11. Zanim odszedłeś

5/5 - (1 vote)

ON: Wioletta, czekam na ciebie.

Czeka, a ja stałam w korytarzu, nie mogąc oderwać stóp od posadzki. Czekał, a ja nie mogłam ułożyć palców na klawiaturze i napisać, że zaraz wyjdę. Czekał i nawet nie czuł, że umysłem już dawno jestem obok niego, że tylko ciałem jestem w domu, że ono dotrze, gdy tylko nogi zaczną mnie słuchać.

Osunęłam się po ścianie, nie chciałam tam iść, nie chciałam patrzeć na niego. Od dawna nie oglądałam nawet jego zdjęć, nie czytałam dawnych wiadomości, nie próbowałam analizować, co by było, gdybym nie odeszła, a teraz zjawia się, aby…

To „aby” podniosło mnie na równe nogi, no właśnie aby co? Pomyślałam – nie wiem, ale on zaraz mi powie, jeśli nie wyjdę, to się nie dowiem. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, żeby móc otworzyć kolejne, te, które poprowadziły mnie być może donikąd.

wioletta klinicka pisarka

Znam, znam tę jego poważną twarz i drżące dłonie, które zaczęły dotykać moich policzków, starannie ułożonych włosów i suchych od stresu warg. Pozwoliłam mu, aby przypominał mnie sobie. Utkwiłam wzrok w jego źrenicach, które rozszerzały się z każdą kolejną sekundą.

Nie było słów odpowiednio pasujących do tego momentu, mogliśmy tylko trwać w tej chwili i badając swoje twarze, upewniać się, czy nie popełniamy błędu, czy wszystko jest takie, jak było moje – jego. Czułam się jak ćma, która wie, że może osmolić swoje skrzydła, a jednak lgnie do świecy. Z każdą następną chwilą patrzyłam na niego bardziej wnikliwie.

Czułam się, jakbym delikatnie stąpała po lodzie, szukając zapewnienia, że mogę brnąć w to dalej. Jednak nie mogłam mieć tej pewności, przecież go znam. I mimo że na jego widok moje poszarpane serce kołatało szybciej, nie wierzyłam, nie liczyłam na zmianę…

W pewnym momencie dotknął wargami mojego ucha i wyszeptał: „Haj, Wioletta…”. W tym jednym ułamku mojego istnienia zniekształcił moje przekonania, bo może jednak tęsknota zmienia człowieka?

***

Rozhuśtana pomiędzy jego słowami a tym, co się wydarzyło w moim żuciu, przepłakałam całą noc. Dopiero przy kawie włączyłam telefon – Robert dzwonił cztery razy, Nieznajomy napisał wiadomość:

 ON: Życzę ci miłego dnia i jeszcze raz dziękuję, że się ze mną spotkałaś.

Nic nie odpisałam, wyłączyłam telefon i wróciłam do łóżka. Chciałam spać, analizować jego słowa i spać, odtwarzać jego dotyk i spać, kochać go i spać, aby móc się obudzić i całą sobą go nienawidzić.

Nienawidzić za jego każde spojrzenie, za barwę jego głosu, za podanie chusteczki, za przytrzymanie drzwi, za pierwszą wspólną kolację, za pierwszy wspólny spacer i za gwiazdy, które swoim blaskiem łagodziły mój ból, gdy pomyślałam, że teraz odejdzie, że nie przytuli mnie podczas snu, że gdzieś, trzydzieści kilometrów ode mnie, będzie stąpał po innej podłodze niż ja, zaśnie w innym łóżku, będzie rano pił kawę z innego ekspresu.

Nie umiem cieszyć się chwilą – pomyślałam, gdy nakrywałam poduszką głowę, by nie słyszeć przeraźliwego pukania do drzwi. Obruszona na szczęście, którego doznałam, założyłam szlafrok i otworzyłam drzwi Robertowi. Taki namolny mógł być tylko on.

– Co on ci zrobił? Jak ty wyglądasz? Na kawę wstaw – rozkazywał.

– Ja już piłam, sam sobie zrób… – Mój głos brzmiał beznamiętnie.

– Mów, kobieto, czemu nie odbierasz telefonu. Chcesz mnie do zawału doprowadzić, nie wiesz, że po pięćdziesiątce człowiek znajduje się w najbardziej zagrożonej grupie!?

– Ty, w zagrożonej, a co ci ma grozić? No, chyba że od nadmiaru pracy. – Byłam uszczypliwa, chociaż bardzo tego nie chciałam.

Ale czasami tak bywa, że niczemu niewinna osoba staje nam na drodze i to właśnie na niej wyładowujemy cały swój ból, gniew i żal. To takie prymitywne, takie krzywdzące. Często po fakcie wstydzimy się tego, ale jest już za późno, słowa padły, uraziliśmy kogoś tylko za to, że jest, jest obok nas. Dlaczego tak postępujemy?

Może dlatego, że to najbliższa nam osoba, bo podświadomie wiemy, że nawet gdy się obrazi, to tylko na chwilę, bo mamy pewność, że nam wybaczy, nawet jeśli nie przeprosimy za swoje zachowanie. Czasami nawet nie jesteśmy świadomi, że rozładowujemy napięcie na niczemu niewinnej osobie, wierząc, że to właśnie ona nas rozdrażniła.

Nie poszukujemy źródła emocji, żyjemy chwilą, liczy się tylko to, by dać upust swoim uczuciom.

 

– Ona jedzie, jedzie i już. I jak się jej tam spodoba, to zostanie! – Robert, nie zwracając uwagi na moje humory, jak opętany brzękał filiżankami.

– No i co, zabronisz jej? Broń, a zobaczysz, że z każdym twoim słowem jeszcze bardziej będzie chciała jechać. To jak z kochankami: im bardziej nie mogą być ze sobą, tym mocniej do siebie lgną. – Spojrzałam w okno. Wydawało mi się, że wciąż stoi tam jego auto, że jeszcze nie odjechał. Widziałam jego twarz, jak patrzy, gdy podchodzę do drzwi, ruch jego warg, które układają się w słowo „dobranoc”…

– Obudź się, kobieto, pytam cię o coś! – Robert szarpnął mnie za rękę.

– Co, nie słyszałam, zamyśliłam się, sorry. – Objęłam go i zostawiłam na jego ramieniu pocałunek.

– A to za co? Za to, że przybiegłem, żeby zobaczyć, czy cię nie porwał Nieznajomy?

– Gdyby porwał, tobyś wiedział, napisałabym esemesa…

– Naprawdę sądzisz, że jak będę córce bronił tego wyjazdu, przekonywał, żeby została, to ona zrobi mi na złość? – Robert delikatnie zdjął moje dłonie z jego szyi i patrząc mi w oczy, dodał: – Czekam na dzień, w którym powiesz mi, że jesteś szczęśliwa…

– Przedwczoraj byłam – odpowiedziałam pośpiesznie, robiąc krok w tył i stając do niego plecami.

– A co było przedwczoraj? Bo wczoraj to wiem, ale przedwczoraj? – Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę.

– Hm, przedwczoraj miałam miły wieczór, bez zobowiązań, bez doszukiwania się podtekstów, bez … taki bez niczego.

– Kurczę, jak zawsze mam zgadywać? – Oboje czuliśmy napięcie, jakie wypełniało całą kuchnię.

– Ty nie zgaduj, co u mnie, tylko zapytaj córki, zamiast mnie wysyłać, czego ona pragnie. Powiedz jej też, że ją wspierasz, że jak tylko będzie cię potrzebowała, to jesteś do jej dyspozycji, bo tak, tak uważam: im bardziej owoc jest zakazany, tym lepiej smakuje.

Jak się kogoś kocha, to się mu ufa, nie ogranicza jego wolności tylko dlatego, że boimy się utraty kontroli. Każda relacja tego wymaga. Daj jej odetchnąć, niech sama decyduje, co jest dla niej słuszne, co chce robić. I wiesz, jestem pewna, że wówczas wasze stosunki będą jeszcze bardziej wartościowe. – Nagle przyszło mi na myśl, że taka teoria powinna być wykładana podczas nauk przedmałżeńskich, na lekcjach BHP miłości – hm, chyba takiej nie ma.

Dzieci są nauczane uprawiania bezpiecznego seksu, ale o miłości dowiadują się tylko na naszym przykładzie. Obserwując otoczenie, wyciągają wnioski i wdrażają rozwiązania we własne życie. Albo wiedzę czerpią z książek i filmów. Tylko że często to, co pokazywane jest na ekranie, weryfikuje codzienna rzeczywistość.

– Chyba twój telefon dzwoni, zmieniłaś dzwonek? – Robert swoim głosem uprzytomnił mi, że życie się toczy i on tu jest, więc powinnam aktywnie spędzić z nim czas, a nie uciekać w przemyślenia.

– Nie, to niemiecki numer…

– Kupiłaś nowy aparat?

– No, dwa tygodnie się zbierałam, nawet jestem zadowolona, tylko nie znam wszystkich funkcji, ale co tam, nauczę się…

– Pokaż. – Powoli opadała gęsta mgła wynikła z naszych nastrojów.

– Leży w sypialni. – Po chwili piliśmy kawę i rozgryzaliśmy mój nowy nabytek. Ja milczałam, a Robert nie pytał, co i jak było przedwczoraj i dlaczego lepiej niż wczoraj.

Patrzyłam na niego i czułam, jak zaczyna mi się robić dobrze, potęgowało się uczucie zadowolenia. Nawet chciałam mu powiedzieć, że to jest ten moment, w którym jestem tak banalnie szczęśliwa, ale nie musiałam, przecież on to wiedział.

– Będę uciekał. – Pocałował mnie w czoło i dodał: – Powiem córce, że jestem dla niej cały czas, gdy będzie czegokolwiek potrzebowała, dzięki. – Uśmiechnął się i dorzucił słowa, które mnie wcale nie zaskoczyły: – I ty też pamiętaj, pamiętaj, że mnie masz.

Gdy wyszedł, spojrzałam na telefon z niemiecką kartą i przypomniało mi się, że ktoś dzwonił. Rozwinęłam menu. Hm, nie znam, nie oddzwaniam – pomyślałam i schowałam telefon do szuflady.

Kliknij w to zdanie i czytaj kolejny odcinek.

 

Witaj serdecznie, 

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

 

Polecane artykuły