Odmienny stan umysłu – Bezimienni cz. 1. akt 4.

 

Jej miłość wywarła na mój umysł niezwykły wpływ. Dlatego jestem tak odmienny.

Bo ja, proszę pani, kiedyś nawet ministrantem byłem. A gdy miałem sześć lat, w sklepie chciałem pracować, w tym obok domu, żeby być blisko rodziny. Nie tak jak mój ojczym. Jego tylko w weekendy widywałem. A pierwszego ojca nigdy nie poznałem.

Wiele razy fantazjowałem na temat relacji z ojczymem. Pamiętam, że moja mama stała kiedyś przed drzwiami do sali w przedszkolu i płakała. Mówiła mi, że ze wzruszenia, bo tak pięknie namalowałem wszystko, co wspólnie z nim robiłem. Dziś jednak wiem, że to żal napędzał jej łzy. Ona wiedziała, że to niespełnione dziecięce marzenia. Czasami obwiniała siebie za ten związek.

Zanim ojczym mnie porzucił, zmieniłem zdanie na temat miejsca pracy. Zdążyłem zrozumieć, że można być blisko, nawet przebywając tysiące kilometrów od siebie. I można nienawidzić, chociaż śpi się w jednym łóżku. A pani? Czy pani kochała kogoś na odległość?

Nie pamiętam już, kiedy, jak to mówią ludzie, obraziłem się na Boga. Chociaż nie, nie gniewam się na niego. Ja po prostu uważam, że go nie ma. I nie z powodu licznych rozczarowań, jak myślą inni, lecz dlatego, że wierzę tylko w to, czego mogę dotknąć. A Boga przecież nie zobaczę, nie dotknę, nie porozmawiam z nim. A szkoda, bo gdyby istniał, powiedział bym mu tyle rzeczy! O tyle go zapytał! Jak mojego biologicznego ojca.

Jego też nie ma, proszę pani. Ani on, ani Bóg życia mi nie dali. Pierwszy oddech został mi dany tylko dlatego, że ona tak postanowiła, proszę pani. Bo w moim mniemaniu życie daje ten, kto decyduje się wychować dziecko, troszczyć o nie, siedzieć przy nim i czekać, aż wybudzi się po operacji.

Ona wiele razy musiała siedzieć. Była nawet wtedy, gdy bardzo tego nie chciała. A ja lubiłem te momenty, bo trzykroć czulej głaskała mnie wtedy po głowie.

Ludzie myślą, proszę pani, że mam niedobór witaminy M. O miłość im chodzi. Ale to nieprawda, proszę pani, ponieważ jestem kochany jak nikt inny na świecie. I od siedemnastu lat ona udowadnia mi to każdego dnia.

Jej słowa nigdy nie są puste, a jej miłość zmienia się z każdym dniem, staje bardziej dojrzała, a może raczej – dopasowana do mojego wieku. Mądra i rozsądna. I chociaż czasami wścieka się na mnie, to wiem, proszę pani, że kocha mnie najbardziej na świecie. I wprawdzie tej miłości nie mogę dotknąć, ale czuję ją przez skórę. Dotyka moich wnętrzności i wnika w każdą szczelinę między komórkami. Zauważam ją w jej oczach. Żeby pani widziała jej oczy, gdy mówię, że kocham ją jeszcze bardziej niż ona mnie! I chociaż mi przytakuje, i chociaż mówi, że mam ku temu powody, z jej twarzy wyczytuję coś zupełnie innego.

Bo ona, proszę pani, wie, że kocha mnie i za siebie, i za dwóch ojców, a ja kocham ją tylko za siebie.

Wioletta K.

Z dedykacją dla mojego syna <3

Polecane artykuły