Jego/jej wina – kogo winisz za rozpad związku?

O tak, tym nie tylko zajmują się sędziowie, główni zainteresowani, ale i sąsiedzi, a w szczególności rodziny przeciwnych sobie obozów. Tak, mowa o orzeczeniu winy za rozpad małżeński.

On mnie zdradził (gdyby ona się ze mną kochała…)

Ona ma kochanka (gdyby on o mnie dbał i mnie zauważał…)

On nie ma wkładu w wychowanie i utrzymanie dzieci (ona wszystko wie najlepiej…, zawsze mało…)

Nadużywa alkoholu (tylko praca i dom, to jedyna odskocznia…)

Ona jest rozrzutna (nigdy go nie ma w domu, to jedyna moja rozrywka…)

Już jej/go nie kocham. Nasze drogi, priorytety się rozeszły… (gdybyśmy tylko ze sobą rozmawiali… ale kiedy… ty od razu się unosisz… bo tylko się drzesz… najlepiej trzasnąć drzwiami…)

Powodów jest tyle, ile ludzkich historii. Jak się okazuje, każdy dobry, aby się udać do sądu i wziąć rozwód. Ja swoje też miałam. Mniej lub bardziej gryzące moje dobre samopoczucie, ale dostateczne aby zdecydować, że chcę być szczęśliwa. Mój pierwszy mąż też własne miał. Mogę więc powiedzieć, że stałam po obu stronach barykady. Pierwszy rozwód kosztował mnie półroczną depresję i samotne wychowywanie dziecka. Nienawiść targała mną każdej nocy, za dnia spałam, aby odpocząć od negatywnych emocji, które przez sześć miesięcy pieczołowicie pielęgnowałam. Miałam szczęście, bo po tych szczęściu miesiącach urodziłam syna. Jego przyjście na świat dało mi motywację do podniesienia się z łóżka, ale jak później dostrzegłam – nie do zmiany mojego nastawienia do życia, mojego życia.

Wszystko, co robiłam, robiłam nie po to, aby wzmocnić siebie i wyjść na prostą, ale by udowodnić byłemu, który w pozwie rozwodowym (gdy na świecie był już nasz syn) napisał: „i nie mam nic, co by nas łączyło”, że sobie poradzę i będę kimś. Minął rok i zdążyłam stracić wszystko to, co osiągnęłam. Leżałam obok swojego syna i zastanawiałam się, co znowu zrobiłam nie tak. Pierwsze myśli brzmiały w mojej głowie dość przekonująco: to wszystko przez niego, gdyby o nas chociaż dbał, gdyby pomagał mi wychowywać syna, gdybym urodziła się w bogatej rodzinie… I nagle mój syn uśmiechnął się przez sen i wtulił się we mnie. Ocknęłam się i zaprzestałam obwiniania, ponieważ uświadomiłam sobie, że tak naprawdę przez ten rok nawet nie pomyślałam o sobie, o swoim dziecku, że nie kierowała mną miłość do nas, a nienawiść do człowieka, który wyrzekł się nas obojga, a który w sumie podarował mi coś tak cennego. Podarował mi miłość w postaci mojego syna. Obarczałam go za nieprzespane noce, za te, których nie spędziłam z synem, a nawet za to, że potknęłam się o własne sznurowadło. Teraz potknęłam się o własne negatywne myśli i zaczęłam mu być za to wdzięczna. Za nieprzespane noce, bo one świadczyły o tym, że nie jestem na tym świecie sama. Nie mogę powiedzieć, że to olśnienie dokonało we mnie przemiany w ciągu jednej nocy, że w jedną noc nienawiść i zarzuty do eks zniknęły, ale ze wszystkich sił starałam się, aby o tym pamiętać, aby być wdzięczną za ten cenny dar.

Potem się zakochałam. Zaczęłam żyć innym życiem, doświadczać innych problemów i innych radości. Pewnego dnia z nienawiści nie pozostało nic. Nawet twarz byłego rozpłynęła się we wspomnieniach. Dwanaście lat później doszło do kolejnego rozwodu, no cóż, bywa i tak. Ale do tego, aby móc powiedzieć: „nic się nie stało, lepiej jest się rozwieść, niż być samotną w związku, nikogo nie winię i jestem ci wdzięczna za te lata”, potrzebny jest odpowiedni bodziec. Dla mnie były nim wspomnienia zmarnowanych sześciu miesięcy podczas ciąży, gdy tonęłam w stanie depresyjnym. Była to również świadomość, że nienawiść, żal i gorycz nie są dobrymi doradcami i towarzyszami życia. Przetrzymywanie „negatywnych emocji” zjada ich nosicieli od środka. Znając swoje słabości, zaczęłam w porę szukać pomocy. Nie będę mówić, że nie płakałam, że nie tęskniłam, że nie użalałam się nad sobą. Każdy ma prawo do okazania rozczarowania życiem, ale nadchodzi taki czas, gdy należy zaakceptować to, kim się jest i w jakim punkcie życia się znalazło. Należy dopuścić do świadomości informację, że za rozpad małżeństwa, związku odpowiedzialne są obie strony. I nie po to, aby kogoś wybielać lub siebie obwiniać, lecz by zrozumieć, że mamy wpływ na nasze życie. Że jesteśmy za nie odpowiedzialni i że każde doświadczenie może być milowym krokiem w kierunku lepszej przyszłości. Akceptacja smutku, żalu i złości, a następnie „ukochanie” tych emocji przynosi odczyszczenie, wybaczenie i pomaga dostrzec, co dobrego ofiarowała nam druga strona. Te pozytywne myśli, wspomnienia, odczucia pomagają być obiektywnymi, zadowolonymi z przeszłości, świadomymi tego, że życie nie składa się tylko z bólu czy radości, ale wielu odczuć, które przenikają się, kształtując nas i ucząc bycia kimś lepszym od poprzedniej wersji siebie. Niejednokrotnie jeszcze przyjdzie nam korzystać z tego prostego narzędzia, dlatego warto o nim pamiętać, wyćwiczyć w sobie umiejętność korzystania z odpuszczenia poprzez akceptację, ukochanie i puszczenie. Banalne? No cóż, nie oceniaj, tylko wypróbuj.

Kto jest winien rozpadu związku?

Najłatwiej szukać winnych poza sobą. Obwinianie i licytacja. Kobieta czy mężczyzna, kto co powinien. Moim zdaniem nikt nic nie musi. Może i fajnie, gdy chce inwestować w mentalny dobrostan związku, ale jeśli ktoś takiej woli nie wyraża, nie ma podstaw, aby dana osoba uznawana była za winną. I ona, i on są odpowiedzialni za rozpad małżeństwa (wykluczając skrajne przypadki) oraz jego utrzymanie. A czasami, o czym się mało mówi, rozwód jest najlepszym wyjściem. Wina to kwestia względna, bardzo często przypisywanie jej jest środkiem do zdjęcia odpowiedzialności z własnej osoby.

(Proszę pamiętać, że emocje nie dzielą się na złe i dobre. Wszystkie, które odczuwamy, są nam potrzebne do utrzymania równowagi i harmonii. Podstawowym błędem jest tylko fakt, że emocje będące przekaźnikiem informacji są przez nas przetrzymywane, a powinny opuszczać nasze ciało, gdy tylko zorientujemy się, co się z nami dzieje – uznaj je więc, proszę, za posłańca, którego się nie zabija, lecz jest się mu wdzięcznym za informację).

Wioletta K.

Książka “Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Sprawdź teraz:   https://oklinicka.com/ksiazki/

Pobierz w całości bezpłatny fragment warsztatu “Singielka – Od równowagi emocjonalnej do miłości”

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – “Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku.

Pozdrawiam ciepło.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły