Seksualność czy Inteligencja?

Odgarnęłam z czoła swoje potargane włosy, zdjęłam szlafrok i słuchając Martyny, zaczęłam tańczyć. W domach z betonu (…)

„Ilu z nas zamyka się przed światem, aby być sobą?” – pomyślałam, kołysząc biodrami.

Zamknęłam oczy i dałam się ponieść fantazji.

Taniec jest dla mnie jak moment wyzwolenia. Kocham wówczas moje ciało i każdą jego niedoskonałość uważam za piękno, które wyróżnia tylko mnie.

Nagle w moim umyśle pojawił się jego obraz. Wiedziałam, że historia się nie spełni, ale oddawałam się jej wyobrażaniu z coraz większą rozkoszą. „Czy ten wieczór spędzimy razem?”. Ocknęłam się dopiero wówczas, gdy poczułam, że po policzku spływa mi łza.

Już trzymałam telefon w ręce, gdy zwątpiłam w miłość. Nie można tak żyć. Pragnienie wypełnia umysł, ale to nie jest recepta. W natłoku myśli szukałam tych, które pomogłyby mi wrócić do równowagi emocjonalnej. Wykonałam kilka oddechów. Podczas czwartego odezwała się znajoma melodia.

„Jak ty to robisz?” – pomyślałam.

– Robert! – powiedziałam głosem szczęśliwszym niż zwykle.

– O, jaki entuzjazm – roześmiał się Robert. – Czekałaś na mnie? – dodał rozbawiony.

– Ja? – obruszyłam się. – No coś ty! Tylko właśnie pomyślałam sobie, że już ze trzy dni się nie meldowałeś.

– Aj, mówię ci, urwanie głowy w pracy! – powiedział. – Wracałem wieczorami do domu, zdziwiony, że nikt nie podziwia mnie za takie poświecenie.

– O, a ja właśnie o podziwianiu chciałam z tobą porozmawiać! – przerwałam mu.

– Tak…? – zawiesił glos. – A co, chcesz mi powiedzieć, jak bardzo jestem przystojny, zaradny, inteligentny i ogólnie naj kumpel? – zaczął droczyć się ze mną, rozmarzony.

– A chciałbyś? – wyrwałam go z letargu.

– A ty byś nie chciała? – zapytała trochę zdumiony.

– Powiedzieć ci, czy żebyś ty mi powiedział? – zadziornie, ale z uśmiechem zapytałam.

– Powiedz mnie,  ja powiem tobie – oddał Robert.

– Pewnie, że tak, zaraz będę ci słodzić – zaczęłam – ale wiesz, dziś pod prysznicem uzmysłowiłam sobie, że nie mówimy o tym pragnieniu. Nie mówimy, że chcemy być podziwiani, zupełnie jakbyśmy wstydzili się tego uczucia. Z drugiej strony, gdy na przykład mój nieznajomy zaczął po naszej randce opisywać, jak piękne jest moje ciało, jak cudownie smakuje – przemilczałam to. Powiedziałam tylko: „Dziękuję”. Tylko na tyle było mnie stać.

– To i tak dużo! – odparł Robert. – Są kobiety, które chyba uważają, że powinny zachowywać się bardziej skromnie i które mówią: „No coś ty! Przestań! Zawstydzasz mnie! Ja – piękna?” – zaczął się rozkręcać.

– Ty tak z doświadczenia? – roześmiałam się.

– A co? Coś nie tak? – zapytał lekko oburzony.

– Nie, no w porządku. Od dziecka uczą nas, że należy być skromną dziewczynką, bo jak powiesz: „Wiem, ale dziękuję”, to zostaniesz uznana za zarozumiałą i arogancką, a wręcz ladacznicę!

– Ale ty często mówisz: „Wiem” – przerwał mi ze śmiechem. – Moja kumpelo ladacznico – dodał. Najwyraźniej spodobało mu się określenie, którego chyba już nikt nie używa.

– No bo jestem już wiekiem zmęczona, więc mam prawo do szczerości na swój temat – wyrzuciłam jednym tchem.

– O, moja staruszka – usłyszałam ironiczny ton.

– Mój nieznajomy kilkakrotnie próbował skierować rozmowę na temat tego, jaka jestem, albo jaka wydaje mu się, że jestem – przerwałam Robertowi porównywanie mnie do jego sąsiadki, która mimo 86 lat klepała go po tyłku, mówiąc, że powinien się ożenić, bo szkoda, żeby taki materiał marnował się na kanapie – ale czy to ma sens, taka rozmowa? Zamyśliłam się i próbowałam przypomnieć sobie ten dialog.

On: Jak się dziś czujesz, Wioletta? Otrząsałaś się już po wczorajszym, ty dzika kobieto?

Ja: Dziękuję u mnie OK. Tak, już, a Ty?

On: Ja jeszcze nie. Jesteś bardzo aktywna…

Ja: Tak myślisz, czy może żartujesz? – zapytałam w typowo kobiecym stylu.

On: Podczas seksu też jesteś taka pełna powera…?

Ja: Seks to moje drugie hobby. Twoje chyba też – zaśmiałam się do siebie, aby nieco zmienić temat, skutek jednak był odwrotny.

On: Tak – odpisał i wysłał buziak. Chyba każdy człowiek tego potrzebuje? – zapytał, czekając zapewne na odpowiedź.

Zanim odpisałam, pomyślałam o moim drugim mężu, który może i potrzebował seksu, ale przez ostatnie lata naszego małżeństwa raczej nie ze mną. Aby pozbyć się tej przykrej myśli, wspomniałam słowa Roberta: „To teraz masz czas, aby wszystko nadrobić”.

„Może masz rację – odpowiedziałam wówczas Robertowi. – Naturalnie, że nie da się niczego nadrobić, ale dlaczego miałabym teraz zachowywać wstrzemięźliwość? W imię czego?”.

Ja: Czy inni potrzebują seksu tego nie wiem, ale ja na pewno potrzebuję i ty chyba też? – odpisałam.

Nieznajomy zaczął wymieniać moje walory.

On: Masz piękne ciało.

Komplementom nie było końca przez kolejne dwa dni.

Dziś, czytając te wiadomości, zauważyłam, że nie napisałam mu ani jednego miłego słowa. Ani razu nie napisałam, że było mi z nim dobrze, a przecież chciałabym teraz czuć każdy jego dotyk, jego usta…

– Robert – zapytałam – myślisz, że byłam po prostu zimna? Taka… Wiesz, niedostępna emocjonalnie? – zapytałam mojego eksperta.

Robert milczał przez chwilę. Zaczęłam się niepokoić.

– Czy to jest typ narcystyczny? – zapytał. – Ten twój…

– Chyba tak, tak myślę… odpowiedziałam.

– Odpowiedziałaś mu w końcu, że tak, jesteś dobra w łóżku. A czy powiedziałaś mu, że myślisz, że on też jest? – odezwał się Robert. W jego głosie wyraźnie słyszałam wielki znak zapytania, może nawet zakończony wykrzyknikiem.

– Nie – odpowiedziałam cicho, chyba licząc, że Robert nie dosłyszy i sam sobie odpowie. Usłyszał jednak, więc zaczęłam się tłumaczyć, że tylko napisałam, że uważam, że on też potrzebuje seksu…

W końcu zaczęłam się zastanawiać.

Zapewne każdy z nas lubi, jak się go podziwia, i nie mówię tu tylko o inteligencji czy zaradności; mam na myśli ponętność, piękne kształty, sposób poruszania, pocałunek i dotyk. W końcu nie mamy takiej mocy, aby wyłączyć naszą pierwotną część mózgu i uciszyć pożądanie.

Może tylko w dobie rozwoju, szeptania o inteligencji, będąc zapatrzeni w coś więcej niż seks, wstydzimy się przyznać do wszystkich potrzeb…?

Dziś po raz pierwszy napisałam do niego jako pierwsza. Może po to, aby uciszyć swoje wyrzuty, a może po to, aby go sprawdzić, bo tak naprawdę nie wiem, kim on jest, ten… nieznajomy.

Ps. Jest to fragment z mojej książki, miło mi będzie, gdy podzielisz się swoją opinią.

Wioletta K.

Trener Integracji personalnej

Polecane artykuły