Kochanka – Trudne pytania

5/5 - (1 vote)

Tak szczerzy potrafią być tylko wariaci. Oni nie boją się, że zostaną wyeliminowani, zablokowani, odrzuceni. Oni nie wierzą w przynależność społeczną. Oni przyglądają się nam, tym normalnym, i być może zastanawiając się, jak można żyć w takiej obłudzie, śmieją się nam w oczy. A my myślimy, że to choroba wykrzywia im twarze do uśmiechu.

 

Ona była dla mnie taką wariatką. A to ja nią być powinnam – ja! Ja, poukładana, katolicka żona, przykładna matka, psycholog, coach z wolnego wyboru.

– Chcesz mi o tym opowiedzieć? – spytałam, gdy już się uspokoiła.

– Tu nie ma o czym opowiadać, to bardzo krótka historia, która nigdy się nie powinna wydarzyć. I wie pani, nie dlatego, że nie będę z nim, że znowu zamiast kwiatów oczekiwałam akrobacji pod pościelą, bo może już taka kurewsko od seksu jestem uzależniona, ale dlatego, że poczułam się jak obiekt badawczy. Czułam się, jakby mnie sam Bóg wystawiał na próbę, jakby patrzył i wyczekiwał, sprawdzał, jakim jestem człowiekiem, co zrobię.

 

A czasami, gdy z Nim rozmawiałam, tak, żeby nikt nie słyszał, to miałam wrażenie, takie realistyczne wrażenie, jakby się ze mnie śmiał. Nie udzielał mi żadnej odpowiedzi, śmiał się tylko, śmiał i milczał. No może czasami w głowie tylko jedno jego zdanie słyszałam: w co ty się znowu wpakowałaś?

Wstała z fotela, nagle taka dumna i wyprostowana, jakby to nie ona przed chwilą osuwała się i mdlała z rozpaczy na moim parkiecie. Nie śmiałabym już nawet dotknąć jej dłoni, nie mówiąc o trzymaniu w swoich dłoniach jej twarzy. Jej skulona dusza wyprostowała się pod wpływem nieznanej mi siły, otaczając ją potencjałem wojowniczki. Niby typowe zachowanie obronne, takie, o którym czytałam w podręcznikach, do których od czasów studiów wracać nie musiałam. Wiedziałam, że ona nigdy nie wyjdzie z mojego gabinetu z pożyczoną zasmarkaną chusteczką.

 

– Czytała pani te wszystkie książki? – zapytała, zanim skończyłam ją analizować.

– Dawno temu…

Przerwała mi.

– No tak, mogłam się domyślić, są takie zakurzone. – Odwróciła się i spojrzała mi zaskakująco prosto w twarz, jakby miała mi wyjawić największą tajemnicę. – W pani domu nie ma kurzu, kurzu starszego niż jedno popołudnie i jedna noc. Dlaczego tutaj? Czy to pani azyl?

– Ja… mi… pracuję do późna i… – Nie do wiary, nie miałam w zasięgu umysłu sensownej odpowiedzi. Nie mogąc złożyć zdania, wlepiłam swoje starannie wytuszowane oczy w ten cholerny regał i pośpiesznie próbowałam sobie przypomnieć, co należy zrobić, gdy to klient przejmuje podczas sesji inicjatywę.

 

Przed oczami stanął mi obraz śmiejącego się profesora, który opowiadał nam o błędach, jakie popełniają praktykujący psycholodzy i psychiatrzy, o tym, jak to często pacjenci są przez nich wykorzystywani, nieświadomie, ale są, do oczyszczania swoich umysłów, i mówił, że to my, psycholodzy, zostajemy w końcu największymi świrusami chodzącymi po tej planecie, no chyba że umiemy odpowiednio do sesji się przygotować i po sesji oczyścić. Ale może jeden na tysiąc lekarzy potrafi korzystać z narzędzi oczyszczających, a szczególnie z jednego, jakim jest medytacja. Ja nie medytowałam od roku, od tego cholernego poniedziałku, gdy niechcący odebrałam telefon męża.

 

– Od roku nie mam nikogo, kto by się zajął porządkiem w gabinecie. – To była moja odpowiedź.

– Może kiedyś zrobimy to razem – uśmiechnęła się do mnie ciepło, jakby zrozumiała, o co chodzi, i nagle mi współczuła. – Ale dziś muszę już iść, mam umówioną wizytę. Kiedy zamykała drzwi, cofnęła się i powiedziała: – Szkoda, że jest pani moją psycholog, bo porwałabym panią na drinka.

 

Sama go sobie zrobiłam. Pierwszego wypiłam duszkiem, dopiero przy drugim położyłam się na kozetce i zaczęłam się zastanawiać, kim jest facet, o którym dziś wspomniała, a z którym być nie może, i w jakiej relacji z Bogiem może być tak wyuzdana kobieta, która mówi o sobie wprost, że jest uzależniona od seksu. No, że może jest. 

Wioletta Klinicka

Dziękuję, że z nami jesteś i zapraszam Cię w kolejną podróż, ponieważ emocje są najpiękniejszą nutą brzmiącą w teraźniejszości.

opowiadania

 

Poszukując własnego szczęścia, aprobaty, miłości pukamy do różnych drzwi. Uważam, że w pierwszej kolejności powinniśmy otworzyć się na siebie, poznać swoje potrzeby i uzewnętrznić skrywane w najciemniejszych czeluściach umysłu pragnienia. Kolejno spójrz na otaczający Cię Świat z otwartym sercem, aprobatą i oczekiwaniem tego, co najlepsze.
Ja zapukałam do jednego z portali randkowych, aby odnaleźć mężczyznę, który obdarzy mnie nie tylko wyrafinowanymi komplementami, okaże bezgraniczne zainteresowanie moim umysłem i seksapilem, ale również obejmie niekończącym się poczuciem przynależności.

Nie spodziewałam się, że podróż po łączach wywoła ucisk w mojej klatce piersiowej, odbierać będzie logiczne myślenie, aby po chwili, racjonalność wzbudzała we mnie nieuchwytny strach.

Poznaj tę historię! Poznaj bezgranicznie szczere opinie innych czytelniczek, na temat zachowań bohaterki „Miłości odmienianej…” a może i Ty zechcesz do nich dołączyć i wyrazić swoje zdanie lub spróbować zakochać się jeszcze raz…

miłość odmieniana przez przypadki

 

Zastanawiasz się dlaczego właśnie ja kwerenduję ludzkie umysły w celu wydobycia zakamuflowanych emocji? A może i Ty zdecydujesz się mi o sobie opowiedzieć?

coaching kryzysowy

 

Chcesz dokonać własnego wyboru? Rozumiem, a nawet popieram, każdy powinien czytać, to co lubi. Dlatego, ja daję Ci taką możliwość poprzez jedno dotknięcie zdjęcia.

opowiadania na zakręcie

Recommended Posts