Nie poszłam z nim do łóżka! – Stracona okazja czy dobra decyzja?

Czasami Robert zachowuje się tak, jakby nie przekroczył dwudziestki, a przecież wczoraj świętowaliśmy jego pięćdziesiąte trzecie urodziny.

Najpierw był bal, taki jak w czasach, gdy na parkiecie królował walc, bo Robert bardzo lubi te klimaty. Nie powiem, że ja nie, ale wciąż nie pozwalam mu się prowadzić i depczę jego stopy. Odmówiłam, kiedy poprosił mnie o kolejny taniec. Stwierdził, że jutro będę tego żałować, podobnie jak tego, że nie zapisałam się na kurs tańca towarzyskiego (zapisałam się, ale pojechałam tylko raz, bo uznałam, że pokonywanie pięćdziesięciu kilometrów dla walca nie ma sensu).

Tuż przed położeniem się spać kręciło mi się w głowie. Stałam się zbyt nostalgiczna i odrobinę zaczęłam tęsknić za życiem w parze. Nie zdarza mi się to zbyt często, ale dziś napatrzyłam się na swoich znajomych i na Roberta w objęciach nowej partnerki do tego stopnia, że zaczęłam żałować, ale nie tańca z Robertem; raczej tego, że nie pozwoliłam, by uwiódł mnie facet w niebieskiej koszuli. A koszula leżała naprawdę dobrze na jego idealnie wyrzeźbionym torsie. I te pośladki…! Zanurzyłam się w swoim żalu i zasnęłam.

W nocy śniła mi się niewykorzystana okazja. „Mogłam to zrobić” – myślałam, myjąc zęby. „Mogłam to zrobić” – myślałam, zaparzając drugą kawę. Gdy udało mi się uruchomić stary adapter, tańcząc, zaczęłam sobie wyobrażać, jak mogło być cudownie. I gdy tak poruszałam biodrami, niemal wierząc, że on czuje ich kołysanie, zadzwonił telefon.

– No i jak czuje się moja uciekinierka? – zabrzmiał ochrypnięty głos Roberta. – Co u ciebie tak głośno? – dodał.

– Przedłużyłam sobie twoją imprezę urodzinową – odpowiedziałam.

– Trzeba było nie znikać jak kopciuszek, to dziś nie musiałabyś tańczyć sama.

– Przecież mnie znasz. Poza tym nie potrzebowałeś mnie tak bardzo jak rok temu.

– Ale chciałem, aby moja przyjaciółka informowała mnie o swoich planach.

– Wiem, wybacz – przyznałam się do błędu w ramach dodatkowego prezentu dla Roberta.

– No nic, możesz tylko żałować. Nie obraziłem się, i, oczywiście, masz dziś czas na obiad?

– Tradycja musi być podtrzymana. W końcu tylko ze mną  możesz po obgadywać swoich gości.

– No coś ty! Ja tylko wyrażam swoją opinię – zaśmiał się Robert. – A zapomniałbym, coś dla ciebie mam, ale dostaniesz dopiero, gdy się spotkamy – dodał.

– Powiedz chociaż, co to jest.

– Narkaaaa! O trzeciej u Luisa.

– OK, narka. – Wiedziałam, że i tak nic z niego nie wydobędę. Może dobrze, bo gdyby mi powiedział, nie byłoby niespodzianki i mogłabym żałować.

Do obiadu zostało trochę czasu. Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z tym żałowaniem. Czy gdybym spędziła tę noc z przystojniakiem, byłabym dziś odrobinę bardziej zadowolona i szczęśliwa? A może jednak rozczarowana?

Jak to jest, gdy mówimy „Nie” w odpowiedzi na nadarzającą się okazję? Jakie myśli ci towarzyszą, gdy nie można cofnąć słowa ani zmienić decyzji?

Chociaż stworzyłam warsztat na temat sztuki podejmowania trafnych decyzji, który znajdziesz na mojej stronie https://www.oklinicka.com/blank-1 naszpikowany teoriami naukowymi i ćwiczeniami do natychmiastowego wykorzystania, jedno pytanie nie opuszczało mojego umysłu zaprzątniętego niedoszłym do skutku seksem.

Kiedy i dlaczego żałujemy swoich decyzji?

Otworzyłam kilka mądrych podręczników i natknęłam się na informacje, z których wynika, że częściej żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, a nie złych decyzji. Hmm, zapewne dlatego ukuło się przysłowie, że „lepiej żałować, że się zrobiło, niż żałować, że się nie zrobiło”.

Też tak miewasz? Czy w sytuacji, gdy powiedziałeś „Nie”, żal utrzymywał się dłużej, niż w sytuacji, gdy powiedziałeś „Tak” i historia okazała się niewypałem?

Jeśli tak jak ja odpowiedziałeś: „Zgadza się, nie mogę przestać myśleć o tym, co by było, gdyby…”, zapewne zgodzisz się, że gdy coś zrobimy i żałujemy tego,  żal jest faktycznie intensywny, ale trwa krótko, natomiast w odwrotnym przypadku bywa mniej intensywny, lecz jest długotrwały.

Dziś ponad pięć godzin rozpamiętywałam wieczorny ból głowy. A przecież doskonale wiem, że gdybym pozwoliła wejść we mnie temu w idealnie odprasowanej koszuli, mogłabym zrezygnować z proszków przeciwbólowych. No cóż, pozostała mi jedynie wyobraźnia i intensywny, ciepły prysznic.

Po prysznicu odrobinę uspokojona ubrałam się i znowu musiałam przyznać rację wynikom badań: gdy mówimy „Nie”, gdy nasza decyzja brzmi „Nie”, po pewnym czasie włącza się fantazjowanie. Sielankowe obrazy przepływają przez naszą głowę: jak mogłoby być cudownie, jak rano zrobiłby mi kawę, jak czytalibyśmy wspólnie lokalną gazetę, śmiejąc się przy tym i krusząc francuskie rogaliki. Gdybamy.

Jakie jest twoje gdybanie w przypadku, gdy powiedziałeś „Nie” okazji?

Jeśli masz tak jak ja tamtego dnia, zastanów się, czy aby na pewno coś cię ominęło? A może coś zostało ci oszczędzone? Co by się stało, gdybyś zaczął karmić się innymi scenariuszami?

Jak ja bym się poczuła, gdybym zobaczyła w swoim umyśle inny obraz – faceta na jedną noc? Może nie nosi markowych bokserek? Może w bokserkach nie ma niczego o odpowiedniej długości? Może ślini się potwornie podczas pocałunku? A może poci niemiłosiernie, a ja przecież tego nie znoszę? Czy wówczas miałabym ochotę na intensywny, ciepły prysznic?

Czy potrafisz kierować swoją wyobraźnią? Bo czasami warto. Szczególnie wówczas, gdy stoisz przed ważnym wyborem. Może moja decyzja nie była ważna z twojego punktu widzenia, ale z decyzjami różnie bywa; czasami tylko nam się wydaje, że nie będzie miało znaczenia, co powiemy, albo po prostu mówimy „Tak”, nie chcąc później żałować, że nie wiemy, jak to jest.

– No jesteś! – krzyknął mi Robert, gdy od jego stolika dzielił mnie jeszcze cały taras.

– Jestem, musiałam skończyć artykuł.

– O czym pisałaś?

– Nie zagaduj mnie, tylko mów, co dla mnie masz.

Z tylnej kieszeni spodni Robert wyjął swój portfel. Rozkładał go całą wieczność, następnie podał mi skrawek serwetki, którymi jego partnerka ozdobiła stoliki na balu. Robert nie cierpi papierowych serwetek, ale czego nie robi się z miłości.

Rozłożyłam ją i uśmiechnęłam się tak, jakbym właśnie miała uwieść faceta w niebieskiej koszuli, tymczasem to on uwiódł mnie swoim numerem telefonu.

– Wiesz – przerwał Robert moje wyobrażenie – dobrze, że wczoraj z nim nie poszłaś, bo on zazwyczaj nie dostaje kosza od kobiet. I z tego, co wiem, nie zostawia im przy łóżku ani kwiatów, ani moich urodzinowych serwetek.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

 

Emocje są nieodłącznym elementem naszego istnienia. Pasja rodzi najbardziej pożądane emocje. Tak, jak moment gdy czujemy się zakochani. Z miłości i pasji powstała moja książka, która (jak wynika z recenzji dostępnych na stronie www.miloscodmienianaprzezprzypadki.pl ) budzi najgłębiej skrywane ale  pożądane uczucia.

Kup teraz taniej w przedsprzedaży.

Kliknij tu; Miłość odmieniana przez przypadki

Polecane artykuły