2.1 Miłość na kozetce – męski sposób kochania

Było mi zbyt gorąco, by ruszać się poza hotelowe ogrody. Ponadto bardzo sobie ceniłam tę ciszę po jedenastej godzinie, kiedy to turyści, wsiadając do autokaru, oblegali stewardessy w poszukiwaniu odpowiedzi na temat planowanych rozrywek. A potem cisza. Cisza i ja, mogąca zanurzać się w otchłani swego umysłu, aby przywrócić upragniony spokój i równowagę.

Po medytacji zaczęłam czytać. Lubię powracać do zbioru opowiadań Wiśniewskiego i Miłości odmienianej przez przypadki. Relaks wśród wyimaginowanych (lub nie) bohaterów, których to nie ja prowadzę (prowadzenie terapeutyczne). Tyle człowiek może się dowiedzieć o ludziach, którzy są na ogół bezimienni, może nawet są wśród nas, może nawet blisko ciebie, może to nawet ta kobieta z twojej prawej strony, która rozpaczliwie szuka ważnej notatki w notesie, albo ten mężczyzna, który z ledwością zdążył na metro i dostrzegłaś go tylko przez ten wkurzający przyspieszony oddech. A może to ty? Czytając książki, zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś po drugiej stronie księżyca przeżywa tak podobnie do ciebie. Targają nim emocje rozgniewane, czasem pokorne, zbyt pokorne, co doprowadza cię do furii. Wymiana uczuć, spostrzeżeń, przemyślenia typu: jak ja bym postąpiła/postąpił, czy byłabym równie naiwna, czy miałabym odwagę, aby wywrócić swój świat do góry nogami – i to w imię czego? Niewiadomej, lepszej przeszłości, a może miłości? Jaką decyzję podejmie bohater książki, a jaką drogę wybiorę ja? Lubię książki, które rodzą czasami wręcz szereg natrętnych pytań, wówczas wiem, że jestem istotą myślącą, mam na to niezbity dowód – tak, człowiek to ja. No ale to, co mnie często kiedyś, teraz już mniej, zaskakuje w ludziach, to fakt, że zazwyczaj do przywrócenia im równowagi wewnętrznej potrzebna jest tylko jedna dobra para uszu – i to niekoniecznie specjalisty.

Nie zdążyłam skończyć rozważań nad swoją nowo wysuniętą ideologią, gdy usłyszałam cichy, spokojny, ale jakże stanowczy głos:

– Przepraszam, nie pojechała pani na wycieczkę?

– Słucham? – zapytałam odruchowo po polsku. – Przepraszam… – Wciąż plątałam języki i nie wiem, dlaczego zaczerwieniłam się bardziej niż wtedy, gdy zabrakło mi pieniędzy w sklepiku przy bazarze. Czy to w ogóle można nazwać bazarem? – Mój angielski jest na bardzo niskim poziomie, mam problem z komunikacją… – tłumaczyłam się, a on w tym czasie usiadł, wziął do ręki książkę Wioletty i delikatnie przesuwał swoje smukłe palce po literach jej imienia. Zamilkłam.

– Czy to ciekawa książka?

– Tak.

– Mówi pani w innym języku niż angielski?

– Po niemiecku chyba całkiem nieźle.

– Więc rozmawiajmy po niemiecku – zdecydował, a mnie ulżyło. – Dlaczego nie rusza się pani na te organizowane wyjazdy? Mówił, nie odrywając oczu od zdjęcia umieszczonego na tylnej okładce.

– Bo… bo lubię ciszę i spokój, no i chodzenie własnymi drogami.

– Więc może przeszkadzam, bardzo przepraszam. – Podniósł się energicznie, ale książkę przycisnął do siebie jeszcze mocniej.

– Nie – odparłam powoli i z niepewnością, nie chcąc go wystraszyć. – Teraz to nawet nie mogę panu pozwolić odejść. Chciałbym zrozumieć, dlaczego tak mocno trzyma się pan tej książki. – Uśmiechnęłam się, ale i tak nie udało mi się nie wywołać w mężczyźnie zażenowania.

– Przepraszam, najmocniej przepraszam, ja tylko, ta książka… Książka i pani to wszystko jest jak Schicksal (niem. przeznaczenie), to niemożliwe, takie odarte z realności. – W bezradności i z powodu braku odpowiedniego doboru słów usiadł z powrotem. – Co ona w tej książce pisze? – zapytał, otwierając strona po stronie, za każdym razem dotykając liter. – Co ona pisze, czy o sobie? Czy to jest jej historia?

– Tak, to znaczy tak myślę, ale autorka nigdy się do tego publicznie nie przyznała. Sądzę jednak, że jest to jej autobiografia, to historia o miłości, niespełnionej miłości, o bólu, ale i o tym, jak powinny wyglądać relacje pomiędzy kobietą a mężczyzną. Chociaż nie, Wioletta zadaje pytania, co powoduje, że czytelnik musi się nad nimi pochylić, nie ma wyboru. Te pytania są tak skonstruowane, że książka ta nawet staje się niebezpieczna. – Znowu idiotycznie się uśmiechnęłam, ale on tego nie dostrzegł. Wpatrywał się w zdania, jakby je czytał, czytał i analizował.

– Hm, moja kobieta… – ledwo usłyszałam te słowa – moja kobieta zawsze potrafiła zadawać trudne pytania.

– Już nie zadaje? – zapytałam mimo woli.

– Pewnie zadaje, nie sądzę, żeby się zmieniła… – Urwał w połowie zdania. Wziął głęboki oddech i zatrzasnął książkę. – Nie będę dłużej pani przeszkadzał, pójdę, tak będzie lepiej…

– Dla kogo? – Znowu wyślizgnęło mi się z ust niekontrolowane pytanie.

– Dla mnie, dla pani, dla nas wszystkich…

– Napiłby się pan ze mną czegoś mocniejszego?

– Mocniejszego? – powtórzył bardzo zdziwionym głosem.

– W zasadzie nie pijam – zaczęłam się tłumaczyć – a tym bardziej przed obiadem, ale powiedzmy, że zjadłam zbyt obfite śniadanie i…

– Ja też w zasadzie nie pijam, ale z panią z chęcią bym się napił – i to teraz.

Oboje odrobinę zaskoczeni własnym zachowaniem poszliśmy do baru, gdzie kelner wycierał jeszcze wczorajsze szkło. Leniwie przyrządził nam jakieś kolorowe drinki, które zamówił mój towarzysz. Czułam więcej wody sodowej i mandarynkowego soku niż alkoholu, ale to nie przeszkadzało w przejściu na ty.

– Ale proszę mówić mi Ivy. W zasadzie moje imię w ustach obcokrajowców brzmi jakoś tak dziwnie.

Ivy, marokański czterdziestolatek, który pomimo umowy nie umiał mówić mi po imieniu, który nawet kiedyś odwiedził Polskę. Ale to nie Kraków zrobił na nim największe wrażenie. To nie w Polsce poznał prawdziwą obyczajowość i polską mentalność. Poznał ją w Trewirze, w mieście leżącym całkiem niedaleko od miasta miłości, od Paryża. I chociaż zna Paryż i wie, że jego architektura sprzyja zakochaniu się, jego ta choroba dopadła jeszcze na terenie Niemiec.

– Zabawne, prawda? W państwie, które wieje ze znanych mi państw największym chłodem. Chociaż… – uśmiechnął się – może ona ma rację, że Trewir, serce tego miasta nie należy do Niemiec i dlatego ja…

Nie mogłam go rozgryźć. Zastanawiałam się, czy ona mogła, czy ta, której imienia nie chciał wymówić, była Polką, czy ona też miała problem z dotarciem do prawdy o nim. Wiedziałam, że on lawiruje pomiędzy tym, co mówi, a tym, co chciałby może i nawet wykrzyczeć, ale wyćwiczony był w swojej powściągliwości. Patrzyłam na niego i dręczyło mnie to, że jego wygląd wcale nie pasował do rygorystycznych zachowań. Gdyby milczał, czułabym się, jakbym sączyła drinka z przystojnym dwudziestoośmiolatkiem. Ale gdybym podsłuchiwała naszą rozmowę przez zamknięte drzwi, to myślałabym, że to rozmowa kobiety i mężczyzny dobijających, no powiedzmy delikatnie, do pięćdziesiątki. Pogubiona w jego wypowiedziach i swoich przemyśleniach chciałam, dotknięta swoją profesją, egoistycznie pozbierać w całość wszystkie fakty.

– Czy pan był w kimś zakochany? W Polce? I nie jest pan z nią, bo wydarzyło się coś nieoczekiwanego? Czy nie jestem zbyt śmiała w swoich pytaniach?

Spojrzał na mnie badawczo i milczał. Po chwili utkwił wzrok w stoliku, a ja poczułam, że tam leży rozwiązanie zagadki. Niegrzecznie może, ale krzyknęłam do kelnera:

– Jeszcze raz to samo, poproszę, ale z podwójną ilością alkoholu.

CDN.

Recommended Posts