Śmiech Roberta rozkładał mnie na łopatki, ale udawałam twardzielkę.

– Oj, daj mi spokój, żaden z nich nie jest moim mężem. Ciesz się, że ktoś chce dla mnie gotować – zaśmiałam się.

– Fajnie, fajnie, idź, może we mnie obudził się jakiś szowinista, wiesz, solidarność plemników. A może taka myśl, że chcesz ukarać Nieznajomego za jego powrót do rutyny, zaś skutecznym narzędziem wydaje ci się Ivy.

– Może… – dodałam pośpiesznie i zmieniłam temat, wypytując Roberta o jego plany na weekend.

***

Ivy musiał przełożyć spotkanie o godzinę. Mało tego dopiero w aucie poinformował mnie, że kolację ugotował jego kolega, bo on dopiero wraca. Skąd wracał i co tam robił, nie mam do dziś pojęcia. Ale jest! Zmęczony odrobinę, jednak cały do mojej dyspozycji.

W kawalerskim mieszkaniu pachniało najwykwintniejszą kuchnią, wszystko idealnie podane przez faceta, którego już też znałam, a który jeszcze w trakcie jedzenia się ulotnił.

Gdy zostaliśmy sami, Ivy wciąż karmił mnie najlepszymi kawałkami łososia i nalewał specjalnie dla mnie zaparzoną zieloną herbatę. Miałam wrażenie, że rytuały poprzedzają grę wstępną, a może to one były tą grą? Nieważne. Ważne, że czułam się zdobywana w sposób, który dawno przestał być mi bliski.

Zamiast tak często wypowiadanych przez mężczyzn słów, które straciły dla mnie na wartości, mogłam raczyć się całą paletą gestów. Ivy zadbał o moje poczucie bezpieczeństwa, abym była najedzona, abym dostarczyła swojemu organizmowi odpowiednią ilość witamin, abym orzeźwiła się cudnym koktajlem z awokado.

Zapewnił mi rozrywkę w postaci polskiej telewizji, zaczął się również starać o to, by było mi cieplej. Gdy już posprzątał po kolacji, pokonywał delikatnie dzielące nas centymetry. W dość chłodnym pomieszczeniu jego ciepłe dłonie postanowiły ogrzać moje plecy, wsunął je więc delikatnie pod moją koszulę i pieścił kręgosłup.

Przez głowę przeleciały mi słowa Roberta. Nie wiedziałam, jak zareagować, nie wiedziałam, czy na pewno chcę, aby odciski jego palców zostawiały ślady na moim ciele. I znowu to cholerne uczucie paraliżu. Powinnam coś powiedzieć, zareagować, oponować, zapytać, jakie ma wobec mnie zamiary, czego szuka, czego oczekuje. Ale nie, milczałam jak nastolatka, która poszła ze swoim chłopakiem do kina, bo tam jest ciemno, nastrojowo… i wyczekiwałam kolejnych znaków. Podczas gdy jego usta delikatnie badały moją szyję, zaczęłam go w swoim umyśle porównywać z Nieznajomym.

Dziwne, a może naturalne, było to, że narastała we mnie złość, gniew wymierzony przeciwko człowiekowi, którego – jak sama twierdziłam – kocham. Teraz tak mi przyszło do głowy, że może to uczucie wywołałam w sobie po to, by rozliczyć się sama przed sobą z delikatnie rosnącego podniecenia.

Może chciałam uwolnić się od poczucia nielojalności, żeby móc spojrzeć na Ivy’ego i rytmicznym uniesieniem klatki piersiowej odwdzięczyć mu się za ten wieczór. Patrzył na mój oddech i pozwalał sobie na więcej. Powoli narastająca nienawiść do człowieka, którego kocham, pozwoliła, by Ivy wziął mnie za dłoń i poprowadził wprost do swojej sypialni.

Zanim tam jednak dotarliśmy, cała moja uwięziona złość do Nieznajomego znalazła upust w wąskim korytarzu, gdzie przyparta do ściany czułam delikatność dłoni Ivy’ego pomiędzy udem a udem.

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek.

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły