Seksualność singielki

Tworzyłam ostatnio grafikę i natrafiłam na stare zdjęcie, które opisałam tekstem „bo we mnie jest seks”. Zaczęłam się zastanawiać, czy my singielki mamy prawo wyrażać naszą seksualność w otwarty i bezprecedensowy sposób? Mam swoją ulubioną bohaterkę, to Samanta z serialu “Seks w wielkim mieście”. Podziwiam ją. Samanta jest najstarszą singielką wśród czterech przyjaciółek, Samanta jest samodzielna, wyzwolona i niezależna. Jednak to jej nie przeszkadza kochać mężczyzn, nie jest zagorzałą feministką, raczej nie wyobraża sobie życia bez płci przeciwnej. Chociaż z drugiej strony wydaje się, że traktuje ich instrumentalnie.

Czy poszłabyś sama do pabu na drinka?

Samanta i ja – tak. Nie widzę w tym problemu. Jednak to, co odróżnia mnie od Samanty to powód dla którego się tam wybieramy. Ja idę sama do knajpy, restauracji, czy pubu, gdy mam coś do przemyślenia. Wśród ludzi szukam też inspiracji, lubię latem siedzieć na tarasie kawiarenki i czytać książkę lub pisać kolejny artykuł.  Idąc do restauracji przyglądam się innym, ich zachowaniu, sposobie poruszania się czy ubierania. Łaknę patrzeć jak funkcjonuje ten świat. Natomiast Samanta, najczęściej idzie na podryw. Ona, siedząc z gracją przy parze, emanuje seksem w chwili, gdy moja seksualność ukryta jest pod maską obojętności. Samanta patrzy na facetów pożądliwym wzrokiem, a ja udaję, że ich nie widzę. Samanta wysyła sygnały – jestem wolna i chętna – a ja – jestem niedostępna.  Samanta wraca do domu w towarzystwie przystojnego mężczyzny, a ja wracam do domu zastanawiając się czy ktoś w ogóle mnie zauważył. Samanta miała udany seks, gdy ja, samotna bestia w wielkim łóżku, przewracam się z boku na bok.

Która postać wydaje ci się bardziej atrakcyjna?

Z którą postacią byś się utożsamiła?

Przyznam szczerze, że są takie momenty, gdy zazdroszczę facetom. Ich nikt nie ocenia jednoznacznie, gdy siedzą samotni przy barze. Często wpadają w pojedynkę do dyskoteki i już po chwili nawiązują kontakt z innym facetem. Co więcej, samotny facet – oczywiście zadbany i wodzący ponętnie wzrokiem, wydaj mi się bardziej atrakcyjny, dostrzegam go, mogę mu się przyjrzeć, jest sobą, wówczas nie udaje nikogo. Singielka samotna przy barze, to zdaniem wielu samotna zdesperowana kobieta.

Czy żeby być Samantą, trzeba być facetem?

Czy jesteś w stanie unieść tą presję, samotnej kobiety przy barze?

Ponad dwa lata temu podjęłam się takiej próby, ale nie w swoim miasteczku. Ubierając się miałam nadzieję na dobrą zabawę. Powtarzałam sobie, że nikt mnie tu nie zna i mogę czuć się swobodnie. Potańczę, wypiję kawkę i po godzince lub dwóch wrócę do domu całkiem zrelaksowana. Pojechałam i będąc tam żałowałam, jak nigdy, że przyjechałam własnym autem. Może gdyby wypiła jednego drinka lub dwa dałabym radę znieść spojrzenia innych kobiet, które kurczowo trzymały swoich partnerów za rękę. Byłam jedyną singielką. Nie wyszłam nawet na parkiet, chociaż pod barem nogi same chodziły. Nie dałam rady, ze spuszczoną głową wróciłam do domu.

Czy byłam za mało świadoma swojej nieprzeciętności? Przecież zazwyczaj nie przywiązuję uwagi do tego typu krytyki. Nie przejmuję się, gdy ktoś mi powie, że wyglądam zbyt wyzywająco lub, że nie jestem w czymś wystarczająco dobra? Co to było to, co mnie powstrzymało przed tym, aby się zabawić? Jak to jest, że mogę sama iść na obiad a nie dałam rady sama posiedzieć w dyskotece? Mało tego, gdy jestem z przyjaciółmi na imprezie mogę tańczyć na pustym parkiecie i w mojej miejscowości nikt nie jest już tym zdziwiony, a wówczas nie mogłam? Przeszkodziła mi świadomość tego, że nie mam poparcia? Obstawy?

A może przeszkadza mi w tym świadomość mojej seksualności?

Bo czy nie jest to przypadkiem zakodowane, w kobiecej głowie, konserwatywne przekonanie typu: tak nie wypada, samotna kobieta przy barze szuka tylko jednego itp!

A gdybym nawet szukała i jak Samanta pojawiła się tam tylko w tym celu, to czy to coś zdrożnego? Etyka nie pozwala czy społeczeństwo, które tak eliminuje samotnych singli z życia społecznego, że ci zaczęli tworzyć osobne imprezy dla siebie?

A, co by było, gdybyśmy nagle zmieniły to przekonanie i samotnie wybierały się gdzie tylko byśmy chciały?

Chciałbym wierzyć, że są miejsca, gdzie samotne kobiety nie muszą mierzyć się z taką presją, że są kobiety, które pokazują światu, że ich kobiecość nie musi być kamuflowana w sobotni wieczór tylko dlatego, iż emanuje od nas seks. Od innych też!

Nie dam za wygraną, nie dam się zaszufladkować tylko dlatego, że jestem singielką. Każda kobieta ma prawo wyrażać swoją wyjątkowość w dowolny sposób.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka.

Polecane artykuły