Na ostatni dzwonek…

Jak byłam bardzo młodą osobą – bo młodą jestem wciąż :), wszędzie się spóźniałam. Wszystko robiłam na ostatnią chwilę a na dworcu pojawiałam się na minutę przed gwizdkiem. Nie doceniałam, co to oznacza być na czas, co z tego, że ktoś poczeka 5 minut dłużej.

I nagle dojrzałam.

Zapewne, dlatego, że stałam się mamą i moje priorytety bardzo się zmieniły. Zmieniły się do takiego stopnia, że pewne sprawy nawet zaczęły mi przeszkadzać.

Tak jest za spóźnianiem się. Po prostu nie znoszę, gdy ktoś każe na siebie czekać. To jeszcze było by do przełknięcia, gdyby nie fakt, że jeszcze parę miesięcy temu takie sytuacje miały swój wymiar emocjonalny. Byłam zirytowana, uznawałam spóźnienie za brak szacunku a nawet popadałam w złość. Często dzwoniłam wyrażając swoje emocje i zniecierpliwienie, czyli krótko mówiąc oburzona wyjeżdżałam z pretensjami.

I któregoś dnia wszystko się zmieniło.

Przeczytałam gdzieś – już nie pamiętam gdzie, że kieruję się w takim wypadku NIEWYSZKOLONYM UMYSŁEM.

Jak to ja?!

Ja mam niewyszkolony umysł – myślę sobie. A co mam go zacząć tresować? Jak się wszędzie spóźniałam było źle, teraz jak się nie spóźniam to też źle?

Nic z tego nie rozumiałam. Zaczęłam, więc zagłębiać się w temat. Wszystkie reakcje, które mną władały w chwili, gdy ktoś się spóźniałam, były naturalnymi reakcjami, ale błędnie interpretowałam sytuację – no, bo poddawałam się negatywnym emocjom i myślom. Które jak się okazało krzywdziły tylko mnie samą.

Przyjmowałam je i jeszcze bardziej się nakręcałam. Ktoś się spóźniał – pojawiało się we mnie uczucie, spostrzeżenie i świadomość, że tego kogoś niema – ale zawiłe, to krócej…kiedy wchodzą emocje natychmiast przyporządkowujemy uczucia i klasyfikujemy – czy ja tą osobę lubię, czy nie, mam do niej nastawienie pozytywne, czy negatywne. To znaczy zachowujemy się tak i interpretujemy cudze spóźnialstwo w zależności od tego jak postrzegamy tą osobę. Ufff.

Teraz coś o umyśle wyszkolonym. Od tamtej pory zaczęłam w pierwszej kolejności zastanawiać się, dlaczego dana osoba się spóźnia. Może mój ukochany chciał mi kupić kwiaty i zboczył z trasy, a teraz utknął w korku? Może osoba, która się spóźnia ma biegunkę i strasznie cierpi a ja jeszcze podsycam jej ból, może…a jeśli ktoś po prostu jest arogancki to ja Wioletta o szkolącym się wciąż umyśle, poczekam aż ta osoba pojawi się a kolejno porozmawiam z nią sobie w cztery oczy. Albo po prostu poproszę, aby tego nie robiła, jeśli nie ma ku temu ważnych powodów.

Czy nie jest to prostszy i przyjemniejszy sposób rozwiązywania wszelkich problemów? Rozmawiać, wyjaśniać i nie oceniać sytuacji za nim nie poznamy faktów.

Bo najważniejsze, aby nauczyć się widzieć rzeczywistość taką jaka ona jest a nie taką jaką sobie wyobrażamy.

Nie podsycać czarnych scenariuszy i nie chodzić cały dzień w różowych okularach. Patrzeć na sytuacje uważnie, realistycznie.

Pozdrawiam, Wioletta

Polecane artykuły