Miłość na kozetce – Po rozstaniu 5.3

Punktualnie o ósmej trzydzieści mogłam zacząć uświadamiać Magdzie, że dołki to rzecz normalna, że przez jakiś czas mogą powracać szarobure myśli, które zroszone będą nieokreśloną porcją łez.

– Ale zobaczysz, zauważysz, że z czasem te dołki będą coraz płytsze, emocje coraz mniej intensywne i nawet się nie spostrzeżesz, gdy myślom przestaną towarzyszyć łzy. Tak, byłaś bardzo odważna i zachowałaś się bardzo mądrze, gdy zadzwoniłaś. Jestem z ciebie dumna i zastanów się, czy ty też nie mogłabyś sobie podziękować. Moim zdaniem najważniejsze jest, aby umieć pomóc sobie samej i o pomoc poprosić.

– No tak, ale udawałam, mówiłam o rzeczywistości, która nie istnieje… – mówiła tak bardzo rozczarowanym głosem Magda. Miałam wrażenie, że teraz na pierwsze miejsce wysunął się żal do samej siebie, a to powoduje, że obniża się poczucie własnej wartości.

Musiałam jej przerwać, chociaż robię to naprawdę sporadycznie.

– Magda, ta rzeczywistość istnieje, ty w niej świetnie funkcjonujesz, świetnie sobie radzisz, odnajdujesz się w nowej sytuacji i to jest fenomenalne. Działaj tak dalej, nie wypierając swoich emocji, lecz otwierając się na nie. Przyjmij je, pozwól sobie na odczuwanie tego, co przychodzi, wypełnij nimi swoje ciało, nie blokuj się przed nimi. Wtedy zobaczysz, że wówczas one przeszyją twoje cało, zasygnalizują ci, co się dzieje, i po twojej akceptacji one same odejdą, a ty powrócisz do równowagi emocjonalnej i ze zdwojoną dawką energii mentalnej do działania. Pokochaj tę kobietę, która cierpi z miłości, tę, która w tobie jest – zaakceptuj ją. Powiedz jej nawet, że ty – ty obecna, silniejsza, bardziej świadoma – ty przy niej jesteś. Niech kobieta z przeszłości wie, że nie jest w swoim smutku sama, że ma ciebie, twoje zrozumienie i empatię. Połącz siebie z przeszłości z obecną, bądźcie dla siebie najlepszymi przyjaciółkami – jednością. Pomóż jej w siebie uwierzyć, nie karz za to, że wyłania się na światło dzienne, że potrzebuje wsparcia. Pomóż jej, a pomożesz sobie. Gdy o kogoś dbamy, nasza wiara w siebie wzrasta, jesteśmy z siebie dumni, czujemy się potrzebni – ty dziś jesteś potrzebna Magdzie z wczoraj.

Magda słuchała bardzo uważnie. Magda, której nagle śmieszne, a nawet żałosne zaczęło się wydawać, że po rozstaniu zmieniła fryzurę, zaczęła więcej czytać na temat rozwoju osobistego, więcej ćwiczyć, a także rozglądać się za innym mężczyzną, który urodą i intelektem przewyższałby byłego.

– Bo proszę pani, gdy tak racjonalnie myślę, to nawet mi wstyd, że nie robię tego dla siebie, tylko po to, aby mu udowodnić, żeby on zobaczył, co stracił. I ja, proszę pani, nigdy ale to nigdy bym mu nie powiedziała, że dziś tu jestem, nigdy. – Schowała twarz za cienkimi palcami, jak małe dziecko, które wstydzi się tego, że się wstydzi. To usilne wyparcie emocji, ta chęć ich eliminacji, to, że nie chcemy czuć smutku, żalu, wstydu. Gdy się uważnie przyjrzysz działaniu, zauważysz, że jeśli jakiejś emocji nie chcesz do siebie dopuścić, twoje „negatywne” emocje potęgują się, wzmacniają, dublują.

Wstydzę się, że się wstydzę. Złoszczę się, że odczuwam wstyd. Reaguję agresywnie, gdy się złoszczę.

– Wiesz, Magda, pójdę na chwilę do kuchni i zaparzę nam espresso, to które tak ci smakuje. A ty w tym czasie pobądź w swoim smutku z powodu rozpadu twojego związku, ale w złości, że smutek związany z rozstaniem nie minął. Sama dokonaj wyboru, w której emocji chcesz pobyć. Możesz czuć się bezpiecznie, ponieważ jestem tuż obok. Zawołaj mnie w razie problemu lub gdy już nie będziesz chciała z danym uczuciem przebywać.

Magda jest bardzo silna, chce być taka, taką siebie lubi i dlatego ustaliłyśmy, że sama będzie robić podobne ćwiczenia, które powodują, że człowiek daje sobie świadome przyzwolenie na odczuwanie emocji, tym samym paradoksalnie doprowadzając do uwolnienia się od nich. Do mnie będzie przychodzić tylko w nagłych wypadkach. To jej wybór, jej droga. I kiedy malowałam rzęsy przed randką ze swoim mężem, stwierdziłam, że ja z kolei przy mężczyźnie lubię być miękka… a może nie…? Zawisła mi ręka w powietrzu, ponieważ pomiędzy spiralę a rzęsy wkradło się pytanie: co oznacza być silną, twardą kobietą? Zaciśnięcie zębów, pięści i rozpychanie się łokciami, okazując przy tym swoją obojętność wobec dotykających nas zdarzeń i ludzi? A może silna kobieta to ta, która płacze tylko wewnątrz, a na zewnątrz robi wszystko, aby inni odbierali ją jako szczęśliwą? A może siła tkwi w tym, aby powiedzieć mężczyźnie, co się do niego czuje, okazać smutek, a raczej swój naturalny i rzeczywisty stan emocjonalny, który jest reakcją na niewygodne doświadczenie?

Przez to rozmyślanie jak zawsze wpadłam do restauracji trochę za bardzo spóźniona. Jeszcze dobrze go nie widziałam, a moje oczy już wyrażały przeprosiny. Gdy podeszłam do stolika, moje sto osiemdziesiąt cztery centymetry miłości szepnęły mi do ucha: „Nawet nic nie próbuj mówić, przecież wiedziałem, że się spóźnisz. I taką cię kocham, i za twoją wczorajszą wiadomość”.

KONIEC

Następna historia już niedługo.

Recommended Posts

Skomentuj wpis