Jak uniknąć zdrady – 3 składniki miłości/intymność

Trzy składniki miłości – intymność a zdrada 

Robert mówił szybko i nieskładanie. Zrozumiałam tylko, że chce przyjść, i chociaż już zakładałam szal, nie byłam mu w stanie powiedzieć, że za dwadzieścia minut mam randkę. Od drzwi krzyczał, że musi wziąć prysznic i żebym w tym czasie zrobiła mu drinka. W normalnych okolicznościach wykpiłabym jego żądania, ale tym razem coś powstrzymywało mnie od zaczepek. Z torby, którą podał mi przed staranowaniem mojej łazienki, wyjęłam coś mocniejszego niż wino. Ooo, ciężka sprawa – pomyślałam i wzięłam się do nalewania. Robiąc kanapki z ostatnich kromek chleba, skręcało mnie na myśl o kolacji, która przeszła mi koło nosa. Ale czego się nie robi dla przyjaźni… Schowałam swój żal głęboko, ale jednocześnie tak, by kiedyś użyć go jako broni przed niejednokrotnie cynicznymi uwagami swojego kumpla. Żartuję.

– Zdradziłem ją. – Stał przede mną owinięty moim białym ręcznikiem i wpatrywał się we mnie, jakby oczekiwał, że powiem, iż nie jest to prawdą, że nic się nie wydarzyło, że to był tylko sen. Ale ja, będąc całkowicie zaskoczona – bo co jak co, ale Robert i zdrada? – nie mogłam przyjąć tego do wiadomości.

– No w takim stanie to i ja bym cię przeleciała. Ubierz się! – Na tyle było mnie stać.

– Żartujesz czy mnie dołujesz? – Spojrzał tak, jakbym to ja zdradziła jego.

– Jeszcze nie wiem, ale jestem na diecie i na widok takiego torsu przychodzą mi do głowy głupoty.

– Dobra, nie podlizuj się, tylko powiedz, co mam robić. Kurczę, jak mogłem być taki głupi! Nie mam pojęcia, co mnie napadło – strzelał słowami jak z karabinu maszynowego, zamiast iść i włożyć spodnie.

– Nie wiem, co cię napadło, może twojemu układowi nagrody znudziło się już porozumiewanie bez słów, utarte schematy, rutyna…

– Bądźże raz kumplem! – wykrzyknął, przerywając mi w pół zdania.

– I co mam ci mówić, że co… no co mówią w takiej sytuacji faceci?

– Ku***, że mają nadzieję, że była tego warta! Albo żebym się napił, że do jutra zapomnę i mi przejdzie. I żebym tylko nic nie gadał swojej kobiecie. – Nerwowo szukał rozwiązań.

– Tak? Tak mówią, a to ciekawe. I co, ja też mam ci to mówić? Gdybyś tego chciał, to spotkałabyś się z jednym z nich, a nie fundowałbyś mi celibatu.

– Jaki celibat? Ja tobie? – kręcił głową z niedowierzaniem.

– Dobra, nic, ubierz się i chodź się napić – powiedziałam cynicznie.

Robert, ostudzony słowem „celibat”, zniknął w drzwiach łazienki.

– Celibat to ja będę miał, gdy się Kaśka dowie – rzucił, kiedy pojawił się już prawie kompletnie ubrany, szarpiąc się tylko z drugą skarpetką.

– A dowie się? – zapytałam zaciekawiona.

– Jeszcze nie wiem. Powiem ci, jak zdecyduję. Nie rozumiem, dlaczego do tego doszło, przecież ja i Kaśka rozumiemy się jak nikt na świecie.

– No… zanim się obudzisz, ona już wie, co będziesz chciał na śniadanie, a jak cię szef wkurza, to ona wie, jak cię odprężyć, i zanim nadejdzie weekend, ona już ma kupione bilety do spa, teatru lub na narty.

– A czy to źle? Wiesz, jak to fajnie, gdy ktoś zna twoje potrzeby i nie uszczęśliwia cię na siłę?

– Już mało z tego pamiętam – zaczęłam się śmiać. – Ale wiesz, jak byłam ze swoim mężem, to na początku podobało mi się, że on mi dawał we wszystkim wolną rękę. Wiedział, że to mnie uszczęśliwia. Lubiłam o wszystkim decydować i takie tam. Tylko że po iluś latach mi się znudziło. „Wioletta chciała” – to zdanie stało się dla mnie odpychające.

– Tak, zawsze tak mówił, gdy spełniałaś kolejne zachcianki.

– Rutyna zabija nawet najbardziej udane związki i niekoniecznie musi je rozwiązywać, kończyć, ale wypala ten wewnętrzny ogień. Najpierw budujemy intymność, żeby umiejętnie zaspokoić swoje potrzeby, pozytywne emocje windują, chcemy tylko tej osoby, bo ona nas rozumie, i nagle z niewiadomych przyczyn, chociaż w związku jest tak idealnie, lądujemy w łóżku z kimś innym.

– Dość! Dość tych wywodów, to ostanie zdanie wcale nie było mi potrzebne!

– Ale taki jest fakt, nie uciekniesz przed tym. I wcale cię tu nie usprawiedliwiam, żeby nie było. Chciałam ci tylko pokazać, że czasami warto podjąć wysiłek i przerwać schematy. Tak to już jest, mój drogi. Nie wszystko złoto, co się świeci. Budowanie związku odbywa się bardzo powoli, ale można go rozpie***ć jednym susem za spódnicą.

– Przypomnij mi jeszcze raz, co zrobiłem, a upiję cię dziś tak, że jutro będziesz miała kaca większego niż ja teraz.

– No wiesz, tylko że twój moralny będzie cię trzymał o wiele dłużej niż mój po upojeniu alkoholowym. Po drugie do gardła mi tego nie wlejesz – zaśmiałam się i spojrzałam na zegarek.

– Jesteś umówiona? – zapytał Robert.

– Nie. – Sprawdzam tylko, gdzie bym teraz była: wciąż na kolacji czy już w pościeli – dodałam w myślach.

– Naprawdę myślisz, że zgubiła mnie rutyna? – Nie, to nie, Robert nie drążył tematu kontroli czasu.

– Nie wiem, co cię zgubiło, ale wiem, że jeśli to rutyna, to wina leży po obu stronach, a to już Kaśce byłoby ciężko przełknąć. Zdradzone osoby, i owszem, mają poczucie winy, zastanawiają się, co zrobiły nie tak, ale są to pytania rutynowe, bo częściej są tak zaślepione złością, że nie dzielą odpowiedzialności za związek na pół.

– A ty byś na jej miejscu dzieliła?

– Powiem ci, jak zostanę zdradzona. Wiesz przecież, że dopóki nie zetkniemy się z bodźcem, nasze zachowania pozostają wyłącznie w sferze domniemywań. Chociaż za rozpad swoich związków biorę odpowiedzialność, co często dziwi inne kobiety.

– Nie mam zielonego pojęcia, jak się zachować. Jeśli zostanę i jej nie powiem, to jak z tym żyć? Kurczę, nie lubię się tak czuć. Nie sądziłem, że mnie to kiedyś spotka.

– Kaśka pewnie też się tego nie spodziewała. – Spojrzałam na niego i w zasadzie oprócz usprawiedliwień nic nie przychodziło mi do głowy. Nie mogłam mu mówić, jaki to on jest głupi i beznadziejny, że ma fajną kobietę, a wywinął jej taki numer, że jest bez serca i w ogóle draniem, bo to by nic dobrego nie przyniosło. Robert przechodził różne traumatyczne wydarzenia, jest doświadczonym facetem, gdyby mu na Kaśce nie zależało, zakończyłby ten związek dziś, nie zdradzając jej nawet prawdziwej przyczyny. A może to nie wina schematyzmu, jaki wkradł się w ich relację, może to nie wina braku emocji w związku?

Nie, przecież emocjonalność zamiera wraz z pojawieniem się schematów, przewidywalności. Sielankowość związku to pułapka. Gdy milką zgrzyty, nastaje piękna, ale jednak stagnacja, która będzie prowadzić do poszukiwania chropowatości i niespodzianek czy to przez oboje partnerów, czy przez jednego.

– Czyli co? Jak milkną zgrzyty i niepowodzenia, zabieganie, problemy i niewiadome, to wypalają się uczucia? – Robert nie chciał wierzyć, że rutyna sprowokowała jego mózg gadzi do irracjonalnego zachowania.

– Zapewne zanikają warunki do pojawiania się i przeżywania pozytywnych uczuć. Wiesz, że kotka można zagłaskać na śmierć. Nasz mózg, układ nagrody przyzwyczajają się do tego, co dostaje, i nagroda przestaje być zadowalająca. Dlatego chcemy więcej i więcej, chcemy też czegoś innego, aby znów poczuć ten błogi stan zachwytu po gratyfikacji.

– Jestem zmęczony. Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwi, ale chyba masz rację. Czas zastanowić się nad istotą samego związku. Może są pary, które lubią odbijać się od ścian i granic, ale wygląda na to, że ja nie. Gdybym mógł cofnąć czas, wczoraj na śniadanie poprosiłbym o bekon z filiżanką herbaty, a nie o kawę i dwa tosty, a dziś zamiast spać do siódmej, obudziłbym Kaśkę o szóstej trzydzieści i uprawiał z nią namiętny seks.

Ludzie zmieniają się nie tylko zewnętrznie, zmianom ulegają również nasze potrzeby, upodobania, schematy myślowe, priorytety, a nawet wartości. Wraz z upływającym czasem przeobrażeniu ulega również istota związku. Warto bezustannie rozmawiać, poznawać i uczyć się siebie wzajemnie po to, abyśmy nie musieli poszukiwać wrażeń poza związkiem, aby nasze pozytywne emocje potęgowały się przy ukochanej osobie. Robert, podobnie jak ja, nie należy do wyjątków. A Ty?

Intymność (jako jeden z trzech składników miłości – oznaczająca tu pozytywne uczucia i towarzyszące im działania) zastyga w związkach bardzo powoli, ponieważ poczucie jedności, zrozumienia i podobne im uczucia są odbierane jako „zyski psychiczne”, niemniej jednak jest to wciąż pochyła w dół i samo przywiązanie może okazać się niewystarczające do utrzymania status quo.

Jakie kroki podejmiesz, aby wprowadzić do związku element zaskoczenia?

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej

Recommended Posts