Mój sposób na na znalezienie partnera marzeń

Może się wydawać, że to śmieszne, że to totalna bzdura i że szkoda czasu. Niektórzy boją się rozczarować, dlatego nawet nie próbują. Ale chociaż mój syn się ze mnie śmieje, ja wierzę, że mój wymarzony facet będzie właśnie taki, jakim go sobie wyobraziłam.

Przez dwa lata próbowałam sprzedać działkę, mimo to odczuwałam okropny lęk, że nie uda mi się tego zrobić. Szukałam kupca i w realu, i w sieci; czasami wydawało mi się, że finalizacja jest blisko, jednak do transakcji nie dochodziło.

Pewnego letniego dnia pojechałam zobaczyć swoją działkę. Gdy stanęłam na środku i rozejrzałam się dokoła – wprost zaniemówiłam. Pierwszy raz dostrzegłam jej piękno. Cisza i delikatny szum jeziora kołysały moją duszę. Z wrażenia usiadłam i – patrząc w błękitne niebo – zrozumiałam, dlaczego nie mogę jej sprzedać.

Uświadomiłam sobie, że dotychczas nie zależało mi na tej ziemi; zależało mi tylko na spłaceniu kredytu. Nie miało dla mnie znaczenia, kto ją kupi, byle tylko kupił, byle moje kłopoty się skończyły. To był błąd. Bardzo duży błąd! Tamten dzień zmienił moje myślenie i podejście do marzeń. Zrozumiałam, że wszystko ma swój czas i swoje miejsce, a moja działka zasługuje na właściciela, który tak, jak ja, dostrzeże jej piękno.

No ale co ma wspólnego mój wymarzony mężczyzna z moim kawałkiem ziemi?

Od tamtego dnia zaczęłam wyobrażać sobie ludzi, którzy kupią tę działkę. Wyobrażałam sobie codziennie, jak będą się zachowywać, jakie emocje w nich wywoła, jak będą uśmiechać się na jej widok i jak poczują się szczęśliwi, mogąc właśnie w tym miejscu wybudować swój dom. Wyobrażałabym sobie ich plany,

ekscytację w głosie i podniecenie podczas transakcji. Widziałam ich stojących pośrodku działki i przytulających się.

Gdy usłyszałam ten głos w słuchawce, wiedziałam, że jest to rodzina godna zamieszkania na mojej ziemi. Sześćdziesiąt dni. Niecałe sześćdziesiąt dni wizualizacji i działka znalazła swojego nowego, wymarzonego przeze mnie właściciela, w dodatku zakochanego w tym miejscu.

To przekonało mnie, że zawsze warto podejmować wysiłek. Po raz kolejny nauczyłam się, że wizualizacja działa; że to, co potrafię sobie wyobrazić, potrafię również osiągnąć.

Czasami wystarczy dać się ponieść swojej wyobraźni, rozbudzić fantazję i emocje i pozwolić płynąć obrazom.

Czy myślisz, że ty również mogłabyś? Czy umiałabyś stworzyć w swojej głowie obraz wymarzonego faceta?

Sposób na …

Spróbuj! Zamknij oczy i pomyśl, jak miałby wyglądać. Jest wysoki czy niski? Jaką ma budowę ciała? Potrzebujesz partnera czy przyjaciela? Seksownego czy wysportowanego?

Gdy będziesz wiedziała, jak wygląda twój idealny mężczyzna, pomyśl, jak ma się ubierać, co lubi jeść, co pije do obiadu, czym się zachwyca i jak traktuje ciebie. Jakie ma hobby, jaką ma pracę, w jakie miejsca razem chodzicie, czy posiadacie wspólne zainteresowania itd.

Czy wiesz, że wiele kobiet nie jest w stanie dostatecznie wyciszyć się i dać ponieść takim wyobrażeniom? Jak myślisz, dlaczego?

Jedną z przyczyn jest życie w przeszłości. Gdy tylko podejmują próbę wyobrażenia sobie nowego partnera, nasuwa im się obraz byłego; starej miłości, która często niszczy od środka.

Jeśli takie podejście cię blokuje, polecam ci mój bezpłatny poradnik „Od Przeszłości do Teraźniejszości”, który odnajdziesz na mojej stronie.

Druga kwestia to brak wiary w siebie, brakpewnościsiebie.Porzucone kobiety

zapominają nie tylko o tym, że są piękne, mądre oraz inteligentne; zapominają także o tym, że mają w sobie potencjał, siłę i moc do działania. Wierzę, że w każdym momencie życia można odkrywać siebie na nowo.

Kolejny aspekt to dystans. Wiele kobiet zadaje pytanie: „Po co próbować czegoś, do czego nauka odnosi się sceptycznie?”. Ripostuję: „A co masz do stracenia?”. Spójrz na to z drugiej strony i zauważ, że wizualizacja jest jak równanie matematyczne:

obraz + myśl + emocja + wiara = nowe spojrzenie na rzeczywistość

Wiem, że możesz się bać. Ja też się boję, ale stworzyłam obraz wymarzonego mężczyzny i wierzę, że nasze drogi się połączą. Może nie będzie idealnym odzwierciedleniem moich wyobrażeń, ale dzięki wizualizacji wiem, czego oczekuję, i nie marnuję czasu na gdybanie: „A może ten?”, „A może taki?”. Wiem, kogo chcę; wiem, czego chcę i – wykorzystując metodę wizualizacji –

jestem o krok bliżej niż wiele innych kobiet.

O wizualizacji pisałam niejednokrotnie na moim blogu; wciąż uważam, że jest zbyt rzadko używanym narzędziem, może dlatego, że wymaga konsekwencji – dane zdarzenie należy wizualizować przynajmniej raz dziennie. Kwestią indywidualną jest okres, przez jaki należy ją przeprowadzać – ja dostrzegłam trzy etapy.

Etap pierwszy – dopełnić obraz.

Czasami nie jest łatwo zobaczyć od razu pełen obraz. Mojego faceta wyobrażałam sobie przez ponad dwa tygodnie. Na początku widziałam tylko nogi zmierzające w moją stronę. Kolejny miesiąc zajęło mi wyobrażenie sobie całej postaci; nie mogłam się zdecydować, ile ma mieć lat, jaki mieć wzrost; czy powinien posiadać włosy, czy być ogolony. Nakładały się na siebie obrazy moich byłych. W końcu postanowiłam wypisać cechy zewnętrzne i wewnętrzne każdego z nich i kolejno podkreślić te, które podobały mi się najbardziej. Przepisałam je na osobną kartkę, część dodałam od siebie – i jest! W tym wszystkim pamiętałam o podstawowej dla mnie zasadzie, przekazanej przez

pewną mądrą kobietę: „Każdy posiada wady; musisz wiedzieć, które z nich jesteś w stanie zaakceptować”.

Etap drugi – utrzymanie obrazu w głowie.

Lubię dokonywać wizualizacji podczas biegania, chociaż polecane są tuż przed snem lub tuż po przebudzeniu, gdy świadomość jest jeszcze uśpiona. To właśnie świadomość nie pozwala wizualizować rzeczy, na które podświadomie uważasz, że nie zasługujesz.

Obraz swojego mężczyzny utrzymywałam w głowie przez 3 tygodnie. Intensywnie wyobrażałam sobie sceny, które chciałabym z nim przeżyć (w tym miejscu chcę podkreślić, żebyś nie upierała się przy jednej wersji, np. „Poznam go w tej kawiarni za rogiem. Będę czytała gazetę, a on zapyta, która godzina”). Wyobrażam sobie różne sceny właśnie po to, by wzbudzić w sobie emocje i podekscytowanie i przez około 15-20 minut poczuć się tak, jakbym już była w tym związku, jakbym już przeżywała emocje – to rodzaj odskoczni od dnia codziennego. Nie dałam się jednak zatracić temu uczuciu i nie uzależniłam się od niego (jest to bardzo ważne: ty masz żyć w realu, świat wizualizowany jest tylko narzędziem, które ma służyć przez określony czas), chociaż czasami powtarzałam przeżycia nawet 3 razy dziennie. Jedna z uczestniczek mojego

warsztatu powiedziała tak: „Wiesz, odkryłam coś jeszcze; dzięki tej metodzie zaczęłam o siebie dbać”. Tak, to ważne, aby zawsze dbać o siebie – dla siebie, ot tak, bez powodu, i od pierwszego dnia wizualizacji urzeczywistniać to, na co już teraz masz wpływ. Wyobrażasz sobie, że śmiejesz się ze swoim partnerem? Że chodzicie do kina? Że spacerujecie w deszczu? Zrób to teraz!

Trzeci etap – wzrost wiary w siebie.

Dlaczego nie grozi mi uzależnienie się od świata fantazji? Po jakimś czasie zaczęłam się nudzić. Gdy wiara dostatecznie zakorzeni się w twojej głowie, poczujesz, że zrobiłaś już wszystko i możesz opuścić pragnienie. Niech dzieje się, co ma się dziać. Nie wiem, jak podchodzisz do tego typu metod, ale z doświadczenia wiem, że okres wizualizacji zmienia sposób myślenia, dodaje pewności siebie oraz wiary, że możliwe jest więcej, niż ci się wydaje.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły