Strach ma wielkie oczy

Dawno temu Benjamin Franklin powiedział; nigdy nie zostawiaj na jutro, co masz zrobić dzisiaj. Ten człowiek wielkiego sukcesu podziwiany przez kolejne pokolenia, nie zdobył jednak takiej szerokiej rzeszy zwolenników. Bo czyż nie lekceważmy jego słów, czyż nie lekceważymy jego sekretu, który przekazał nam wierząc zapewne, że będziemy go naśladować. Czyż nie marnujemy swojego czasu?

Jak to?

Ludzie wolą podziwiać z daleka. Zastanawiam się, dlaczego tak nie wielu korzysta cennych rad? Wszystko na wyciągnięcie ręki, która raz po raz, przez kolejne pokolenia, zostaje odrzucana. Mało tego, ogromna większość doszukuje się sukcesów innych; w szczęściu, albo tajemnych sekretach, kluczach do drzwi, które są dane do ręki tylko wybrańcom. Podziwiane są gotowe dzieła, ale nie droga do ich realizacji, a przecież to ona jest najważniejsza. Sukcesem jest umiejętność jej przebycia, nie poddania się w trakcie napotykanych przeszkód. Opanowany przez człowieka strach.

Więc dlaczego?

A może to wszystko ze strachu? Może właśnie, dlatego odkładasz wszystko na potem? Obezwładnia Cię strach przed nowym, nieznanym, przed podjęciem decyzji, odpowiedzialnością, przed porażką, przed sukcesem. Bo jak Ci się uda? Jak wtedy podołasz nowemu życiu? I tak odkładasz wszystko na później, na inny raz. To ile razy strach tak Cię obezwładnił, że nie dałeś rady zrobić kroku na przód? Zastanawiając się długo, co będzie, jak popełnię błąd i nie dam rady tego odkręcić?

I co dalej?

Często po latach, gdy ludzi dopada starość żałują. Jednak nie tego, co robili, ale tego, czego nie spróbowali. Tego, że paraliżował ich strach, przed spełnianiem marzeń, przed określeniem celu, przed pójściem swoją drogą. Żal, że zbyt słabo pracowali nad realizacją siebie. I z pokolenia na pokolenia powtarzane są inne przysłowia; kuj żelazo póki gorące, kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Ale i dzisiejsze pokolenie za nic ma te upomnienia, za nic ma skarbnicę mądrości. Większość nie działa, a myśli tak długo, aż najlepsze okazje uciekają z przed nosa, aż pomysł staje się zbyt odległy i nierealny. Kolejną rundę wygrał strach. I co pozostaje z wdzięcznego poetyckiego zwrotu; chwytaj dzień…nic, próżnia, bo strach nie pozwolił, bo lepiej jest się ciągle się bać. Bo człowiek musi sam się przekonać, jak to jest utracić coś, co mogło być jego. Człowiek musi uczyć się na swoich błędach. I musi każdą daną mu możliwość przełożyć na jutrzejszy dzień. Tak długo będzie to robił, aż dotrze do wiedzy, jaką inni już dawno odkryli.

Jak długo?

A no tak długo, aż sam nie zrozumiesz, że nie strach jest czymś, co trzyma Cię w klatce, do której o dziwo trzymasz klucz, lecz Ty sam. Strach sam wymyśliłeś, pisząc i układając szare scenariusze, wydarzeń, które się jeszcze nie odbyły. Wystarczy zdobyć się na odwagę i rozpiąć kłódkę.

Ale jak?

Odwagę, tą nabędziesz, gdy zrobisz rachunek sumienia i szczerze sobie odpowiesz, ile już tych wyjątkowych okazji, do rozwinięcia skrzydeł, sam zaprzepaściłeś. Aż zrozumiesz słowa wielkich poetów, ludzi sukcesu i Franklina, że pewność jest lepsza od jej braku, że prawda jest lepsza niż fałsz, że porażka jest o wiele lepsza niż niepodjęte wyzwania i próby. Aż zrozumiesz, że gdy się przewrócisz, to się podniesiesz.

Polecane artykuły