Kto kogo powinien przepraszać?

– Jesteś zła?

– Nie!

– Obraziłaś się?

– Niby dlaczego?

– Czy zrobiłem coś złego?

– No coś ty! Ty – złego?

Nie wiem, jak często słyszycie takie pytania od swojego partnera i co odpowiadacie. Nie wiem, czy w ogóle je słyszycie. Może po kłótni i awanturze każdy idzie „do siebie”, wtyka nos w książkę lub komputer i następuje długie wyczekiwanie: kto ulegnie, kto kogo pierwszy przeprosi, kto się przed kim ukorzy?

Wiecie, że takie chwile można zaobserwować na FB? Wystarczy popatrzeć na wpisy przyjaciółek, koleżanek; cały świat dowiaduje się, że on ją skrzywdził, a ona znowu jest obrażona. Ludzie uwielbią dzielić się swoim bólem ze wszystkimi dookoła. Znam przypadek (ty zapewne też), gdy facet właśnie z FB dowiedział się, że jego kobieta czeka na przeprosiny.

No OK., to nie moja sprawa, kto czym się chwali.

Dziś chciałam zapytać, czy po kłótni zdarza ci się pierwszej podejść do swojego partnera?

Jeśli tak, to czy robisz to zgodnie ze swoją wolą, czy ze strachu, że jeżeli nie zrobisz pierwszego kroku, on np. wyprowadzi się, znajdzie sobie inną albo cię zdradzi?

Jeśli kobieta wyciąga pierwsza dłoń, czy robi to z miłości i wewnętrznego przekonania, czy z przymusu?

W moim związku ta sprawa nigdy nie dawała mi spokoju. Mój mąż był bardzo zawzięty. Po kłótni całymi dniami mógł się do mnie nie odzywać, wcześniej wmawiając mi, że nie jest obrażony, tylko chce odpocząć. Ja tak nie umiałam. Chyba jestem romantyczką, bo zawsze marzyłam o tym, aby kłótnie kończyły się namiętnym seksem. Mąż jednak twierdził, że tak nie potrafi. Najpierw kłócić się, potem kochać? Zbyt trudne!

No dobrze, ale zaczynam odbiegać od tematu.

Dziś chcę pomówić o przeprosinach. A zatem – przepraszasz czy nie?

Czy ty również uważasz, że odezwanie się do partnera jako pierwsza jest poniżające? (Nie dotyczy przypadków skrajnych lub patologicznych).

Czy wiesz, dlaczego przepraszanie (a raczej – odezwanie się pierwszej do swojego mężczyzny) nigdy mnie nie raniło? Nie jestem zwolenniczką słów typu: „Wiesz, kochanie, przepraszam”. Jestem zwolenniczką rozmowy, dialogu, komunikacji.

Po pierwsze, jeżeli mój mężczyzna odebrałby moje zachowanie jako słabość, uznałabym, że mnie nie kocha.

Po drugie, moja dojrzałość nie pozwalała mi zbyt długo boczyć się na partnera.

Po trzecie, nigdy nie rozumiałam, jak – będąc w związku – można ze sobą nie rozmawiać. Czy po dwóch albo trzech dniach mniej boli?

No tak, powiesz mi, ale po kilku dniach emocje opadają i człowiek jakoś potrafi się przemóc.

Jakie emocje, pytam? Emocje ani nie opadają, ani nie znikają. Jeśli temat nie został przedyskutowany, jeśli wszystko nie zostało wyjaśnione, czas zrobił tylko jedno: przykrył dane emocje stertą innych śmieci – sprawami bieżącymi – i wymógł na partnerach ponowne rozpoczęcie dialogu. Przy kolejnej okazji emocje ujawnią się ze zdwojoną siłą.

Przykładowo: pokłóciłaś się z partnerem, ponieważ w obecności koleżanki zwrócił ci uwagę, że znowu przytyłaś. Bardzo cię to poruszyło, więc urządziłaś mu awanturę, na co on odparł, że przy tobie nie może być sobą i wyrażać własnego zdania. Następują ciche dni. Pochłaniają was obowiązki. Nagle okazuje się, że musicie iść razem na imprezę albo do banku, co powoduje, że dialog musi zostać wznowiony. Idziecie, i od słowa do słowa wszystko powoli wraca do normy.

W moim związku nie przebiegało to w ten sposób. Jeśli partner chciał obrazić się na mnie na dłużej niż kilka minut, mówiłam, że równie dobrze mogę się wyprowadzić, bo za kilka dni nie będę robić z siebie pajaca i udawać, że nie było tematu.

Ale wracając do przykładu.

Podczas imprezy, na którą się udaliście, nawet nieźle się bawiliście. Po dwóch czy trzech dniach posuchy i tak kończycie w łóżku, ale wasze emocje – emocje z tamtego dnia – nie! Wasze emocje nie są zachwycone takim obrotem sprawy, bo nie tylko nie lubią być ignorowane, a wręcz uwielbiają grać pierwsze skrzypce. Będą więc czekać na ten dzień, gdy on zapomni wynieść śmieci. A wiedzą, że taki dzień nastąpi, bo jego zapominalstwo jest nawykowe, podobnie jak nawykowe jest wówczas twoje użalanie się nad sobą i wyrzucanie mu, że „wszystko jest na twojej głowie, a on nawet śmieci nie może wyrzucić”.

I zaczyna się kolejna awantura – tym razem o śmieci.

Ale czy rzeczywiście chodzi o śmieci? Jak myślisz?

Masz rację, odezwały się emocje z poprzedniej kłótni, a może i te sprzed roku? O tym, aby w takich przypadkach poszukiwać źródła emocji, już pisałam. Dziś chcę cię zapytać, czy słuchasz własnego sumienia?

Tak, sumienia.

Dlaczego potrafiłam rozmawiać ze swoi partnerem od razu i dlaczego jestem z tego dumna?

Przede wszystkim dlatego, że mój związek był dla mnie ważny. Ważniejszy niż moje ego. Nie bałam się, że mój partner odejdzie, nie bałam się, że mnie zdradzi, ale bałam się, że stracimy kolejny dzień. Kłótnie są czymś normalnym; owszem, można pracować nad jakością wyrażania własnych opinii i komunikacją, ale najczęściej tego nie robimy – z różnych przyczyn. Podchodząc do swojego partnera i wyciągając pierwsza rękę, kierowałam się swoim sumieniem. To ono mi podpowiadało, co jest dla mnie najważniejsze. I chociaż czasami nachodziły mnie wątpliwości, czy postępuję słusznie, szybko się ulatniały. Wsłuchiwałam się w siebie i dotrzymywałam kroku intuicji – działając.

Mój związek się rozpadł. Po jednej z kłótni mąż wyjechał i więcej nie wrócił. To był czas, gdy moje sumienie zapytało mnie, czy jestem jeszcze szczęśliwa z moim mężem i czy jestem w stanie być z nim w związku, skoro zamiast do domu – pojechał na święta do kolegi. Tuż po Wielkanocy – trzy lata temu – złożyłam pozew.

Nie wiem, czy dość jasno przekazałam swoją myśl. Do czasu, gdy zależy ci na związku, kwestii typu: „rozmawiać czy nie rozmawiać?” nie rozpatruj z pozycji ego. Kieruj się sumieniem i intuicją; pozwól, aby pomiędzy bodźcem (czyli czymś przykrym, co usłyszałaś) a reakcją (kłótnią) nastąpiła cisza. Uchwyć tę ciszę i zastanów się, jakie skutki wywoła twoja reakcja i czy warto dać ponieść się emocjom, okolicznościom i bodźcom zewnętrznym.

Zamknij oczy i zastanów się nad odpowiedzią na pytanie:

Co mogę zrobić, aby mój związek był bardziej udany?

Gdy usłyszysz głos sumienia – idź za nim i zacznij działać tak, jak ono ci podpowiada.

Jaka korzyść z tego wyniknie?

Brak frustracji, brak rozgoryczenia i brak uczucia: „kurczę, a mogłam spróbować!”.

A jeśli nawet okaże się – jak w moim przypadku – że związek się rozpadnie, nie doświadczysz poczucia winy; będziesz mogła spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „zrobiłam wszystko, aby nasze relację się poprawiły”.

Życzę Ci samych wspaniałości.

Pozdrawiam,

Wioletta Klinicka.

Polecane artykuły