12. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

Wskoczyłam w swoje ulubione dresy i pakując laptopa do auta, postanowiłam dziś pisać do zmroku. Któregoś dnia przecież zaskoczy nas jesień i skończą się takie ciepłe dni.

Na tarasie swojej ulubionej kawiarni zamówiłam kawę i rozłożyłam komputer. Nie mogłam się skupić na pisaniu, ponieważ czułam, że ktoś mi się przygląda. Takie odczucia zdarzają się tylko wtedy, gdy nasz mózg jest spokojny i trwa w równowadze. To intuicja dawała mi delikatnie znać i mówiła: „odwróć się”, ale trochę się bałam.

Chyba rozczarowania, więc przez dłuższą chwilę jej nie słuchałam. Aż usłyszałam od niej: „odejdzie”, a tego nie chciałam, nie chciałam pozostać w niewiedzy, czy ona mnie zawodzi, czy to tylko wytwór mojej wyobraźni. Wyprostowałam się i nie zdążyłam zatrzymać powietrza w płucach.

– Taka zaczytana? – zapytał i nie dając mi dojść do głosu, kontynuował: – Miałem jechać do domu, ale coś mi mówiło, żeby skorzystać ze słońca i usiadłem tutaj. I nie żałuję.

– Ivy! Miło cię widzieć, bardzo miło – powiedziałam, odruchowo się do niego uśmiechając. – Co tu robisz? – zapytałam, jakby co najmniej nie był w swoim mieście.

– Myślałam, że wyjechałaś, dzwoniłem tyle razy i wiesz, właściwie to dziś pierwszy raz twój telefon nie powiedział mi, że jesteś niedostępna. – Zmrużył oczy i mówił dalej: – Ale i tak nie odebrałaś.

– Och, przepraszam cię, nie sądziłam, że zadzwonisz, że to ty dzwoniłeś, zaraz po salsie zepsuł mi się aparat i dopiero wczoraj kupiłam nowy, a dziś – tłumaczyłam się pośpiesznie – dziś nie rozpoznałam twojego numeru, no wiesz, jeszcze go sobie nie zapisałam.

– A ja tu się dobijam, ale to nic, bo i tak wiedziałem, że cię kiedyś spotkam. – W wyrazie jego twarzy zauważyłam ten sam spokój, który dostrzegłam w dniu naszego poznania. Był bardzo opanowany, tylko oczy mu się śmiały, promieniały z każdym wypowiadanym do mnie słowem. – Ale ty chyba jesteś zajęta? Co robisz?

– Nic takiego, usiłuję pisać.

– Więc chyba nie powinienem ci przeszkadzać?

– Ależ nie, przerwa dobrze mi zrobi i tak nie mogę się skoncentrować, chyba czułam na sobie twój wzrok.

– Czekałem, kiedy się odwrócisz. – Patrzył w moją stronę, ale nie mógł umiejscowić wzroku w moich oczach.

– No i się doczekałeś.

– Teraz będę czekał na chwilę, gdy zgodzisz się, żebym przygotował dla ciebie kolację.

– Ooo, potrafisz gotować?

– Nie tylko. Mówiłem ci ostatnim razem, że z chęcią zrobiłbym ci też masaż. – Zaczęłam się śmiać. – Dlaczego się śmiejesz? Ja mówię poważnie.

– Nie twierdzę, że niepoważnie, tylko że wiesz, ja chyba nie pamiętam, co mi mówiłeś, chyba byłam pijana.

– Niemożliwe, nie wyglądałaś na pijaną, a gdybyś była, to może byś mnie teraz nie poznała?

– Poznać to bym cię poznała, bo ja widziałam cię już wcześniej, widziałam cię na innej salsie, chyba dwa tygodnie wcześniej, z nogą w gipsie.

– Poważnie? W klubie Kasino? – Nie krył zaskoczenia.

– Yhy… przytaknęłam i wzięłam łyk kawy, ale nie spuszczając z niego oka, chciałam patrzeć na jego majestatyczność, z którą go kojarzyłam. Chciałam wiedzieć, czy taki jest, gdy się na niego patrzy, czy zawsze. Odkładając filiżankę, zapytałam: – Ale ty mnie tam nie widziałeś?

– No, nie – powiedział, trochę poważniejąc. – Pierwszy raz widziałem cię na gali.

– Okej, nic w tym złego. Gdyby nie twój gips, też bym cię nie zauważyła, ale przechodziłeś pod moim nosem i jakoś mi twoja twarz utkwiła w pamięci.

– Mogę się przesiąść do twojego stolika? – zapytał, ale nie zaczekał na odpowiedź. Zdążyłam tylko skinąć głową, cały czas się idiotycznie uśmiechając, a on siadając bliżej mnie, kontynuował: – To już wiesz, dlaczego mnie zapamiętałaś.

– Dlaczego?

– Nazwałbym to fatalizmem albo prościej – nieuchronnością losu. To ja, ten, który ugotuje dla ciebie kolację, zrobi ci masaż, a nawet wyskoczy przez okno, gdy tylko tego zechcesz. – Zaczęłam się głośno śmiać, tak pięknie dla mnie kłamał.

– Dokładnie wiem, czym jest fatalizm, a jak się twoja przepowiednia ziści, to zlecę wykonanie dla siebie rzeźby Ananke i postawię ją w sypialni, żeby nigdy nie zapomnieć twoich słów.

– To znaczy, że będziesz czekać na tę chwilę?

– Jaką? – droczyłam się z nim.

– Na wypełnienie się przeznaczenia? – Był wciąż pryncypialny. Lekkie zdenerwowanie albo może zmieszanie można było zauważyć tylko po jego dłoniach, w których zgniatał kolorowe czasopismo.

– Oczywiście, całą sobą, tylko musisz wiedzieć, że ja bardziej skłaniam się ku opinii, że fatalizm to „argument lenia”. – Wciąż unikał mojego wzroku.

– Ale to scholastyka. Chyba wiesz, że jest raczej potępiana za filozofowanie dla filozofowania?

– Jednak nie zmienia to faktu, że mówienie o przeznaczeniu pachnie lenistwem. Nie sądzisz, że mamy wpływ na swoje życie?

– Jak więc nazwiesz nasze spotkanie, poprzedzone moimi telefonami? Ja byłem pewny, że cię spotkam.

– Ja nie – śmiałam się. Już dawno mi się z nikim tak dobrze nie polemizowało. Bez zażartości w oczach każdy mówił o swoich przekonaniach. – Uważam, że tu zadziałało prawo przyciągania, tak bardzo chciałeś mnie spotkać, że mnie tu przyciągnąłeś swoimi myślami.

– A to, że ja się tu znalazłem, nie miałem takich planów?

– To twoja intuicja, sam powiedziałeś, że ona ci podpowiedziała, żeby napić się kawy.

strona niemy krzyk

– Fakt, ale nasze działania są wpisane w przeznaczenie, ta decyzja była nieunikniona. – Nachylił się nade mną i rzekł: – A może to efekt domina? Wierzysz w determinizm?

I ja nachyliłam się w jego stronę, i wyszeptałam:

– A może nas tu nie ma?

Ivy się wyprostował.

– Ty tu jesteś, taka rzeczywista, taka piękna – powiedział z pełną powagą w głosie. – Bez makijażu i tony lakieru jesteś jeszcze słodsza niż wtedy, gdy widziałem cię ostatni raz. – Jego wzrok badał mnie całą. – Umówisz się ze mną?

– Nie wiem. – Popatrzyłam mu w oczy, które szybko przymknął. – Muszę pomyśleć, bo może rzeczywiście to efekt domina. Widzę cię trzeci raz przypadkiem, a ponieważ mam wpływ na swoje życie, muszę się zastanowić – śmiałam się. Jakoś zaproszenie na randkę nie zrobiło na mnie większego wrażenia, tak jakby to było normalne, zwyczajne jak poranna kawa.

– Długo się nie zastanawiaj, bo twój umysł i tak zna odpowiedź…

– Ty zapewne też? – przerwałam mu.

– Hm, nie, ja nie. Ja muszę zaczekać, ale wierzę, że nie spotkałem cię całkiem przypadkiem… – Powoli zeszliśmy z trudnych tematów i chociaż więcej na siebie patrzyliśmy, niż rozmawialiśmy, dobrze się czułam w jego towarzystwie. Gdy odchodził, poprosił tylko, żebym zapisała sobie jego numer telefonu, bo na pewno mi się to przyda.

Gdy zaczęło się ściemniać, zebrałam swój sprzęt i pojechałam na kolację bez masażu, prosto do Roberta.

– Mogę wziąć prysznic? – zapytałam zaraz po wejściu.

– A co, pobrudziłaś się pisaniem?

– Aleś ty dowcipny.

– Zobacz, jakie pyszności. – Robert podstawił mi pod nos kawałek mięsa.

– Mhm, pycha, już lecę pod prysznic i możemy jeść. – Zanim zatrzasnęłam drzwi łazienki, krzyknęłam: – Robert, a zrobisz mi potem masaż?

– Ot, durna. Słońce ci zaszkodziło?

– To znaczy, że przez okno skakać też nie będziesz?

– Co tobie? Gdybym skoczył, to kto by ci kolację ugotował – krzyczał, a ja pod nosem uśmiechnęłam się i wyszeptałam:

– Ivy…

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek.

Witaj serdecznie, 

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły