Robert i jego misja

– Nie dość, że jestem zawalony pracą, to za chwilę czeka mnie jeszcze jedna misja – pospiesznie powiedział Robert, chcąc spławić swojego dość natarczywego kolegę.

– O, ciekawa jestem, co to za misja – podsumowałam żartobliwie, gdy skończył rozmawiać przez telefon.

– Posiedzieć sobie teraz z tobą w spokoju, mając nadzieję, że nie napatoczy się nikt z mojej pracy – odrzekł i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Zaczął głęboko oddychać. – Pięknie tu, prawda? – dodał po chwili.

Rzeczywiście pięknie. Cisza i spokój. Urok ogrodu restauracyjnego nakazywał klientom niemal szeptać, aby nie zagłuszyć śpiewu ptaków. Wokół drzewa, kwiaty i unoszący się zapach pysznego posiłku.

– Hmm… Tak, zamówmy ziemniaczki z koperkiem – powiedział Robert, upajając się chwilą. – I kompocik z truskawek. I świeże ogóreczki w śmietanie…

– No i schabowego – przerwałam mu tę wyliczankę.

Uniósł głowę znad karty i spojrzał na mnie zawadiacko.

– I tylko ty i ja, żadnych byłych, żadnych obecnych, żadnych przyszłych. Dziś będziemy celebrować nas samych i naszą przyjaźń; to, że możemy tak sobie siedzieć i po prostu być…

– Wspinały pomysł – powiedziałam, jeszcze bardziej wyciągając nogi w stronę słońca. To nasza misja: być szczęśliwymi i dostrzegać uroki nie tylko otaczającego świata, lecz także aktualnej pory roku. No i fakt, że mamy siebie i naszą przyjaźń.

Czy misja musi wiązać się wyłącznie z życiem publicznym, karierą, biznesem?

Słowo „misja” najczęściej kojarzy się z działaniem, które doprowadza do namacalnych korzyści. Gdy ostatnio powiedziałam jednemu z moich klientów, że należy stworzyć misję dla każdej płaszczyzny życia, dziwnie na mnie popatrzył. „Ma pani rację – skomentował, ale dopiero po wykonaniu ćwiczenia. – Teraz widzę sens tworzenia misji dla mojej rodziny i dla własnego rozwoju”.

Wykonaj podobne ćwiczenie (prezentuję je w wersji skróconej, ponieważ podczas indywidualnych sesji określamy misję dla poszczególnych ról odnoszących się do każdej płaszczyzny życia).

Weź kartkę i długopis. Podziel kartkę na cztery części (najlepiej na 4 kwadraty; każdy kwadrat to określona płaszczyzna życia):

  1. fizyczna (zdrowie, dieta, relaks);

  2. intelektualna (nauka, wiedza, rozwój);

  3. społeczna(rodzina, przyjaciele, otoczenie, relacje w biznesie i pracy);

  4. duchowa (rozwój duchowy, empatia wobec drugiego człowieka, wsparcie).

Zanim przystąpisz do opisania swojej misji, odpowiedz sobie na kilka fundamentalnych pytań. Gdy to zrobisz, zyskasz pewność, że twoja misja opiera się na wyznawanych przez ciebie zasadach, przekonaniach i wartościach, a w szczególności na tym, co jest dla ciebie najważniejsze.

Pierwszemu pytaniu poświeć nawet kilka dni, chyba że już jesteś pewien, co jest najważniejsze w twoim życiu. A może znasz również odpowiedź na pytanie, co nadaje sens twojemu życiu? Skoro nie – nie spiesz się. Ważne, aby odpowiedź wypływała z twojego wnętrza i nie była uwarunkowana opiniami lub potrzebami osób trzecich. Bo najważniejsze jest to, kim ty chcesz być i co chciałbyś robić w życiu.

(Odpowiedz sobie na powyższe pytania)

Wieczorem odebrałam telefon.

– Wiola! – krzyczał Robert do słuchawki. – Musimy przyjąć tradycję: minimum raz w tygodniu tak właśnie spędzać czas! Wprowadzam w życie nasz nowy rytuał!

– Jaki znowu rytuał? – przerwałam mu.

– No, musimy co tydzień wyjeżdżać daleko za miasto i celebrować życie. Wiesz, że dziś skończyłem projekt, nad którym siedziałem od dwóch tygodni, bo nie mogłem znaleźć sensownego sformułowania korzyści dla klientów? Mało tego! Sąsiadka spod dwójki powiedziała, że chyba jestem zakochany, bo takich błyszczących oczu jeszcze nigdy u mnie nie widziała. A ja po prostu nie byłem zmęczony po pracy, więc nie drażniło mnie, że znowu mnie zaczepiła. Nawet skusiłem się na ciasto, które upiekła.

– Nie otruła cię? – zapytałam i zaczęłam się śmiać. – A widzisz, człowiek swoją misję kształtuje całe życie, bo misja może się zmieniać – dodałam.

– To było jak oczyszczenie duszy – powiedział i chyba rozpłynął się w eterze, bo na chwilę panowała cisza.

Jeśli i ty wciąż nie wiesz, co jest twoją misją, co powinna zawierać twoja deklaracja:

– zapytaj siebie o trzy lub cztery rzeczy, które uważasz za priorytet;

– zapisz swoje długoterminowe cele, które chciałbyś sobie wyznaczyć;

– pomyśl o relacjach z ludźmi, które są lub które były dla ciebie najważniejsze;

– zastanów się, co możesz zrobić dla innych, w czym im pomóc;

– pomyśl, czym jest to, czego najbardziej pragniesz, i poszukaj odpowiedzi w sobie;

– na koniec wyobraź sobie, że zostało ci na tej ziemi niewiele czasu, i zapytaj siebie, co jeszcze chciałbyś zrobić.

Pamiętaj, aby te same pytania zadawać w odniesieniu do każdej płaszczyzny życia.

Robert tego dnia zrozumiał, czym jest relaks; określił misję dla fizycznej płaszczyzny życia.

„Chociaż cenię wolność i bezpieczeństwo finansowe, które osiągam dzięki mojej pracy, wiem, że to nie wystarcza, aby uzyskać pełnię szczęścia. Dlatego będę celebrował życie na łonie natury i szanował swój stan równowagi wewnętrznej oraz dzielił się swoim wewnętrznym spokojem z innymi”.

Może za rok coś zmieni, może coś dołoży do swojej misji. Dziś byłam z niego dumna, bo potrafił wyrwać się z utartego schematu, że tylko praca przynosi mu satysfakcję.

Jeśli masz wątpliwości co do zasadności tworzenia misji i tego, czy zmieni coś w twoim życiu, sprawdź, jaki mogłaby mieć na ciebie wpływ.

  1. Gdybyś określił wizję zasad, wartości i celów, jakie zmiany nastąpiłyby w organizacji twojego dnia?

  2. Gdybyś miał pewność, że wiesz, co jest dla ciebie priorytetowe, jaki stosunek miałbyś do swojego życia?

  3. Jeśli zapisałbyś wszystkie swoje cele – mniejsze i większe – czy przeorganizowałbyś swoje gospodarowanie czasem i zarządzanie energią mentalną?

  4. A gdybyś co tydzień składał deklaracje dotyczące najbliższych dni, czy zmieniłbyś swoje postępowanie i czy podtrzymywałbyś swoje decyzje?

Minął rok od czasu, gdy Robert stworzył swoją misję.

– Bo wiesz, kasa to nie wszystko – tłumaczył pewnego dnia swojej córce. – A po drugie, jeżeli człowiek się nie zrelaksuje, to przestaje być produktywny, konstruktywny i staje się sflaczały, przeżuty i wypluty. Chcesz w wieku trzydziestu lat wyglądać jak pięćdziesiątka?

– Robercie – zaśmiałam się – zmiany w tobie zaszły tak głęboko, że mam wrażenie, jakbyś narodził się na nowo na tamtym tarasie – dodałam, nie mogąc się powstrzymać.

– A żebyś wiedziała…! – odparł.

– Tak, tak, tylko może pokaż swojej córce, jak to jest, niech doświadczy tej przyjemności, bo słowa nie oddadzą tego, co do niej mówisz – dodałam i zauważyłam, że trochę się obruszył.

– Dziewczyny – powiedział po chwili namysłu – pakować się auta!

I pojechaliśmy tam, gdzie zrodziła się nowa deklaracja.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Masz ochotę pobrać bezpłatne fragmenty moich kursów? Zapraszam

Polecane artykuły