Jak odnaleźć siebie w strugach pędzącego czasu – moja prawdziwa historia

Najtrudniej jest mówić o sobie prawdę. Statystycznie dorosły człowiek kłamie co dziesięć minut, ubarwia swoje historie, zamykając prawdziwe życie, emocje i uczucia pod stosem masek wymuszonych przez oczekiwania i zewnętrzne naciski.

Silne kobiety – skąd się one biorą? Skąd się biorą kobiety, które nie tylko błyszczą w blasku fleszy, ale te, które na co dzień zmagają się z realnym światem, nie zawsze spełniającym ich wyobrażenia. Kobiety, które mają realny wpływ na życie innych ludzi, na ich trwałe zmiany i przeobrażenia stanu umysłu?

Moim zdaniem rodzą je inne kobiety. Potem je wychowują i kształtują ich sposób myślenia. Szczęście mają te dziewczynki, którym pozwala się doświadczać, którym nie mówi się, że żelazko parzy, a pokazuje, że może nieodwracalnie oszpecić ich skórę. Chociaż w obecnych czasach, mając odpowiednią sumę pieniędzy, można skorzystać z szeregu operacji plastycznych. Cały wysiłek skupiany jest wówczas na zarobieniu potrzebnej kwoty lub spłacie zaciągniętego kredytu. Co się jednak dzieje, gdy oszpecone jest nie ciało, a sposób myślenia? I ile skrzywdzonych mentalnie dziewczynek podejmuje wysiłek zmiany starych schematów myślowych i rozerwania skamieniałych połączeń nerwowych w mózgu, będąc już dorosłymi kobietami?

Odpowiedź nie jest zbyt zadowalająca. Kobiety tkwią w zawieszeniu i nie jest to ich winą do momentu, gdy czytając książki na temat rozwoju osobistego, zmieniają wyłącznie pozycję siedzenia. Jeśli tak się dzieje, to szkoda czasu kobiet, które dzielą się swoimi prawdziwymi historiami – może dlatego tak rzadko to robią. Ale dziś, gdy mój syn pożegnał się ze mną i pojechał do bursy, pomyślałam sobie: jeśli moja historia pobudzi do działania chociaż jedną kobietę, to warto, warto otworzyć laptopa i napisać kilka słów.

Ułamki swojej historii odkrywałam na łamach własnych kursów. Ich celem była inspiracja, pobudzenie do zrobienia pierwszego kroku w kierunku lepszej codzienności. Tak, to prawda, co o mnie szepczą. Nie lubię bierności, użalania się nad sobą i wyszukiwania tysiąca wymówek – a wszystko po to, aby usprawiedliwić swoje siedzenie z jedną nogą pod tyłkiem i wylewanie łez w wygodnym fotelu, wytartym od nierozliczonych marzeń.

A marzenia? Skąd one się biorą?

Dla mnie są oznaką, że żyjesz w świecie, który Cię nie zadowala. Że żyjesz nie tak, jak tego pragniesz, że nie czujesz się spełniona i tak po prostu szczęśliwa.

Tyle że ten świat kreowałaś od lat. Ja swój również. I każda decyzja, nawet ta podjęta przed dziesięcioma laty, ma wpływ na to, gdzie się obecnie znajdujesz. Łączenie faktów, analiza błędów, wzięcie odpowiedzialności przychodzi ludziom z ogromnym wysiłkiem, o ile w ogóle są do tego zdolni. O tym, że łatwo zrzucać winę na los, rodzinę, polityków, inne osoby, już zapewne słyszałaś. I albo się z tym zgadzasz, albo wciąż trwasz w przekonaniu, że nie Ty jesteś budowniczym własnego życia.

Ja byłam i jestem projektantem swojej rzeczywistości. Teraz jednak jestem tego faktu świadoma, podobnie jak mam świadomość tego, że każda porażka jest moim dziełem. Do dziś się potykam, przewracam i spłacam zaciągnięte długi mentalne. I zapewne jeszcze nieraz podejmę decyzję, która pokaże mi, że uczymy się siebie i doskonalenia codzienności każdego dnia. I tak będzie do śmierci, jako że z wiekiem wkraczamy w nowy etap życia, na który nie możemy być przygotowani, bo jeszcze nigdy tego nie przeżyliśmy. Co to oznacza?

Inne problemy dotykają Cię, gdy jesteś dzieckiem, inne, gdy jesteś nastolatką, inne, gdy zaczynasz życie obok wymarzonego mężczyzny, inne, gdy zostajesz matką, gdy podejmujesz pracę, gdy rozpada się Twój związek, gdy dzieci odchodzą z domu itd. Każdej roli musisz się nauczyć, przyjąć ją i określić, jaką osobą chcesz być: jaką kochanką, jaką matką, jaką szefową itd. No i oczywiście zacząć doświadczać. Dopiero doświadczenie weryfikuje wiedzę teoretyczną, której nabywamy, czytając kolorowe czasopisma, naukowe książki, uczęszczając na warsztaty i wykłady.

Często jednak okazuje się, że wiedza merytoryczna, która miała nam pomóc utrzymać się na powierzchni, nie spełniła swojej funkcji i nie uchroniła nas od bólu i cierpienia, ale to tylko dlatego, że każdą książkę, każdy felieton, artykuł napisał inny człowiek. Edukując nas, wyraża się on przez pryzmat indywidualnych doświadczeń, które przetworzył według własnej osobowości, charakteru, granicy mentalnej i ogólnego sposobu myślenia.

Nie oznacza to jednak, że nie mamy się edukować. Wręcz przeciwnie – z tą różnicą, że naukę należy rozpocząć od poznania siebie, od zadania sobie prostego pytania: kim ja jestem? Powracając jednak do pierwszego zdania, które napisałam (cyt. Najtrudniej jest mówić o sobie prawdę. Statystycznie dorosły człowiek kłamie co dziesięć minut, ubarwia swoje historie, zamykając prawdziwe życie, emocje i uczucia pod stosem masek wymuszonych przez oczekiwanie i zewnętrzne naciski), aby to zadanie wykonać poprawnie, należy przestać okłamywać siebie. Maska po masce obnażyć się przed sobą, zajrzeć w głąb siebie i rozpoznać swoje prawdziwe „ja” – ja realne.

Balansujemy na granicy wyobrażeń i realnego postrzegania siebie. Błądzimy pomiędzy tym, czego pragniemy dla siebie, a tym, co powinniśmy robić dla innych. Od zawsze zmuszani jesteśmy do dokonywania wyborów i podejmowania decyzji. Ale słowo „zmuszani” jest adekwatne tylko wówczas, gdy nie rozpoznajesz własnych wartości, przekonań i pragnień, czyli tego, czym kieruje się człowiek świadomy, kreując własną rzeczywistość.

Moja historia? No tak, to o tym miałam pisać.

Jestem podwójną rozwódką. Każdy rozwód przeżyłam bardzo emocjonalnie. Z pierwszego związku mam syna i cały pakiet doświadczeń. Każdy rozwód spowodował pustkę i uczucie odrzucenia. Po drugim małżeństwie świat zamilkł, stanął w miejscu – nie, świat pędził do przodu, to ja się zatrzymałam, ale wspominając depresję, jakiej doświadczyłam po pierwszym małżeństwie, zaczęłam szukać pomocy. Trafiłam wówczas na pierwszy kurs związany z rozwojem osobistym. Kontakt z ludźmi, którzy poszukiwali siebie, dodał mi sił. I ja zaczęłam odkrywać siebie na nowo. Nie była to łatwa droga. Wielokrotnie zaufałam ludziom, którym nie powinnam, co wpędziło mnie nie tylko w długi, ale również w kolejne stany depresyjne. I któregoś dnia dotarło do mnie, że słowa: uwierz w siebie, wszystko jest po coś, wyciągaj wnioski, realizuj swoje marzenia, nie są jedynie sloganami. One mają sens, ale tylko wówczas, gdy sami ustalamy, co się za nimi kryje. O tym, co kryje się za określeniami „sukces”, „cel” i „uczucie spełnienia”, masz prawo decydować sam/sama.

Po rozwodzie zagubiłam się. Przyjęłam cudze pomysły na życie. Wyobraziłam sobie swoje „ja idealne” ponad własne możliwości. Moje pragnienia już nie były moimi, ale o tym dowiedziałam się, gdy zrozumiałam, że każdy z nas ma mocne i słabe strony, a co najważniejsze, że każdy ma do nich prawo! I aby móc pójść dalej, rozwijać się i uszczęśliwiać siebie, należy je zaakceptować. Jeśli nie jesteś w stanie czegoś zmienić – zaakceptuj to. Zaakceptuj siebie.

Po rozwodzie zaczęłam prowadzić blog. Pisanie wypełniało moje samotne wieczory. Pewnego dnia jednak dowiedziałam się, że jako trenerowi rozwoju osobistego – wówczas już rozpoczęłam kształcenie się w tym kierunku – nie wypada pisać o relacjach damsko-męskich w tak rozwiązły sposób. Przystosowałam się. Długo trwałam w tym zakłamaniu, aż jednego dnia pewna kobieta zadała mi pytanie: „Co by cię uszczęśliwiło?”. „Pisanie” – odpowiedziałam, ale nie takie jak teraz. „To co cię powstrzymuje?” – zapytała mnie. „Powinność – odpowiedziałam. – To, co wypada, a co nie wypada”. „I uważasz, że z takim podejściem osiągniesz sukces, spełnienie, odnajdziesz siebie?” Tej nocy nie mogłam spać, zastanawiając się nad sensem swojego życia i swoim „ja idealnym”. Plan na życie i dochodową pracę tylko w Polsce nie wypalił, musiałam wrócić do pracy w roli opiekunki społecznej na terenie Niemiec. Mam dochód pasywny – myślałam o trzeciej nad ranem. Powoli spłacam zaciągnięty kredyt, mam na utrzymanie siebie i syna, mogę więc pozwolić sobie na rozwój swojej pasji. Pasji, która przyniesie mi radość, a radość to pozytywna energia, która przyciągnie wszystko, co dla mnie najlepsze.

I tak się stało. Gdy zaczęłam tworzyć w zgodzie ze sobą, wszystko nabrało sensu. Moje życie wypełnił spokój i harmonia, a moje marzenia przeobraziły się w realne wydarzenia mojego życia.

Może Cię w tej chwili zawiodłam, może liczyłaś na smutne kawałki o tym, jak borykałam się z życiem, samotnością, biedą, żalem itp. Mogłabym rozmiękczyć niejedno serce, ale nie zrobiłam tego, ponieważ moim celem nie jest wywoływanie w ludziach współczucia. Moim pragnieniem jest rozniecanie w nich siły do działania. Dlatego wolę napisać, że teraz, dziś jestem dumną z siebie i – co najważniejsze – szczęśliwą autorką licznych artykułów na temat relacji damsko-męskich oraz emocji, które prezentowane są na stronie www.oklinicka.com. Piszę również opowiadania i wydałam książkę o relacjach damsko-męskich w sieci pt. Miłość odmieniana przez przypadki, o której możesz poczytać na stronie www.miloscodmienianaprzezprzypadki.pl.

Moje felietony ukazują się w czasopiśmie „Fejm” (fejm.com.pl), a usłyszeć można mnie (w duecie z Krzysztofem) w internetowej stacji radiowej Radio Ty i Ja (radiotyija.pl) w każdy czwartek od godz. 20.00.

Tak samotnych, smutnych, zagubionych kobiet jak niegdyś ja jest bardzo wiele. Mnóstwo historii wywołuje dreszcze, może bohaterką jednej z nich jesteś Ty, a może bliska Ci osoba lub kobieta, którą mijasz codziennie, idąc do sklepu po bułki. Pomóż jej – czasami wystarczy się do niej uśmiechnąć, a niekiedy wysłuchać jej lub udostępnić ten materiał. Pomóż innej kobiecie lub sobie odzyskać poczucie, że masz prawo do szczęścia. Musisz jednak sama tego pragnąć i wykazać się inicjatywą, zrobić pierwszy krok, podejmując samodzielną decyzję o zmianie swojego życia, oraz rozpocząć działania – poczynić małe kroki w kierunku realizacji swoich planów i swojej wizji.

Dziel się tym, co posiadasz najpiękniejszego – doświadczeniem!

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej

Recommended Posts