Niemoralny związek – część 2.

Oceń stronę/wpis

Splatając ręce na piersi zmieniała grymasy twarzy, jakby to one miały mi opowiedzieć kolejną historię. – Jakież one biedne – powiedziała dość dosadnym i sarkastycznym tonem. I nagle nachylając się nade mną, prawie szepcząc mi do ucha, dodała: – A jakie przebiegłe… – Prostując sylwetkę, mówiła jak opętana nową ideą. Jej głos zmieniał barwę i ton, czułam, jakby zgiełk namiętnie prowadzonych sporów miał zaraz rozsadzić mi mózg. Mówiła szybko, zwalniając tylko, aby podkreślić sarkazm wypowiedzi.

Moje myśli goniły za jej dosadnymi słowami. Nie nadążałam obsadzać siebie w żadnej z ról, z nikim nie mogłam się utożsamić: ani z żoną mającą dość zbliżeń intymnych, ani z kochanką wściekłą na żony, które przywiązują do siebie mężów jedynie poczuciem obowiązku. „Takie nieszczęśliwe, takie rozdrażnione, takie porzucone w swoim braku potrzeby fizycznej miłości” – zdanie to utkwiło mi w głowie jak drzazga w oku. Potem mówiła dalej, chyba tylko po to, aby dobić mnie kolejną myślą sfrustrowanej kobiety. „I ta zatroskana o siebie wierność ich mężów, którzy bez takich samotnych kobiet jak ja fortunę wydaliby na prostytutki lub w gabinetach psychologów, niektórzy to nawet woleliby umrzeć niż do końca małżeństwa, przez utkaną misternie fanaberię żony, nie uprawiać seksu. Żeby nie my, kochanki, ilu to ludzi miałoby pracę…!”.

Kiedy wykrzyczała te słowa, jej twarz złagodniała. Opuściła ramiona, lekko zgarbiona osunęła się na kanapę. Zakryła twarz i wydusiła z siebie:

– Jestem zmęczona, jestem cholernie zmęczona.

– Co najbardziej cię męczy? – zapytałam odruchowo.

Trochę trwało, zanim odkryła twarz i odpowiedziała.

– Samotność, ale najbardziej zmęczona jestem wyborami niewłaściwych mężczyzn i udowadnianiem im, że warto ze mną być.

Kiedy wracałam do domu, analizowałam każde jej słowo na temat wygodnych żon i wygodnych mężów. Musiałam jej przyznać rację, że faceci pozbawieni przez żony seksu rzadko trafiają na kozetki. I miała rację, dodając: „to my, kochanki, płacimy, aby móc z kimś o swojej wściekłości pogadać”. Myślę, że nie dawał jej spokoju kac moralny, tak dużo czasu poświęciła kobietom takim jak ja. Żonie tego przez nią wymarzonego.

Próbowałam policzyć, ile razy przez ostanie pół roku kochałam się ze swoim mężem. Nie wiem, nie pamiętam. Czy mam zaniki pamięci? Czy rzeczywiście bywają długie tygodnie od namiętnego pocałunku do pocałunku? A może było zbliżenie, tylko to było tak mało istotne, że dziś o tym nie pamiętam.

„Wie pani, że kochanek zawsze wie, ile czasu minęło od ostatniego spotkania? Czy pani mogłaby o takie rzeczy podejrzewać faceta, że liczy, że pamięta, że przeżywa to, jak było, gdzie było i w jakiej pozycji?”.

Nie wiedziałam, skąd miałabym niby to wiedzieć. Pewnie zrobiłam tylko głupią minę, gdy zapytała, ponieważ odbierając mi pole do popisu, dumnie odpowiedziała: „zawsze wiedzą, nawet po wielu miesiącach pamiętają, kiedy się dowiedzieli, że stół kuchenny nie służy tylko do jedzenia. A wie pani, jak ego męża krzyczy, gdy dowiaduje się, że libido żony spadło do zera?!”. Tego też nie wiedziałam, ale na szczęście, bo moje jeszcze dyszy. „I co robią te żony, co robią!? Nic, proszę pani nie robią. Są jak Kleopatry szczytujące, taką mają władzę! Wymyślają, jak faceta usadzić, i nakładają embargo nawet na samozaspokojenie się, ba, nawet na podniecenie!

Nie daj Gott, aby któremuś rano oficjalnie stanął lub drgnął na widok innej albo chociażby na miłosnej scenie filmowej. O nie! To również zabronione. I co śmieszniejsze, mnie się wydaje, że oni to robią, ukrywają się ze swoimi namiętnościami, żeby tylko żony nie urazić. Aby jej nie było przykro. No oczywiście mogą sobie na taki wysiłek pozwolić, wstać rano przed żoną, aby wzwodu nie widziała, iść po piwo do kuchni, gdy erotyczna scena w telewizji, o – to mogą, a wie pani dlaczego? Dokładnie! Bo zaraz sobie u superperfekcyjnie oddanej, kochającej jego libido kochanki odbiją. Jak mnie to wkurza, że za uczucia żony czują się odpowiedzialni, ale uczucia kochanki są im już obojętne. Tak, najlepsze kochanki to te, którym się nie opłaca czynszu ani nie bierze żadnej odpowiedzialności za ich życie. Takie kochanki mają zawsze wzięcie”.

Jakie to wszystko pogmatwane. My przeklinamy kochanki, a one nas. A faceci? No cóż, oni nie analizują jak kobiety, oni działają. Zaspokajają swoje potrzeby, a kobiety? Kobiety szukają winnych. Hm – zaśmiałam się pod nosem – no miała rację, mówiąc, że w chwili gdy mężczyzna ma przewlekły brak ochoty na seks, kobieta od razu oskarża go o zdradę – jeśli nie oficjalnie, to chociażby w skrytości. Na chwilę zatrzymałam się przy jej zwierzeniu: „miałam męża, który przejawiał coraz rzadszą ochotę na seks ze mną. Wszystkie moje koleżanki podejrzewały go o zdradę, tylko nie ja. Nie wiem, czy to moje przerośnięte ego krzyczące: «gdzie on by lepszą znalazł», czy wewnętrzne poczucie wartości mną kierowało. Ja spałam spokojnie”.

Ona wie, że większość zdradzanych żon też wierzy w wierność męża, że inni tak, ale nie jej Jarek, Alek czy Marianek. Ale ona, ona miała siłę w chwili, w której nie czuła się już ani kochana, ani pożądana, by rozbić kryształowy pałac. Odeszła, licząc, że odnajdzie miłość, która będzie trwać wiecznie. Teraz mierzy wszystkie związki swoją miarą. Teraz facet, który proponuje jej rolę kochanki, sprawia jej ból, szczególnie ten, o którym myśli, że mógłby dać jej szczęście – i nawzajem. Teraz też odeszła.

Kiedy dotarłam do domu, cieszyłam się, że mogę trochę pobyć sama. Chciałam wyciszyć toczące się w mojej głowie spory na temat relacji małżeńskich. Wybudzona z elegancko ułożonego schematu zachowań pomiędzy mną a mężem chciałam przyjrzeć się korzeniom, które wraz z nim zapuściliśmy w naszym związku. Czy są zdrowe? Czy może nadgryzł je czas, wypełniony zabieganiem o wszystko, tylko nie o siebie? Może przegniły z nadmiaru rutyny, która stając się trucizną, odbiera to, co w relacji najważniejsze – fascynację drugą osobą. Kiedy znika fascynacja, nie ma pragnienia, gaśnie namiętność, wzrasta obojętność. Czy mój mąż dostrzega we mnie kobietę, czy widzi tylko żonę? Czy poprzez swoje zachowania daję mu do zrozumienia, że jest dla mnie tak samo męski i atrakcyjny jak ćwierć wieku temu, a może tylko tak mi się wydaje? Czy notorycznie odmawiając mu seksu, postępuję egoistycznie?

Luiza, wychodząc z gabinetu, spojrzała na mnie tak, jakby chciała mi udzielić najważniejszej życiowej lekcji i z powagą rysującą się na jej twarzy powiedziała:

– Kochanki dają powód, aby wracał. Żony dają powody lub nie, aby został. Zbyt często te kobiety zamieniają się rolami.

Kliknij w poniższe zdjęcie i czytaj część 1.

opowiadania

Wioletta Klinicka

Zapraszam Cię w kolejną podróż, ponieważ emocje są najpiękniejszą nutą brzmiącą w teraźniejszości.

opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły