Porzuceni rodzice – Bezimienni cz. 2, akt 3

O, proszę pani, Marta teraz uczy w Krakowie. Na uczelni. Za chwilę zostanie profesorką. Tyle wyrzeczeń to wymaga…! Zawsze mówi o tym w moje urodziny. Jutro też zadzwoni. Na pewno zadzwoni. W moje urodziny zawsze znajduje czas na telefon. A, i jeszcze na gwiazdkę. Gdyby nie bal dobroczynny, nie przyjechałaby rok temu. Zamiast tego wysłała mi bilet na Majorkę. Mogłam jechać razem z opiekunką, ale się rozchorowałam. Marta zwróciła bilet i przysłała mi najlepszego lekarza w naszym miasteczku. Nigdy nie byłoby mnie stać na jego wizytę. Zna pani tę kobietę spod ósemki? Wczoraj dzieci do niej przyjechały. Jak zawsze na weekend. Tym razem było głośniej niż zazwyczaj, bo najmłodszy syn doczekał się dziecka. Takiego ślicznego, cudnego, spokojnego aniołka. Wiem, bo jego ojciec zawsze mnie odwiedza. Chociaż na chwilę, ale wpada. Gdy był młodszy, przychodził do mnie na korepetycje z języka. Herbatkę robiłam, ciastka kupowałam, bo po lekcji trzeba się odprężyć. Czasami zostawał do wieczora, aż matka musiała go wołać. Przepraszała wtedy za niego. A ja, proszę pani, tęsknię i za nim, i za innymi moimi uczniami. Zrozumiałam to dopiero na emeryturze, gdy córka w świat wyruszyła, a mój mąż do piachu poszedł. Gdybym chociaż jego miała, mogłabym prasować mu koszule albo spodnie czyścić. Wie pani, czasami stawiam sobie na stole jego zdjęcie i opowiadam wszystko, co usłyszałam od córki. Słyszę, jak krzyczy, że mnie jedynaczka samą zostawiła. On nigdy nie mógł pojąć, że dzieci w świat muszą iść, nowych ludzi poznawać, rozwijać się, spełniać swoje marzenia, zamiast niańczyć stare matki. Moja córcia i tak opłaca mi opiekunkę. Bardzo sympatyczna kobieta. Dorabia sobie. Dzieci ma na studiach, jest sama jak palec, bo i jej mąż przedwcześnie pożegnał się z tym światem. Na czarno pracował, więc ona nic nie dostała. Ale dziękować Bogu, z moją córcią się zgadała, córcia jej dobrze płaci. Od poniedziałku do piątku za pieniądze przychodzi, ale w niedzielę razem idziemy do kościoła, a potem zabiera mnie do siebie. Gotujemy sobie, potem zmywamy. Tak się cieszę, że córcia właśnie ją znalazła dla mnie. Gdy staremu opowiadam o mojej opiekunce, trochę spuszcza z tonu, ale i tak mówi, że świat na głowie stanął, skoro dzieci o rodzinnym domu zapominają.

Wioletta K.

Kolejne opowiadanie już za tydzień.

Zapraszam do zapoznania się z moją inną twórczością.

Polecane artykuły