Od nienawiści do miłości – życzenia noworoczne

W nowym roku standardowo słyszymy: „…i życzę Ci dużo miłości”.

Zaczęłam zastanawiać się nad potęgą tej emocji, jej źródłem i wymiarem. Miłość wydaje się wszechobecna i może przyjmować zróżnicowane formy oraz rodzaje: romantyczna, ojcowska, erotyczna czy braterska – każda jest przez nas pożądana. Pragniemy kochać i być kochani. To niesamowity dar, ale czy na pewno rozdawany lekką ręką? Czy rzeczywiście ludzie potrafią nim obdarowywać? A może chcą tylko brać?

Wydaje mi się, że ta piękna wersja miłości jest czymś unikalnym, mało popularnym, wręcz rarytasem, a jej dotychczasowa wszechobecność zanika na rzecz zazdrości, złości i nienawiści.

Kiedyś usłyszałam od Tomka, mojego kolegi, że zbytnio pochłania nas praca, że żyjemy w ciągłym stresie, strachu i że w takim świecie miłość będzie zanikać coraz bardziej, a ludzie przebudzą się dopiero, gdy jej zabraknie.

Czy świat bez miłości jest możliwy? Czy bylibyśmy w stanie przestać kochać swoje dzieci, swoich rodziców, mężów, kochanków czy swojego zwierzaka? Zaczęłam zastanawiać się, jak zaradzić brakowi miłości? Tyle mądrych książek napisano o miłości, tyle wzruszającej poezji powstało, tyle jest zakochanych par, tyle uczuć przy szpitalnych łóżkach, przed ołtarzami i tyle deklaracji…! Jak smutny stałby się świat, jak szare przybrałby barwy!

Czego więc mogą uczyć trener rozwoju, matka czy przyjaciółka, wiedząc, że jeszcze nie jest za późno?

Po dłuższym namyśle doszłam do przekonania, że musimy uczyć się poskramiać nienawiść. Łatwo powiedzieć: „kochaj innych, okazuj im szacunek, darz pozytywnymi uczuciami”, jak jednak ma tego dokonać człowiek, którego serce jest przepełnione goryczą, a frustracja nie pozwala normalnie funkcjonować?

Jesteś sam/a; co odpowiesz na pytanie: „Kogo nienawidzisz?”.

Większość osób, które zapytałam bezpośrednio, odpowiedziała: „No coś ty! Ja nikogo nie nienawidzę”. Jedynie Katarzyna miała odwagę przyznać: „Mojej matki! Zostawiła mnie, gdy miałam 10 lat” – po tym butnym wyznaniu zapadła cisza. Kasia rozpłakała się. „To wszystko przez nią; przez nią moje małżeństwo się rozpada; przez nią nie mam kontaktu ze swoją córką. To jej wina, że nie mogę zagrzać na dłużej miejsca w jednej pracy”.

Długo rozmawiałyśmy o poczuciu krzywdy, o poczuciu winy i braku zaufania oraz o tym, jak wiele energii poświęciła przez ostatnie 35 lat, aby tę najbardziej destrukcyjną emocję zakorzenić w sobie i aby ją pielęgnować, a nawet podsycać jej żar.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i ołówek, a najlepiej pudełko kredek. Wyobraź sobie, że na stole przed tobą stoją dwie wspaniałe, porcelanowe wazy; wyobraź sobie coś pięknego, co chciałabyś zatrzymać przy sobie. Jeśli już zobaczysz te przedmioty, nabierz w płuca dużo powietrza i z całą siłą dmuchnij w kierunku jednego z nich z pełną nienawiścią.

Zobacz ten obraz. Co się zadziało? Jak wygląda waza? Co się z nią stało?

A teraz chwyć za kredki i namaluj postać, która całą sobą nienawidzi, zwracając uwagę na mimikę twarzy, oczy, czoło oraz postawę. Dobierz odpowiednie kolory. Namaluj także serce osoby, która nienawidzi.

Postać na obrazie Katarzyny przypominała demona. Po skończeniu pracy sama wystraszyła się tego, co stworzyła, ale nie tylko; poczuła się również zmęczona. Patrzyłyśmy na kartkę w milczeniu. Nie powiedziałam nic, poprosiłam ją tylko o wykonanie drugiej części ćwiczenia.

Ponownie zamknij oczy. Policz od 10 do 0, aby się rozluźnić. Weź kilka głębokich oddechów. Na koniec nabierz powietrze w płuca i dmuchnij z miłością w kierunku drugiej wazy. Zobacz, jak się przesuwa, i w którym miejscu się zatrzyma (a może spadnie?). Po zakończeniu procesu otwórz oczy i narysuj postać, która wybacza i która potrafi kochać zarówno siebie, jak i innych. Tak jak wcześniej – zwróć uwagę na szczegóły i koniecznie namaluj również serce.

Gdy w tej części ćwiczenia Kasia zamknęła oczy i zaczęła dmuchać, po chwili bezwiednie wyciągnęła ręce do przodu. Po skończonym ćwiczeniu zapytałam, dlaczego to zrobiła. Odpowiedziała, że chciała chronić to, co kocha; bała się, że waza zleci ze stołu. „Ale wiesz – powiedziała – zatrzymała się na samej krawędzi. Teraz jestem spokojna”.

Roztrzaskanie pierwszej wazy wymagało od Kasi włożenia mnóstwa energii, podobnie jak malowanie pierwszego autoportretu. To dlatego poczuła się zmęczona.

Ludzie, którzy nienawidzą, największą krzywdę wyrządzają samym sobie. To ich samych niszy ta emocja, zżerając od środka i nie pozwalając cieszyć się życiem; często nawet nie zdają sobie sprawy z konsekwencji podtrzymywania w sobie nienawiści.

Kasia już wie, że to nie matka jest winna rozpadu jej małżeństwa i innych niepowodzeń, lecz ona sama. Owszem, odejście matki zaważyło na życiu wówczas dziesięcioletniej dziewczynki, ponieważ przez kolejne 10 lat Kasia słyszała: „Biedulko, jak ty sobie bez matki poradzisz? Jak ta podła kobieta mogła ci to zrobić?”. Żyła w przekonaniu, że jest gorsza, nic nie warta i samotna; że skoro własna matka ją zostawiła, to jak mógłby pokochać ją ktoś inny – mąż czy córka? Nie było nikogo, kto powiedziałby jej: „To nie twoja wina. Ty jesteś piękną i mądrą dziewczynką, wartościową i wspaniałą młodą osóbką, którą czeka cudowne życie. Spójrz, Kasiu, my cię kochamy i ty możesz kochać nas. Możesz zrealizować każde swoje marzenia. Masz prawo do szczęścia”. Nie było nikogo, kto by ją wspierał.

Teraz Kasię czeka nie lada wyzwanie, ale jestem pewna, że dokona w swoim życiu całkowitej rewolucji. Poczuła miłość, gdy z dużą delikatnością dmuchała w kierunku wspaniałej wazy; poczuła, że ta piękna emocja jest w niej, że może wydobywać ją na zewnątrz, kiedy tylko chce. Gdy zapytałam, co widziała, dmuchając z miłością w kierunku wazy, odpowiedziała: „Zobaczyłam moich bliskich, męża i córkę. Chcę okazywać im taką delikatność i ciepło, chcę ich chronić, kochać i nauczyć się przyjmować miłość, którą mnie obdarowują”.

Cdn.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły