Jak pogodzić się z rozstaniem?

– Jutro wracam do domu – powiedział nagle Robert, ale bez większego entuzjazmu. Po prostu chciał mi to zakomunikować, że nie chce głęboko wnikać w temat.

– OK – rzuciłam, dając do zrozumienia, że nie musimy o tym rozmawiać.

– Pamiętasz – zapytał po chwili milczenia – jak mówiłaś, że są faceci, którzy mają mało oksytocyny? Może ja też nie mam jej za wiele? Może kobiety to czują i uciekają? A może mam jej za dużo i jestem zbyt miły?

– Myślę, że wkrótce będzie można kupić w aptece urządzenie, które zbada nam poziom tego hormonu – zaczęłam się śmiać. – Wtedy włożę ci je w usta i poznam twoje największe biochemiczne tajemnice – dodałam.

– No, to by było dobre – roześmiał się Robert. – Termometr uczuć. Czy jeszcze kocham cię jak wariat, czy już nie, albo raczej: czy jeszcze cię podniecam, czy tylko masz gorszy dzień, a może po prostu już się mną znudziłaś?

– Chyba nie chciałabym – spoważniałam nagle. – A ty?

– Może mając coś takiego, nie łudziłbym się, że to tylko gorsze dni albo napięcie przed menstruacją – powiedział. W jego głosie słychać było złość. – Co mi w ogóle odbiło, aby wiązać się z o wiele młodszą kobietą? Przecież to było do przewidzenia! Jestem stary i w dodatku mało romantyczny. Nie latam po klubach co noc i pracuję dużo za dużo. Tyle że Kaśka o tym wiedziała! I co, nagle się obudziła…?! Nagle to, co tak jej się podobało, stało się wadą nie do zniesienia, więc chodzi obrażona? – zapytał. – Szkoda mi czasu na ciche dni. Chcę być z kobietą blisko. Chcę czuć, że mnie wspiera. Ja też chcę ją wspierać.

– No wiesz – odparłam. – Wiele kobiet uznałoby, że jesteś wymierającym gatunkiem – dodałam i zaśmiałam się.

– Wiola, sama wiesz, ile mam wad. Ale czy nie jest tak, że wiążąc się z partnerem, wiemy, na co się decydujemy?

– Twoje wady mi nie przeszkadzają – zaczęłam tłumaczyć. Akceptuję cię takim, jakim jesteś, nawet jeśli czasami się ze mnie podśmiewasz, bo wiem, że taką masz naturę. Ale ja nie jestem w tobie zakochana – podkreśliłam. – Postrzegam cię w miarę realnie, oczywiście patrząc na ciebie przez swój pryzmat. Całkiem subiektywnie mogę powiedzieć, że jesteś świetnym kandydatem na partnera, choć nigdy nie zrozumiem, dlaczego nie moim – dodałam, chcąc jakoś zakończyć ten temat.

– To co, jeśli jakaś kobieta się we mnie zakocha, będę dla niej inny? – zapytał.

– Dobrze wiesz, że tak – odpowiedziałam.

– Wiem, ale chyba wyznajemy zasadę, że „widziały gały, co brały”? – zapytał przekornie.

– Chyba nie do końca tak jest… – odpowiedziałam. – Jeśli decydujesz się na wspólne zamieszkanie, będąc jeszcze w pierwszej fazie miłości, na początku wszystko wydaje się takie piękne i namiętne, bo znajdujesz się pod wpływem fenyloetyloaminy. Kolokwialnie mówiąc: jesteś na narkotykowym rauszu, a sam wiesz, że wówczas widzisz tylko to, co chcesz widzieć. Gdy poznałeś Kaśkę, odciąłeś się od swoich płatów przedczołowych. Albo zostawiłeś je u mnie – dodałam ze śmiechem.

– Ha, ha – wybuchnął śmiechem. – Dobrze, że czegoś innego u ciebie nie zostawiłem.

– No wiesz, gdybym była zaborczą kumpelą, pewnie kazałabym ci zostawić. A tak – robiłeś, co chciałeś.

Zapadła chwila ciszy. Robert przełknął ostatni kęs kanapki i popił czerwonym winem.

– Może nalej mi coś mocniejszego – poprosił. – Upiję się i pójdę spać.

– A jutro na kacu poprowadzisz prezentację?

– O kurczę, zupełnie zapomniałem, że muszę nanieść ostatnie poprawki! – wykrzyknął. – Niech wino nabiera mocy – dodał, uśmiechając się i wstając. Podszedł do komputera.

– Mogę zająć twoje biurko? – zapytał.

– Tylko nie przyzwyczajaj się do mojego wygodnego fotela! – zaśmiałam się.

– Tak – wykrzyknął, zajmując miejsce – wygodny fotel to ja ci kupię na urodziny! – dodał.

 – Które? – zapytałam szybko, aby upewnić się, że jeszcze w tym roku.

Uśmiechnęliśmy się do siebie. Szybko posprzątałam po kolacji i zaczęłam pisać nowy artykuł.

Nie mogłam się skupić, bo chociaż Robert nie raz u mnie nocował, dzisiaj czułam się dziwnie. Ale może wynikało to z tematyki, jaką wciąż zgłębiałam – oksytocyny, wytwarzanej w jądrze przykomorowym i nadwzrokowym podwzgórza i magazynowanej w tylnym płacie przysadki, skąd jest przekazywana za pośrednictwem neuronów?

„Oksytocyna ma na człowieka ogromny wpływ – pomyślałam – ciekawe, ilu mężczyzn wie o tym, że gdy kobieta ma jej dużo, staje się o wiele bardziej wyrozumiała i empatyczna, czuła i wrażliwa na jego potrzeby”. O ironio, to właśnie facet może zapewnić nam jej wzrost! Chociaż z tego, co czytałam, w 90% powinniśmy robić to same. Ale chociaż cenię sobie samowystarczalność, milej jest, gdy to mężczyzna prowokuje nasz organizm do jej wydzielania. „No tak, i jak tu nie mówić o przewrotności kobiet! – uśmiechnęłam się do siebie i spojrzałam na Roberta. – No, teraz wyglądamy jak mąż i żona”.

– Robert…? – zapytałam. Chciałam mu na chwilę przerwać.

– Tak….? – odrzekł, unosząc wzrok znad sterty rozrzuconego papieru.

– Nic, nic, sprawdzam tylko czujność – zaczęłam i nie dokończyłam myśli.

Chciałam go zapytać, czy jest możliwe, aby zacząć związek od przyjaźni. Czy to uczciwe i co się wówczas dzieje? Czy można pominąć fazę zakochania? Machnęłam jednak ręką, jakbym chciała odgonić muchę, dając sobie znak, że mam przestać o tym myśleć.

Po jakiejś godzinie Robert wstał i przeciągnął się.

– Skończyłem – oznajmił triumfalnie. – A ty?

– Ja jakoś nie mogłam skupić się na pisaniu, więc zaczęłam czytać.

Usiadł obok i zerknął na ekran.

– A co czytałaś? – zapytał.

– Nic takiego – odparłam. – Wciąż uczę się, jak funkcjonuje nasz mózg.

– Twój czy mój? – roześmiał się i wstał. – Zrobię nam coś do picia, chcesz?

– Z chęcią – odpowiedziałam, nie podnosząc głowy.

– Wiola – zwrócił się do mnie ponownie – jeśli chcesz jeszcze poczytać, to ja pójdę na spacer albo wezmę prysznic.

– Dlaczego? – zapytałam.

– Bo wyglądasz na pochłoniętą lekturą.

– Nie, nie – odrzekłam z roztargnieniem. – Przerwa dobrze mi zrobi – dodałam i dopiero wtedy podniosłam na niego wzrok.

Odetchnęłam z ulgą, bo patrząc teraz na Roberta, uświadomiłam sobie, jak fajnego mam kumpla i że tę znajomość trzeba pozostawić na takim poziomie.

– Dobrze mi tu – usłyszałam. – Chyba się z tobą ożenię – dodał, podając mi gorącą czekoladę z odrobiną rumu. Spojrzeliśmy na siebie i parsknęliśmy śmiechem.

– To co ciekawego wyczytałaś? – zapytał, gdy tylko się uspokoiliśmy.

– Czy wiesz, że oksytocyna jest wytwarzana w chwili, gdy czujemy się bezpieczni i gdy jesteśmy w kontakcie z inną osobą?

– No tak, spada stres i zwiększa się zaufanie. Ufam ci, Wiolka. Lubię i cenię sobie naszą przyjaźń, a z Kasią… No cóż, gdy opadają emocje, zaczynamy inaczej patrzeć na ludzi, których kochamy, albo których wydawało nam się, że kochamy. Dobrze się stało, bo w kolejnej fazie związku, gdy pojawiają się uczucia przywiązania i zobowiązania, trudniej jest się rozstać. A tak oboje mamy jeszcze szansę na kolejną fajną relację, a już na pewno jakiś romans – uśmiechnął się i wziął łyk czekolady.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły