Wprowadzić zmianę w życie i ją zatrzymać, ale jak?

Często dostaję od uczestniczek warsztatów i nie tylko pytanie; no tak ale

dlaczego tak trudno wprowadzić zmianę w życie i dlaczego tak trudno

zatrzymać ją na dłużej?

Wydaje się, że jest mnóstwo odpowiedzi na to pytanie. Bo nie masz celu

wytyczonego, bo nie jesteś dość mocno zdeterminowana, bo nie podjęłaś silnej

decyzji. Bo sama nie wiesz czego chcesz? Ale, jak się okazuje wiele kobiet

zrobiło wszystko, co nakazują książki i podręczniki do rozwoju osobistego, a

jednak już po chwili wpadają w utarte przez lata schematy.

Sama wielokrotnie tego doświadczałam, coś postanowiłam i odpuściłam, albo

już żyłam w przekonaniu, że zmiana nastąpiła a jednak malutki bodziec potrafił

mnie wyrwać z mojego spokoju i pchnąć prosto w szpony dawnej codzienności.

Cały wysiłek na nic!

Poszukiwałam, więc odpowiedzi od czego zależy sama umiejętność

wprowadzenia zmiany w życie i w dalszej perspektywie jej utrzymanie.

I usłyszałam jedno zdanie; ludzie boją się zmian, bo boją się odczuwać smutek?

Czy tak faktycznie jest? Czy zmiana to ból i cierpienie?

Pomyślmy.

Gdy posyłamy dzieci do pierwszej klasy, mówimy im, że teraz ich życie się

zmieni. Ogrom rodziców straszy swoje dziecko, że teraz to już skończą się

wieczne wakacje.

Czy nie jest to pierwszy moment, gdy zaczynamy kodować w tych młodych

umyłaś przeświadczenie, że zmiana jest czymś bolesnym, niewygodnym?

Zdarzyło ci się patrzeć na związek dwojga ludzi i zastanawiać dlaczego skoro są

ze sobą tak nieszczęśliwi, to po prostu się nie rozejdą? Czy nie mówimy

wówczas, że kobieta boi się, iż sobie nie poradzi? Co ona wówczas odczuwa?

Czy nie jest to smutek wywołany brakiem lepszej perspektywy na życie?

Mam przyjaciółkę, która kocha swoją pracę, ale znam też kobiety, które jej

wręcz nie dzierżą a jednak na jednym stanowisku potrafią przesiedzieć

kilkadziesiąt nawet lat. Co je powstrzymuje przed zmianą pracy? Czy nie jest to

lęk? Co widzisz w oczach takiej kobiety, czy nie jest to smutek wywołany

bezradnością?

Zapewne sytuacje takie można by mnożyć w nieskończoność. I okazuje się

nawet, że cierpienie staje się drugą naturą tych osób a z biegiem lat wręcz

przyzwyczajeniem.

Żyją w poczuciu smutku i bezradności matki, których dzieci odfruwają,

zdradzane żony, niespełnione kochanki i kobiety sukcesu.

Zmiana pracy, zmiana partnera, zmiana odżywiania się, zmiana nawyków,

zmiana i doskonalenie dzięki zmianie swojej codzienności wymaga rozstania się

z czymś znanym. A „znane” dla wielu osób oznacza bezpieczne. Innego po

prostu nie znają.

I są często osoby, które z jakiś, również smutnych przyczyn, nie umieją marzyć i

używać własnej wyobraźni. Tacy ludzie, niestety, nawet nie potrafią sobie

wyobrazić, co by było, gdy przekroczyli swoją granicę, gdy by pokusili się o

zmianę.

Chociaż często też bywa tak, że już wyruszyli w podróż a jednak, tuż przed metą

mówią pas. Przekroczenie, tej cienkiej linii, wymaga największego wysiłku, bo

pada wówczas w głowach pytanie: a co będzie, jak nie będę mógł tu wrócić? A

Gdy, coś pójdzie nie tak? I wówczas tym pytaniom również towarzyszy smutek.

A mi się wydaje, że analiza powinna zachodzić w sercu, nie w głowie?

Jak widać to uczucie smutku jest wszechobecne.

Ja ujęłabym to w ten sposób.

Nie można uciec przed czymś, co jest tak naturalne w naszym życiu i

zakodowane od najmłodszych lat. Ze swoimi emocjami trzeba się zapoznać,

przyjrzeć się temu smutkowi, po prostu pozwolić mu się dogonić. A potem

pobyć z nim sam na sam. Wówczas dojrzysz, co jest większym cierpieniem,

zmiana czy życie w atmosferze, która ci nie służy?

Gdy potrafisz się w tym zgiełku uczuć zatrzymać się, wsłuchać się w siebie, to

zaczniesz wyraźniej słyszeć swoje prawdziwe pragnienia. A one, bez szarpania

tobą, poprowadzą cię tam, gdzie pragniesz być, lub kim chcesz być. Wówczas

zaczyna się zmiana pozbawiona goryczy, bo wiesz, że jesteś dokładnie tu, gdzie

miałeś być i w tym miejscu zaczyna się twoja droga, teraz pójdziesz

doświadczać życia.

Fantastyczną sprawą jest, gdy spotkasz na swojej drodze drugiego człowieka,

który potrafi wskazać gdzie szukać drzwi i jak odnaleźć swój włącznik, który do

tych drzwi rozświeci drogę. Ja miałam takie szczęście. Prawdą jest jednak fakt,

że inicjatywa musi wyjść od ciebie, z twojego wnętrza. Zawsze powtarzam, że

bez Ciebie nic się nie wydarzy!  Gdy jest ci coś odgórnie narzucone, to w środku

zawsze będziesz się buntować, a zmiana powinna odbywać się w uczuciu

zadowolenia i radości.

I w tym tkwi sedno drugiej części pytania; jak zatrzymać zmianę.

Gdy skonfrontujesz; z jakiego powodu cierpisz bardziej wprowadzając zmianę

czy zostać przy starym schemacie, gdy wejdziesz w ten etap z własnej woli, gdy

w naturalny sposób rozstaniesz się ze starym oraz pozwolisz aby zmiana

odbywała się w atmosferze radości wówczas ona po prostu w tobie zajdzie. Ta

emocja radości pchnie cię do dalszych działań, bo będziesz czuł, że każdy krok

jest twoim sukcesem.

Moim zdaniem wszystko co stare i ci nie służy należy puścić, rozstać się z tym

raz na zawsze, bo przecież nie można popłynąć trzymając jedną nogę w wodzie

a drugą na brzegu. Wówczas patrzysz tylko, jak twój statek odpływa. I po kilku

dniach lub dopiero latach żałujesz, że zabrakło ci odwagi do niego wsiąść. I

wówczas też towarzyszy ci smutek.

Wioletta Klinicka

Polecane artykuły