Miłość od pierwszego spojrzenia

Wracałam do domu, niczego już nie mając w planach. Wsiadając do auta, marzyłam tylko o ciepłej kąpieli i delikatnym masażu stóp. Zadzwonił telefon.

– Proszę cię, kup mi po drodze parę rzeczy – prosił Robert.

– No dobrze, ale wisisz mi masaż, bo pieką mnie stopy. A może bolą…? Sama już nie wiem.

– Oj tam, oj tam – odrzekł. – Musisz w końcu sobie kogoś znaleźć do tych masarzy.

– Tak, już lecę! (…) Już znajduję! Narkaaaa! Będę za jakieś dwadzieścia minut. Wstaw wodę na kawę!

– Super, dzięki!

Robert odłożył słuchawkę. „Zmiana planów – pomyślałam i westchnęłam głęboko. – Co ci ludzie wiecznie kupują? – marudziłam pod nosem, wchodząc do sklepu. – Hmm… Co ja miałam kupić…? Makaron, pieczarki… Kurczę, coś jeszcze… Sos? Nie, sos zawsze robi ze świeżych pomidorów… To może pomidory? No tak, krakersy! Po, co mu te krakersy?”.

Podeszłam do półki, wzięłam jedno opakowanie i po dziesięciu minutach, opuszczałam sklep, nie mogąc doczekać się obiecanego masażu. „Może czas, aby naprawdę ktoś pojawił się w moim życiu? – myślałam. – Może czas otworzyć się na coś nowego?”.

– O, tak mi przykro! Przepraszam ! – usłyszałam.

Wysoki brunet wpadł prosto w moje ramiona. Krakersy upadły na ziemię, a dał osobie jeszcze bardziej znać, rozdeptując je swoim numerem co najmniej 45.

Schylił się równocześnie ze mną. Nie dość, że zniszczył ciastka, to jeszcze uderzył mnie w głowę. Zobaczyłam wszystkich świętych.

– Ałaaa – krzyknęłam głośno i ze złością wyrwałam mu ciastka z ręki.

– Naprawdę przykro mi – powiedział. Wtedy po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, czy to z bólu czas na chwilę się zatrzymał, kasy przestały liczyć, kasjerki nie wygłaszały wyuczonych formułek, klienci nagle zrobili się spokojni, a w powietrzu było czuć słodki zapach bzów. A może pomarańczy?

Ocknęłam się, gdy poczułam, że brakuje mi tlenu. „O kurczę! – pomyślałam. – Ma wstrząśnienie mózgu! – uświadomiłam sobie z przerażeniem, jednocześnie zauważając, że on wciąż się nie rusza. – Tylko go dotknę – rozmyślałam gorączkowo.  – Tylko go musnę.

Jeszcze nie wiedziałam, jak to zrobię, i nie rozumiałam, dlaczego tego pragnę, ale w jednej sekundzie poczułam, że taka chwila się nie powtórzy, że to jedyna szansa.

Udało się. (…) Podał mi dłoń. Nie odmówiłam. Wypuszczałam ją bardzo powoli, rozmyślnie, aby jak najdłużej czuć jego ciepło.

– Coś się stało? – zapytał. „Tak! – chciałam krzyczeć. – Zakochałam się!”.

– Nie, nie wszystko porządku – odpowiedziałam, ledwie się powstrzymując. Wszyscy nagle ożyli, on też. Albo minął wstrząs.

– Może odkupię te krakersy…? – zawiesił głos.

„Boże – pomyślałam – niech on do mnie nie mówi! Niech na mnie nie patrzy! Niech milczy i niech mnie całuje! Niech mnie dotyka swoimi namiętnymi ustani! Niech zrobi ze mną, co zechce. Tu i teraz, proszęęęę…!’.

– Nie, nie trzeba – odpowiedziałam aroganckim głosem, bo przecież… tak wypada.

Musiałam potrząsać głową, aby powrócić do rzeczywistości. Musiałam iść, nie oglądając się za siebie. Musiałam, niczego nie mówiąc, wyjść z tego sklepu, bo przecież Robert czeka z kawą. Idę.

Odchodziłam, wiedząc, że już go nie zobaczę. Chyba że gdzieś, kiedyś, przypadkiem wpadnie na mnie i coś mi zniszczy. „O jejku, teraz to zniszczył moje serce – syczałam pod nosem. – Nie, to możliwie. Wcale nie był przystojny. Wcale a wcale nie był pociągający. Nie było żadnej chemii. Wymyśliłam sobie wszystko, bo chcę masaż – dodawałam sobie kolejne elementy. – No cóż, jadę do domu – pomyślałam, niechętnie otwierając drzwi samochodu.

Wrzuciłam na tylne siedzenie dowody zbrodni chwilowego zauroczenia. „Cholerne krakersy – mruknęłam pod nosem. – Muszę kupić nowe. Muszę go jeszcze zobaczyć. Nie, wstydzę się… Zorientuje się, że wróciłam specjalnie dla niego. Nie, nie zorientuje się – przekonywałam sama siebie. – Zrobi mu się głupio, bo chciał mi je odkupić… Trudno – podjęłam decyzję. – I tak go nie znam.

Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam się na pięcie i… zobaczyłam znajomą dłoń, wyciągającą paczkę z krakersami.

Patrzył na mnie tak, jak nie powinien patrzeć. Pachniał tak, jak nie powinien pachnieć. Zaczął mnie całować tak, jak nigdy nie powinien całować.

Gdy nasze usta rozdzieliły się w milczeniu, objęłam go tak mocno, że musiał poczuć, że się zakochałam.

– Chyba ciebie szukałem…? – zawiesił głos i spojrzał na mnie. – Nie – dodał po chwili. – Jestem pewien, że to na ciebie czekałem .

Wioletta K.

Polecane artykuły