Powiedz komplement

Od pewnego czasu podpytuję bliższe i dalsze koleżanki, czego brakuje im w związku.

Wśród odpowiedzi otwartych i bardziej wymijających zadziwiające jest jednak to, że spora część kobiet odczuwa niedosyt komplementów.

Zaczęłam się zastanawiać, jak to w życiu bywa, że co zasiejesz, to zbierasz?

Kiedy uczymy nasze dzieci, staramy się wpajać im, że należy być miłym, uprzejmym dla wszystkich i że takie same prawa i potrzeby mają i dziewczynki, i chłopcy. Przecież kochamy tak samo córki, jak i synów; przytulamy nasze dzieci, mówiąc im, jakie są wspaniałe oraz piękne. Z biegiem lat, kiedy dzieci zaczynają dorastać, uczymy je, co wypada dziewczynce, a co chłopcu. Dla dziewczynki lalki i piękne stroje, szminki i koronki, dla chłopców samochody, klocki, a często również pistolety lub maska Batmana.

I w ten sposób my, rodzice, rozpoczynamy proces tłumienia. Tłumienia potrzeb naszych synów.

Bo czy nie jest tak, że w pewnym wieku chłopca już nie całuje się na dobranoc, nie głaska po główce i nie przytula? Mówi się, że to oni stronią od czułości, że po wejściu w wiek dorastania nie chcą lub robią uniki. Ale czy mają to zakodowane w genach, czy jest to może wynik mass mediów i zachowania rodziców, którzy przystają na te uniki, bo wychodzą z założenia, że to takie normalne?

Około roku temu, przyznaję bez bicia, zrobiłam synowi na ulicy karczemną awanturę. Nie, nie wrzeszczałam, ale szłam obrażona, wypominając mu, jak   mógł mnie nie przytulić na powitanie! Byłam przecież ponad dwa miesiące w pracy! W dzień mojego przyjazdu przebywał na wycieczce. Zależało mi, żeby go odebrać, więc po dwudziestu godzinach jazdy nie położyłam się spać, tylko poczekałam do północy i zmęczona, zmarnowana podróżą biegnę uściskać moje dziecko, a ono stoi jak zamurowane. Poczułam się gorzej, niż gdybym trzymała w objęciach kawałek kłody, zwłaszcza że przed wyjazdem nie miał problemów z okazywaniem uczuć. Co się wydarzyło?

Mój syn był zwyczajnie zdezorientowany; nie wiedział, jak się zachować: przytulić się do mamy czy zachować twarz przed kolegami. Gdy oboje ochłonęliśmy, długo o tym rozmawialiśmy. Tłumaczyłam, że każdy ma prawo do wyrażania swoich uczuć i każdy ma prawo do okazywania potrzeby uczuć.

Co to ma wspólnego z komplementowaniem nas, kobiet?

Jeśli jesteś kobietą, zadam ci jedno pytanie: kiedy ostatnio powiedziałaś swojemu mężczyźnie, że ma ładne dłonie, zgrabny tyłek, ciepły uśmiech? Że świetnie całuje, że go potrzebujesz, że czujesz się przy nim bezpieczna, że jest zabawny i że tylko on potrafi cię tak przytulić i rozśmieszyć? Czy my, kobiety, uważamy, że facet tego nie potrzebuje?

A jeśli jesteś mężczyzną, powiedz mi, proszę, czy tego potrzebujesz? I kiedy ostatnio kobieta, twoja od lat, zauważyła twoją nową koszulę? Czy my, płeć piękniejsza, dostrzegając tak wiele barw i kolorów, dostrzegamy zmiany w naszych mężczyznach? Ich pierwsze lub kolejne zmarszczki, pierwsze siwe włosy, nowe BWE przed domem? To, to zapewne widzimy.

Czy męską urodę i zaangażowanie mężczyzn doceniamy tylko w pierwszej fazie związku? A może prawdą jest, co mężczyźni mówią o nas po kątach, że widzimy tylko to, co złego zrobią i czego nam nie powiedzieli lub czego nie kupili?

Lubię doceniać swoich partnerów za ich siwe skronie, kocham zmarszczki pod ich oczami, ładny tyłeczek, wspaniały seks, wypielęgnowane i gładkie dłonie, pożądliwy wzrok. Mówię im o tym.

Komplementy prawię również moim bliższym i dalszym kolegom. Widzę wówczas błysk w ich oczach i lubię tę mimochodem rzuconą odpowiedź: „Ja – przystojny?”, „Ja – fajnie ubrany?”, „Eee tam, tak tylko…”. I takie urocze zawstydzenie.

Bo czy nie jest tak, że nawet najtwardszy twardziel pragnie usłyszeć, że jest twardzielem? Czy nie jest tak, że nawet po dwudziestu latach wspólnego pożycia obie strony wciąż chcą zapewnień o swojej atrakcyjności?

A może już nie słuchamy się nawzajem?

Wczoraj rozmawiałam ze swoją mamą, która otrzymała zaproszenie od mojej owdowiałej chrzestnej. W trakcie zabawnej rozmowy ciocia rzuciła tekst: „Nie martw się, na twojego nie lecę”. „Bo niby co? Tak mało przystojny jest?” – oburzyła się żartobliwie mama. W każdym wieku i nawet mając ponad czterdziestoletni staż małżeński chcemy wiedzieć, że nasza druga połówka jest warta grzechu.

Kilka miesięcy po rozwodzie spotkałam się z moim eks. Było to spotkanie na czysto intymnym gruncie, cudowne pod każdym względem, zupełnie jakby czas  cofnął się o prawie 13 lat. Kiedy już na niby obie strony zasnęły, wziął moją rękę, objął się nią i przytulił do mnie – już wiedziałam, nie musiał nic mówić, że w naszym małżeństwie było to dla niego bardzo ważne i że teraz pragnął, abym przytuliła go raz jeszcze.

Bo nie tylko seksem człowiek żyje. A może jednak?

Mężczyźni, mawiamy, są jak dzieci: nigdy nie dorastają. Jeśli w głowach tak bardzo mamy zakotwiczone, że mężczyźni są jak mali chłopcy, to dlaczego pozbawiamy ich ciepłych gestów, miłych słów i na siłę traktujemy jak Batmanów?

Czy nie jest tak, że bez względu na płeć każdy ma potrzebę poczuć się doceniany, potrzebny, dowartościowany i seksowny? Czy zanim zaczniemy obrzucać błotem, nie powinnyśmy przyjrzeć się sobie i zastanowić się, czy to, czego oczekujemy, jesteśmy w stanie, równie nieoczekiwanie dać innym?

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły