Wolna wola – Miłość na kozetce 6.

Nie podał imienia ani nazwiska. Gdy wszedł, też nie. Pan X, tylko to przyszło mi do głowy, gdy po wstępnej rozmowie telefonicznej nie miałam pojęcia, jak podpisać go w kalendarzu. Pytałam dwa razy, ale zbył mnie czymś mało istotnym. Dziś już nie nalegałam.

Jego początkowe skrępowanie wywołało u mnie drżenie dłoni. Chyba sam nie bardzo rozumiał, co tu robi, i nie wiedział, od czego zacząć. Ja też nie, więc zaproponowałam kawę lub szklankę wody. Zgodził się na wodę i na moje szczęście wsłuchał się w muzykę, która zawsze mi towarzyszy – o ile nie przeszkadza klientom – podczas spotkań. Najwidoczniej Chopin odpręża nie tylko mnie. Wydawało mi się, że słyszał ją wyraźniej niż ja. Oparł się wygodnie w fotelu i lekko odchylił głowę. Był teraz gdzieś, gdzie na pewno nie było mnie. Nie wpraszałam się więc. Delektowałam się kawą i pozwoliłam, aby w tym milczeniu zszedł ze mnie cały poranny stres. Za nos wodził mnie zapach kawy i dopiero co kupionej lawendy. Lawenda, unoszący się aromat z porcelanowej filiżanki, francuskie czekoladki i my. Dwa błądzące po mapie życia umysły, jednocześnie skanujące poszczególne części ciała, aby odszukać miejsce zaciśniętego węzła emocjonalnego. Gdy położył rękę na klatce piersiowej, mogłam się domyślić, że go odnalazł. Ja wciąż nie wiedziałam, gdzie jest mój węzeł, ale to nie było takie ważne, nie teraz, nie przy nim. Spojrzał na mnie i moje problemy wydały się takie odległe, takie nieistotne, banalne, wręcz wymuszone, z nudów może. Tak, może kłótnie, niektóre awantury są po prostu skutkiem obniżonego poziomu adrenaliny we krwi. Pragniemy go podwyższyć i sięgamy po najprostszy sposób: po czepianie się, doszukiwanie się wad i błędów, potknięć partnera. Wysiłek męczy, a sprawienie komuś przyjemności w obecnych czasach wydaje się ciężką pracą, której nie chce się nam wykonać. Nic dziwnego, przecież w pracy to my już byliśmy. Teraz chcemy szybkiej rekompensaty za kolejny frustrujący dzień.

Gdy wracałam do domu, uśmiechnęłam się w duchu na myśl, że właściwie to ja powinnam jemu zapłacić za tę cenną godzinę z jego życia.

– Myśli pani – odezwał się nagle – że gdzieś są też tacy jak ja, zatrzaśnięci w szponach dziwnej odmiany moralności?

– Odmiany moralności? – powtórzyłam bezwiednie.

– Kocham ją. Dwa i pół roku zajęło mi zrozumienie tego. A gdy już zrozumiałem i gdy tylko doznałem tego uczucia, gdy ono mnie wręcz uszczęśliwiło – to wyznanie przed samym sobą, wówczas uciekłem. Nie pierwszy raz. Uciekam i wtedy chciałbym jej wzrok i głos, i ten szczery śmiech wykasować z pamięci, a kiedy ten głos cichnie, gdy ona znika z mojej pamięci, gdy udaje mi się zająć życiem, które mam – bez niej, ale za to w kryształowym pałacu, wypełnionym porcelanowym szczęściem, trefną radością, lodowatym podmuchem – zaczynam tęsknić. – Zamyślił się.

Zapewne myślał o niej, a ja o tym, co staje dwojgu ludzi na przeszkodzie, co nie pozwala im się kochać. Myśli mi płynęły… Inna kultura, wiek, rodzina, status społeczny, wyznanie religijne, granice społeczne, mentalne, głowy państw i polityka? Co jeszcze? Gdy otworzył usta, miałam nadzieję, że padnie odpowiedź. Ale nie, on potrzebował ją jeszcze bardziej faworyzować, wynosić na piedestał. Zastanawiałam się, kim jest ta kobieta, gdy z jego ust padały ostre słowa:

– Jej dobro mnie prześladuje, jej wyrozumiałość, akceptacja tego, co mogę jej dać, brak żalu o to, czego dostać nie może. Wmawianie sobie, że może to ona jest egoistką, może to ona ze mną gra, nic nie daje, bo ona zawsze jest sobą. Na początku nie była, ale teraz, po trzech latach – zaśmiał się – nawet nie ukrywa, że za dużo pali, że być może wyjdzie za innego… Hm, bo jak by wyjść nie miała, skoro ja daję jej tak okrojony czas. Więcej ofiarować jej nie mogę. Właściwie niczego jej nigdy nie dałem oprócz siebie. Dziwię się, że się ze mną spotyka. Gdybym był kobietą, gdybym był na jej miejscu, sam bym sobie dał w twarz. Inne kobiety wciąż czegoś oczekują, a ona, ona kiedyś, to wiem, ona liczyła na miłość, wie pani, ona dawno porzuciła złudzenia, chociaż to właśnie ona jest jedyną właścicielką mojego serca. Ostatnio znowu dotknęła mnie zbyt czule. Trzymałem głowę przy jej dłoni, pozwoliłem się sobie zatrzymać i wydłużyć ten czas, a potem, potem karałem siebie i ją i przez dwa tygodnie nawet nie napisałem jednej cholernej wiadomości. Dlaczego ona nie chce mnie znienawidzić? Dlaczego nie zatrzaśnie komuś takiemu jak ja drzwi przed nosem, okien i nie zaklei dziurki od klucza, przez którą na pewno próbowałbym się wślizgnąć?

To był co najmniej dziwny monolog, bo ilu jest mężczyzn, którzy kochają, tak emocjonalnie mówi o miłości? Ilu tak namalowałoby słowami portret ukochanej kobiety. On myślał, ja się zastanawiałam, może nawet oboje chcieliśmy wiedzieć, kim on jest, skąd się biorą tacy ludzie, co czekają w milczeniu – tylko na co? W tym gabinecie cisza jest ciszą, płacz płaczem, krzyk krzykiem, a miłosne wyznanie mężczyzny okruchem nadziei, że nadejdzie zrozumienie. Właśnie przymierzałam się do zadania kluczowego pytania, które pozwoliłoby mu określić cel tej wizyty, ale on nie dopuścił mnie do słowa.

– Ona nigdy mnie nie znienawidzi – powiedział stanowczym tonem. – Nawet gdy odejdę, ona będzie wdzięczna za spędzony razem czas. – Po tych słowach złapał oddech i wstał. Jakby jego misja została wypełniona, jakby już więcej nic nie miał do dodania. Zrobiło mi się przykro, że zaraz wyjdzie, a ja nigdy się nie dowiem, kim jest ta istota nadludzka, ta, której jemu kochać nie wolno. I dlaczego nie wolno? Dlaczego się wzbrania? Dopił wodę i odstawiając szklankę, już zupełnie innym tonem dodał: – Żona robi niedaleko zakupy, muszę ją odebrać. – Chyba dostrzegł moje zaskoczenie, którego nie umiałam ukryć. Patrzył na mnie, jakbym krzyknęła: „jak to żona?”. „O czym pan do mnie mówi?!”, „Czy to żona?” Może poczuł się dłużny, winny wyjaśnienia? – Czy pani wie, że inne kobiety nazwałyby ją winną za to, że spotyka się z żonatym facetem? – Ach tak, pomyślałam w pośpiechu, tu o zdradę chodzi. A on kontynuował: – A ja mam wolną wolę, sam wybrałem zdradę. – Przymrużyłam oczy, myśląc: to jest ewidentne usprawiedliwienie kobiety, którą kocha. Zdradzam kogoś, od kogo nigdy nie odejdę – i to nie z powodów, o których piszą brukowce, skutecznie odradzając romansów. Dla mnie zostawić żonę, gdy ona tego nie chce, mimo że wie o wszystkim, to po prostu niemoralne. – Wyszedł tak samo po cichu, jak wszedł. Wiem, że już nigdy nie przyjdzie. On po tych trzech latach ten jeden raz musiał to komuś powiedzieć.

O wolnej woli myślałam po powrocie do domu. Tak, każdy ją posiada, tylko czy każdy umie z niej skorzystać? Po tym pytaniu, pozostawionym bez odpowiedzi, wtuliłam się w śpiącego męża, któremu rano zrobiłam karczemną awanturę, już nie pamiętam o co – bo mogłam? Gdy wstaniemy, to go przeproszę, pomyślałam, całując delikatnie jego usta. I to jest mój świadomy wybór.

Wioletta K.

Autorka książek:

“Miłość odmieniana przez przypadki”

“Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”

I wielu kursów z zakresy rozwoju osobistego.

Zapraszam na stronę;

oklinicka.com

Polecane artykuły

Skomentuj wpis