Jak wyplątać się z toksycznego związku?

Patrzyłam na swoje całkiem nowiutkie mieszkanie i zastanawiałam się, czy byłoby w nim miejsce dla mojego męża. Gdzie umieściłabym jego rzeczy, skoro sama ledwie mieściłam się w trzydrzwiowej, antycznej szafie? Czy nie udusilibyśmy się w sypialni, która owszem, jest, ale ma zaledwie osiem metrów kwadratowych? W takim pomieszczeniu powietrza wystarcza dla jednej osoby – czy nie udusiłbym się, gdybym musiała oddać mu tlenu z należących do mnie teraz czterech metrów?

A jednak przychodziły wieczory, gdy salon wydawał się za duży. Nie chciało mi się przemierzać tych kilometrów, aby zaparzyć sobie herbaty. „No właśnie – zamyśliłam się – kto zaparzy mi filiżankę porannej kawy?”. Nagle poczułam przeszywający ból. „Już nikt nigdy nie kupi mi kwiatów, idąc po bułki na śniadanie? Już nikt nigdy nie pójdzie po te cholerne bułki? Już nigdy w moim małym M-4 nie będzie pachniało świeżym pieczywem…?”. Może jednak kupię jakaś szafę i upcham ją na tej ścianie, na której nie zmieściłaby się nawet komoda. (…) „Jestem sama – pomyślałam, widząc w wyobraźni cień pleców mojego byłego. – Niech wróci. Niech mnie kocha. Niech mnie przeprosi, a ja wszystko mu wybaczę! Niech znajdzie się tuż obok i pachnie kolejną butelką piwa. (…) Albo nie, nie zniosłabym tego, nie…! (…)

– Miłość jest uzależnieniem – powiedział Robert, gdy odwoziłam go na lotnisko. – Miłość jest czymś, co trzyma nas w uścisku jak narkotyk – dodał. Właśnie poznał Marię, kobietę czułą, skromną, choć wykazującą się niesamowitą odwagą. – Myślisz, że powinienem do niej lecieć? Myślisz, że to dobry pomysł?

Nie wiem, jaką odpowiedź chciał usłyszeć, nigdy przecież nie odpowiadałam za niego.

– Jeżeli nie spróbujesz, nie dowiesz się, jak to jest budzić się przy Marii.

– A jeżeli się uzależnię? Jeżeli stracę dla niej głowę i zechcę zamieszkać w Berlinie? Przecież to brudne i zatłoczone miasto, pełne wszystkiego poza spokojem mojego nadmorskiego brzegu.

– Skoro trzeźwo kalkulujesz – stwierdziłam – nie jesteś zakochany. Widziałeś ją kilka razy, spędziliście wiele upojnych nocy i wciąż racjonalizujesz? Nie, nie jesteś zakochany – skwitowałam.

– Ale mogę wrócić odmieniony! Może zakocham się pod bramą Brandenburską? – próbował sam siebie uspokoić.

– Czego się boisz, głuptasie? – szydziłam. – Nawet jeżeli ci się odmieni, to na pewno nie na tyle, abym nie poznała cię na lotnisku.

– Zewnętrznie nie, ale może zacznę pleść takie głupoty, że wysadzisz mnie gdzieś na siódemce? Tego się boję! Sam w środku nocy, pieszo do domu…

Zaczęliśmy się śmiać. Na mojej zdartej płycie po raz kolejny leciało „Przeżyj to sam”. Wydzieraliśmy się coraz głośniej, chcąc zagłuszyć racjonalne myśli, ale choć bardzo się starałam, nie bardzo mi wychodziło. „Tak – pomyślałam – wciąż czuję uzależnienie od miłości do faceta, któremu rzuciłam w twarz: »Nie jestem z tobą szczęśliwa«.

           

Spotkałam w swoim życiu wiele osób, którzy na głos lub tylko w środku powtarzają te słowa: „Nie jestem szczęśliwy/szczęśliwa”, a mimo to tkwią w toksycznych związkach.

Przyczyn wiele, dla mnie jednak jest tylko jedno racjonalne wytłumaczenie, poparte badaniami naukowymi. To uzależnienie. Początek miłości to myślenie tunelowe, którego obawia się Robert. Myślenie, które zawęża pole widzenia; istotne stają się tylko jego zapach, tylko delikatność jej skóry, tylko słowa szeptane do ucha, tylko pociąg, podniecenie i seks. Po latach, tak jak w moim przypadku, okazuje się, że wiele przypisywanych cech jest tylko iluzją, moim i jego wyobrażeniem. Ze strzępków informacji moje neurony stworzyły obraz jego doskonałego.

Tłumaczymy sobie wady partnera: „Przecież nie jest taki zły. Przecież dba o rodzinę, codziennie myje zęby i nie muszę martwić się, że znowu zostaniemy w weekend w domu”. To wystarczy, aby myśleć, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi.

Zrodziło się przywiązanie, które nie jest samo w sobie złe (nawet gdy namiętność wygasa), ponieważ być może jest największym szczęściem, jakie nas spotyka. Bycie razem, a już na pewno taki stan, pomagają wspólnie wychowywać dzieci.

Larry Youn i Brian Alexander nie rozwiewają obaw Roberta: tak, miłość to uzależnienie, które pomaga nam obok siebie nie tylko wtedy, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli, lecz także, niestety, w chwili, gdy relacje przeobrażają się w toksyczny związek. To dlatego twoja przyjaciółka, sąsiadka czy brat nie są w stanie powiedzieć: „Dość”.

Naukowcy podają szereg pośrednich dowodów potwierdzających tę tezę. „Kochankowie na przykład mogą działać na siebie jak leki przeciwbólowe. (…) Zdjęcia zakochanych zmniejszały ból poprzez aktywację układu nagrody, włączając jądro półleżące, ciało migdałowate i korę przedczołową – tak jak robię to narkotyki.

Model uzależnienia wyjaśnia również czar związków na odległość – tak naprawdę jest to przedłużona gra wstępna. (…) Dwa dni przed spotkaniem oczekujecie nagrody. (…) Jeżeli dostajecie to co noc – poziom nagrody spada. (…) Osoby uzależnione od narkotyków wiedzą o tym; podawanie kokainy codziennie wywołuje tolerancję na nią. (…)

Uzależnienie z pewnością pomaga wyjaśnić nasze zachowanie, kiedy miłość źle się kończy. (…) U kobiet przeżywających żałobę złożoną wystąpiła bardziej intensywna aktywacja układu nagrody. (…) Nie mogąc skupić się na czymś tak trywialnym jak praca, świeżo upieczeni single często żałośnie i obsesyjnie poszukują wszelkich wrażeń związanych z ukochaną osobą, która odeszła. (…)

Uzależniający aspekt miłości często odpowiada za związek na pocieszenie. (…) Część ludzi reaguje na utratę miłości ekstremalnym zachowaniem – stają się prześladowcami lub popełniają samobójstwo, (…) samo rozmyślanie o rozstaniu może wywołać stres i lęk właściwy rzeczywistej sytuacji, (…) wielu mężów i wiele żon pozostaje w związkach mimo seksualnej niewierności partnera. (…)

Uzależnienie jest potężnym intuicyjnym czynnikiem motywującym; (…) nawet kobiety i mężczyźni – ofiary przemocy werbalnej lub fizycznej – nie chcą wyjść z tych związków (…) Racjonalizują swoje decyzje o pozostaniu, na przykład skupiając się na pozytywnych cechach, jakie może mieć ich partner”.

Czy można wyjść z toksycznego związku? Naturalnie, że można, pod warunkiem, że zaczniemy dostrzegać tę subtelną różnicę między miłością a uzależnieniem. Pod warunkiem, że w momencie, gdy po raz pierwszy usłyszymy swój wewnętrzny głos mówiący: „Nie jestem w tym związku szczęśliwy/szczęśliwa” – odpowiednio zareagujemy.

Są dwie opcje: albo udacie się na terapię, której celem jest uratować wasz związek, albo udasz się sam/sama do terapeuty i rozpoczniesz terapię odwykową. To, co łączy oba warianty, to psychoedukacja, której na co dzień jesteśmy pozbawieni.

Robert nie wiedział, że jeszcze rano ściskała mnie za gardło myśl, że nikt nie zajmuje dwudziestu centymetrów mojego łóżka. Znowu całe należało do mnie. „Nie zakochuj się, Robert. – Niewypowiedziane słowa rwały się na usta. – Nie zakochuj, dopóki nie będziesz pewien, że to ona. Miłość jest jak narkotyk, trzyma nas w uścisku jak heroina czy hasz, i gdy kończy się w sposób niefortunny, czujesz, jakby ktoś nagle odpalił pistolet przyłożony do twojej głowy. Po wystrzale musisz żyć, funkcjonować; musisz podnieść się i iść dalej. Nie wiesz jeszcze jak, ale musisz”. Przecież każdy ma prawo dokonywać samodzielnych wyborów. Tylko czy miłość pyta nas, czy ją chcemy?

Wioletta K.

Trenerka Integracji Personalnej

Trenerka Integracji Personalnej

Polecane artykuły