Mówisz o wolności i sprawiasz mi ból

Chyba szlak mnie trafi, jak jeszcze raz usłyszę, że o wolności.

Co oznacza, to słowo? Dziś, już tak naprawdę, chyba nikt nie wie. Nadużywany slogan przez właśnie rozpadające się pary. Dla osób, który wyrwały się z toksycznych związków, dla niedojrzałych partnerów.

Kilka tatuaży, ciągle pełne szkło, coraz to nowe panienki w łóżku. Zgubione kilogramy, nowe ciuchy w szafie, częstsze wizyty u kosmetyczek. Z namiętnością rozwijane pasje, udane wakacje i samotne noce.

Tak kończy się sen o wolności.

A ja widziałam kilka dni temu bezdomnego. Pchał swój wózek i uśmiechał się. W ciasnym przejściu ustąpił mi miejsca. Popatrzyłam na niego i przyszło mi do głowy; czy ten człowiek jest wolny z wyboru, czy z przymusu? O ile to była jego decyzja, to takiego człowieka właśnie, uważam za wolnego.

Bo jak tu mówić o wolności, gdy codziennie rano, wstaje wolny człowiek do pracy. Czas wolny, to wyznaczony mu urlop. Jak mogłabym, ja dla przykładu, mówić o wolności, skoro wczoraj trzy razy odlatywałam, tak mi się chciało spać, a tu; nie mogłam, bo jeszcze podopieczni mnie potrzebowali. O jakiej wolności mówi człowiek, który zobowiązany jest do płacenia rachunków i codziennie wieczorem musi wypalić joint. O jakiej wolności; skoro mamy zobowiązania wobec dzieci, rodziców. Nałogi i uzależnienia.

Osobiście nie znam żadnego wolnego człowieka, za to kilku takich, którzy za nich, w chwili obecnej, się uważają. Słowo wolny powinno wypaść, w naszym współczesnym świecie, z obiegu. Bo czym jest pragnienie wolności niewolnika, zakładnika, jeńca, co mają powiedzieć ci, który pamiętają komunizm. Jak to porównać z pragnieniem mężczyzny, który uważa się za wolnego, gdyż nie musi nikomu mówić; gdzie idzie i o której wróci? Dziś nie musi, bo dziś nie chce.

Kiedy przestajemy śnić o wolności? A no wtedy, gdy wszyscy rozchodzą się do swoich mężów, żon. Gdy w niedzielę nikt nie ma czasu dla wolnego człowieka, kiedy przestają zapraszać cię na sylwestra i urodziny. Kiedy wolny człowiek stoi gdzieś z boku i patrzy jak tym innym dobrze. I myśli sobie; jest jak jest, ale mają siebie.

Tak pusto, gdy jesteś wolnym człowiekiem, a przy tym dla przykładu chorym. Dzieci rozjechały się po świecie, a ty zapłacisz opiekunce by ci leki i wodę podała. A co gdy samotnie będziesz zamykał oczy; przestraszysz się, że nikt nie zapuka. Okaże się wtedy, iż nigdy nie byłeś wolnym człowiekiem, a jedynie odizolowanym od rzeczywistości, od uczuć innych ludzi. I staniesz przed schroniskiem, bo może pustkę wypełni mały kundelek, który nic nie będzie od ciebie wymagał.

A gdy i to nie wystarczy, aby zagłuszyć rzeczywistości, co zrobisz wolny człowieku; pomyślisz, że byłeś tchórzem, bo bałeś się zacząć jeszcze raz?

Dobrze, gdy przebudzisz się w porę, kiedy pojawi się na twojej drodze ktoś, przy kim, sen o wolności wyda się idiotyzmem. Ta ze snu, ten wymarzony. Bywa jednak i tak, że opuszczamy zwykłych, przeciętnych, kiedyś nam bliskich ludzi, nic szczególnego w nich już nie dostrzegamy, ten taki, ta owaka, mi samemu będzie najlepiej! A na ich miejsce nie zjawia się już nikt.

I jesteś wolny; człowieku…

Pozdrawiam, Wioletta

Polecane artykuły