Piękno i duma dwie cechy, które odstraszają czy pociągają?

Nieśmiałość nie wynika tylko z charakteru. To, że nie śmiemy podejść do osobnika piękniejszego od nas, to wydaje się wryte w nasz ludzki charakter. Oczywiście taki bezwład nie dotyczy wszystkich, ale wspominając młode lata to znaczną większość. A już przynajmniej dotyka to nas singli 40 plus.

Takie nasze wychowanie i szczęściarzami są te osoby, których rodzice wychowywali w duchu wolnej, demokratycznej i wyzwolonej seksualnie Polsce.

No ale do rzeczy. Już jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam zmienić orientację seksualną. Dlaczego? Dostaję więcej komplementów od kobiet i to znacznie młodszych ode mnie niż od mężczyzn. Nie pisałabym tego felietonu ale tym razem dwie młode kobiety postawiły mnie w osłupienie. Poczułam się niczym Rita Hayworth. Nie ukrywam, że było mi szalenie miło i trochę mnie zatkało, ale po ocknięciu się, podziękowaniu i wymienieniu ich walorów zaczęłam się zastanawiać.

Jeżeli podobam się kobietom, oczywiście jako osoba (bez podtekstów), to dlaczego nie odczuwam tego od mężczyzn. Owszem zdarza mi się czytać komplementy przesłane na facebooka, ale nie na żywo. Jak dobrze pamiętam, to zdarzyło mi się to ostatnio zeszłej zimy. Mężczyzna stanął przede mną i powiedział „kurcze ale ty jesteś piękna”. A teraz mamy już jesień. I nic, posucha.

Mało tego. Nawet nie odczuwam, aby spoglądali na mnie swoim łaskawym okiem. No chyba, że ci z którymi się przespałam.

Moje przyjaciółki uczyły mnie bardzo uporczywie swojego czasu, abym się uśmiechała.

„Wchodzi taka do knajpy z głową podniesioną i udaje, że nikogo nie widzi. A potem to , że żaden facet do niej nie chce zagaić”. Mówi jedna.

Inny cytat pochodzący z ust byłego kochanka „Wiesz, ty to masz dobrze wystarczy, że spojrzysz i każdy facet wie, że bez pały nie podchodź”. Swoją drogą ciekawe bez jakiej miał na myśli?

„Jakbyś tak trochę potrenowała przed lustrem” mówi moja koleżanka, „to by weszło tobie w krew uśmiechanie się”.

Zapewne mają rację. Nie tylko uroda onieśmiela ale i zbyt dumna siebie postawa. Chociaż ja nie wiem, czy chcę się zmieniać tylko dlatego aby być osaczaną i komplementowaną. Tym bardziej, że sama nie wiem tak do końca, czy jest to mój sposób bycia, czy może raczej forma obronna.

Odkąd pamiętam, jeszcze za nastolatkę, słyszałam tego typu zarzuty. Biedna, skromna, a głowę nosi jakby w pałacu urodzona. Ja pytam, dlaczego by nie? Nie wiem jak jest teraz, ale ponad 20 lat temu, modne było bycie niedostępną. Dla mnie przynajmniej. Tym bardziej, że miłością moich młodzieńczych lat był ten, co mógł mieć każdą, więc każdą, ale nie mnie – myślałam. Może to on i jego charakter ukształtował mój?

Ale przechodząc do meritum. Jeżeli moich dwóch mężczyzn nie bało się mnie i moja postawa była wręcz dla nich wyzwaniem, to czy nie jest racją, że i kolejny kandydat na stałego partnera się znajdzie? Jeśli dwie młode, naprawdę śliczne kobiety, miały odwagę mnie zaczepić to czy nie oznacza to, że warto być sobą?

Czy nie zbyt często przybieramy maski aby się przypodobać parterowi/partnerce oczekując w zamian miłości bezgranicznej? I czy tak w głębi duszy nie zdajemy sobie naprawdę sprawy, że za owo podporządkowanie przyjdzie nam kiedyś zapłacić?

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły