Jak poradzić sobie z samotnością po rozwodzie

Jak poradzić sobie z samotnością?

Poznawać ludzkie potrzeby i próbować w miarę swoich możliwości nieść pomoc tym, którzy jej szukają – to cel mojego życia.

Ludzkie historie oraz opis towarzyszących im emocji są dla mnie inspiracją do pisania artykułów. Moje doświadczenie nie wystarczy, aby zrozumieć innego człowieka, ponieważ każdy z nas reaguje na bodźce i stresory z inną intensywnością. Każdy z nas ma inne potrzeby i oczekuje innego rodzaju wsparcia. Z tego względu powstał ten artykuł – dla osób, które nie chcą zagłębiać się w rozwój osobisty czy duchowy, oczekują natomiast konkretnej rady. Oto dziś pierwsza z nich.

Jak poradzić sobie z samotnością? To pytanie padło podczas dyskusji osób, które nie umieją odnaleźć się po rozstaniu. Uczestnicy spotkania podali różne metody:

– kupić lub przygarnąć jakieś zwierzątko (ta odpowiedź padała najczęściej);

– poświęcić się pracy;

– znaleźć dobry serial;

– czytać;

– zapisać się na jakieś kółko zainteresowań itp.

Zatrzymałam się przy wypowiedzi jednej z kobiet. Jej zdaniem „zwierzę to obowiązek, a poznać kogoś nie ma gdzie, bo przecież sama do pubu nie pójdę”. „A dlaczego nie?!” – wyrwało mi się z ust z nadzieją, że ktoś mnie poprze.

„Jeśli do pubu sama nie pójdziesz, to pomyśl, gdzie pozwolisz sobie samej pójść. Jest tyle miejsc, które warto zobaczyć, i tyle imprez, w których warto uczestniczyć. Nikt oprócz ciebie nie broni ci wyjść z domu”.

Moje pierwsze samotne wyjścia zaczęły się jeszcze wtedy, gdy byłam mężatką. Zamieszkałam w mieście swojego partnera – obce miasto, obcy ludzie, mąż w delegacji i moja powściągliwość w zawieraniu znajomości. Samotność zakochanej kobiety jest koszmarem. Tęsknisz, patrząc w kalendarz, ile jeszcze dni zostało do powrotu ukochanego, aby móc porzucić zautomatyzowane zachowania i zacząć żyć. Dopiero po roku zdałam sobie sprawę, że również pod jego nieobecność życie biegnie jak szalone. Wszystko zaczęło się od samotnych wyjść na obiad – i nie po to, aby wymigać się od gotowania w domu, ale by móc patrzeć na ludzi i żeby oni mnie zauważyli, poczuć się częścią społeczeństwa. Szukając sposobności do urozmaicenia swojego życia i zawarcia nowych kontaktów, postanowiłam się kształcić. Wpadłam w wir życia, ponieważ tak zdecydowałam. Jak się okazało, korzystając z każdego darowanego nam dnia, jesteśmy dla swoich partnerów (również dla przyszłych) bardziej atrakcyjni. W wieku 38 lat zostałam dumną z siebie panią magister, wzbogaconą o liczne przyjaźnie.

Po rozwodzie, aby nie być zależną finansowo, zaczęłam jeździć do pracy w Niemczech. Poznałam miasto, które urzekło mnie swoją subtelnością. Dwa lata później w nim zamieszkałam – ponownie obce miasto, obcy ludzie, wyzwanie. Zwiedzałam, spacerowałam, uprawiałam sport – sama, bo moja powściągliwość względem zawierania nowych znajomości się nie zmieniła. Czasami zabierałam laptopa, szłam do swojego ulubionego pubu i tam oddawałam się pisaniu. Od czasu do czasu widywałam na schodach okazałego budynku potykacz z zaproszeniem na salsę. Nie miałam pojęcia, czy to klub, czy dyskoteka, czy nauka tańca. Aby się tego dowiedzieć, miałam tylko jedno wyjście: wejść i się zapytać. Kobieta, która odpowiedziała mi na pytanie, pracuje tam jako barmanka i już czwarty rok na początku imprezy z uśmiechem podaje mi lampkę czerwonego wytrawnego. Moja pierwsza godzina na tej imprezie była zażartym dialogiem przeprowadzonym z samą sobą. Jedna część mnie chciała zostać, druga wstydziła się, że w takim miejscu jestem sama.

Patrzyłam, jak podgrzewa się atmosfera. To było cudowne uczucie, które towarzyszy ci, gdy ekscytuje cię coś po raz pierwszy. Zostałam! Dziś już każdy wie, że wpadam na dwie godzinki, tańczę do wypalenia wszelkich sił i znikam, aby pojawić się następnym razem.

Pasja. Każdy ma ją w sobie. Czasami jest ukryta pod stertą codziennych obowiązków, ról życiowych, które narzucamy sobie z biegiem upływających lat. Ale nasze zobowiązania się kurczą, czy to po rozwodzie, czy w momencie gdy dzieci odchodzą z domu lub po stracie kogoś bliskiego. Wówczas zamiast pogrążać się w cierpieniu i uzależniać od chemii, którą wtedy wytwarza mózg, pomyśl, jak możesz tę lukę wypełnić, jaką nową rolą, nowym zajęciem, hobby. Szukaj, próbuj i zostań przy tym, co z tobą współbrzmi. W moim przypadku jest to pisanie, co odkryłam podczas studiów, oraz taniec, o czym wiedziałam, odkąd się urodziłam – i pomimo swojego wieku wciąż nieźle się ruszam 😉

Nie czekaj, aż ktoś weźmie cię za rękę i poprowadzi. Przyjmij, że może nigdy się nikt taki nie pojawi. Sama chwyć swoją dłoń i poprowadź siebie w kierunku lepszej codzienności.

Moja najlepsza przyjaciółka jest od kilku lat samotną kobietą po sześćdziesiątce. Uwielbia basen i siłownię i nie potrzebuje do tego towarzystwa. Chociaż ma bardzo wiele koleżanek, niewiele z nich podziela jej zainteresowania. Nie wstydziła się za pierwszym razem, gdy zakładała dres, i nie wstydzi się sama jadać w restauracji, bo czy naprawdę do tego, żeby gdzieś wyjść, potrzebne są koleżanki?

Czasami ludzie zamiast akceptować indywidualność, wzajemnie szokują się swoimi poglądami i zachowaniami.

Sama? Jak to, przecież można znaleźć inną chętną kobietę i wyjść z nią do miasta lub do kina – dwie z pań nie mogły zrozumieć, dlaczego tak bardzo upieram się przy samotnych wyjściach.

– Ale czasami koleżanki to mężatki, które nie zawsze chcą zostawiać partnerów i lecieć z tobą na zakupy. I trzeba je rozumieć, małżeństwa rządzą się swoimi prawami, a ty rządź sobą według własnych pragnień i potrzeb – odparłam przekonana o swojej racji.

– Ale przecież są inne samotne kobiety, trzeba je tylko odnaleźć! – nie odpuściły mi.

– Oczywiście, że fajnie iść z grupą dziewczyn, razem się śmiać i powygłupiać, porozmawiać, ale w pierwszej kolejności należy nauczyć się samemu zaspokajać swoje potrzeby i robić sobie dobrze! – Moja odpowiedź została przyjęta milczeniem, ale z twarzy można było wyczytać brak akceptacji dla mojego sposobu myślenia.

Jeszcze zanim zamieszkałam w Trewirze, odnalazłam na Facebooku grupę przeznaczoną dla Polaków. Tam zawarłam kilka wirtualnych znajomości. Szybko rozeszło się, że jestem pisarką. Wirtualnie zaprzyjaźniłam się z jedną z kobiet, która zorganizowała spotkanie większej grupy osób. Poszłam wystrojona, wierząc, że poznam fajnych ludzi. Niestety cel naszego spotkania rozmył się podczas wyrażania opinii na temat sposobu spędzenia tego czasu. Ja chciałam potańczyć, a inni, nie mogąc skorzystać z tej okazji, postanowili pójść do pubu. Pożegnałam się więc i poszłam w swoją stronę.

Prawdopodobnie zszokowałam towarzystwo, ale nie wpłynęło to na naszą znajomość. Spotkaliśmy się ponownie w innych okolicznościach i wytworzyła się pewnego rodzaju więź, oparta na zrozumieniu, że każdy jest inny i należy to szanować. Mało tego, podczas tego krótkiego pierwszego spotkania poznałam inną kobietę, z którą los połączył mnie powtórnie. Używając swoich wpływów, pomogła mi kilka miesięcy później wynająć pierwsze mieszkanie w Trewirze. Zaprzyjaźniłyśmy się. Jest mężatką, i pomimo mojego indywidualnego podejścia do życia, zaprosiła mnie do swojego domu i swojej rodziny, czuję się jak jej członek, który nie musi mieć zaproszenia w wieczór wigilijny. A teraz wraz z Izą biegamy razem, żeby potańczyć – czyż to nie cudowne?

Powróćmy jednak do samotności, która jest jedną z najgorszych form spędzania czasu.

Samotne czują się osoby, które nie potrafią rozpoznać samych siebie i zaspokajać swoich potrzeb. Nie umieją, a może nawet nie chcą korzystać z własnego towarzystwa – taka jest prawda, ale możesz to zmienić.

Kiedy czujesz się samotna i gorączkowo poszukujesz towarzystwa, kieruje tobą wyłącznie chęć brania. A co ty wówczas możesz zaoferować?

Nacisk na koleżanki – z czego to wynika? Czy robisz to, żeby mieć kogoś obok, a może dlatego, że nadal samotna kobieta snująca się po parku, galerii, przebywająca w restauracji czy dyskotece, to zjawisko amoralne, które nie przystoi, a wręcz świadczy tylko o jednym?

Dlaczego wciąż nie możemy dać sobie przyzwolenia na robienie w danej chwili tego, na co mamy ochotę, bez względu na to, czy ktoś będzie nam, kobietom, towarzyszył, czy nie? Czy własny wstyd powoduje, że blokujesz się na myśl o korzystaniu z życia?

Przezwyciężanie własnego wstydu to walka pomiędzy tym, co wypada, a co nie. To dialog, to sekwencja zmyślnie zadawanych pytań przez twój mózg, mający na celu zniechęcić cię do nowych zachowań. Odpowiadaj mu tak, jakbyś była gotowa na wszystko, jakby wszystko od życia ci się należało, jakbyś już była zdecydowana, że wychodzisz z domu – i to na dodatek sama! No ale o naukowych kwestiach możesz poczytać w innym artykule, do którego cię serdecznie zapraszam.

Staram się nie uzależniać swojego życia i szczęścia od innych osób – ludzie są nam bardzo potrzebni, ale czasami los rzuca nas w nowe miejsca i sytuacje, a znajomości trzeba zawierać na nowo. Wtedy pamiętaj o tym, że pozostawiona sama sobie również powinnaś żyć tak, aby nie żałować straconych dni.

Kobiety bardzo często były lub są uzależnione od mężczyzn. Gdy odzyskują upragnioną wolność, nie wiedzą, co z nią zrobić, i dlatego siedzą zamknięte w domach, czekając na kogoś, przy kim na nowo poczują się pewnie… na koleżankę.

Nie twierdzę, że gdy zajmiesz się nauką wychodzenia poza własną strefę komfortu, że gdy otworzysz się na nowe doświadczenia, że gdy już przezwyciężysz własny wstyd, nigdy więcej nie zatęsknisz za tym, by dzielić swój czas z tą drugą osobą, na której będzie ci zależało i której będzie zależało na tobie, ale wówczas, mając otwarty umysł, znając swoje blokady i mając w naturze umiejętność ich przezwyciężania, będziesz mogła świadomie zdecydować, co chcesz z tymi emocjami zrobić – puścić czy zatrzymać i trochę się podołować?

Wszystkim, którzy czują się samotnie, życzę otwartości na własne potrzeby i umiejętności ich zaspokajania. Przełamania własnych barier, wstydu i granic moralnych.

8

W każdą niedzielę zapraszam do czytania i czerpania inspiracji z artykułów, z cyklu:  Życie po rozwodzie. Prezentowane treści, bogate w wiedzę merytoryczną, przeplatane konstruktywnymi i łatwymi ćwiczeniami, pomogły wielu kobietom w odnalezieniu sensu życia po rozstaniu, stawianiu czoła wyzwaniom i kreacji codzienności, która jest najważniejszym składnikiem rzeczywistości w której należy się odnaleźć, aby dotknąć własnego nieba.  

Pozdrawiam,

twój coach kryzysowy,

Wioletta K.

(Klinicka)

poradniki coacha kryzysowego

kursy i poradnik – rozwój osobisty

Recommended Posts