Jak głos z zaświatów!

Kiedy usłyszałam jego głos w słuchawce zaniemówiłam. Brzmiał nieprawdopodobnie znajomo, czy to mógł być on? Przecież to niemożliwe, wiem, od piętnastu lat, że to niemożliwe.

A jednak.

Taki scenariusz wyobrażałam sobie niejednokrotnie. Dzwoni pyta co u mnie, co u dziecka, jak się mamy i czy dajemy sobie radę. Czy starcza mi od pierwszego do pierwszego i czy naszemu synowi niczego nie brakuje. Ale musiałam przestać żyć tymi złudzeniami, odciąć się od przeszłości i po prostu zapomnieć. Dalej żyć pełną piersią i ułożyć sobie życie bez niego.

Odszedł, skoro był szczęśliwy z inną, skoro mu tylko wadziliśmy, to niech tak zostanie. Już dawno przestałam z tego powodu cierpieć, właściwie zaraz po urodzeniu syna.

Z biegiem lat i z większym poczuciem swojej wartości pozostała mi tylko wdzięczność za spędzone lata, chociaż krótkie było to pożycie małżeńskie, to zaowocowało ogromnym darem, miłością mojego syna.

Ten głos w słuchawce po piętnastu latach ściął mnie z nóg, ale niemalże natychmiast się pozbierałam. O nie, nie pozwolę sobą teraz manipulować pomyślałam i rozłączyłam się.

Ponieważ jestem od dwóch lat po kolejnym rozwodzie zastanawiać zaczęłam się, czy warto jest przyjaźnić się z byłym? Czy to zdrowe? A jeśli tak, to dla kogo? Dla tego wydzwaniającego, czy dla tej strony, która owszem odbiera twój telefon, owszem rozmawia z tobą, uśmiecha się, mówi z pasją o swoim nowym wspaniałym życiu, a czasami nawet o związku, ale sama nie przejawia wielkiego zainteresowania twoim życiem?

Różne mamy przekonania w tym temacie. Ja osobiście po drugim rozstaniu długo utrzymywałam kontakt z byłym, ale po mimo jasnych deklaracji, że nie zostanę jego przyjaciółką, o czym mu mówiłam, bo wciąż czuję się jego żoną, to właśnie tak się zachowywałam, jak przyjaciółka. To ja dzwoniłam, a on opowiadał, co u niego, to ja podtrzymywałam tą znajomość, a on z niej korzystał.

Co ja z tego miałam? Aż trudno się przyznać, ale chyba poczucie, że wciąż jest mój. Nigdy nie ustanowiliśmy reguł tych relacji, nigdy on nie wyprowadzał mnie z błędu, że już mnie nie kocha. Tak bardzo nie chciał zranić moich uczuć, aż w końcu wpadł we własną pułapkę. Musiał się wytłumaczyć, tej nowej. A chociaż znając jego, to za wiele się nie tłumaczył. Taki fakt zaistniał i już. Ja zadzwoniłam, ona odebrała, zapytała kim jestem, a głos mój sam się wydobył i rzekł “żoną”.

Miałam, czy nie miała takiego prawa, to już mało ważne stało się i już.  To w sumie ich problem, skoro jej nie wytłumaczył, że ma ze mną dobre relacje i mogę na ten telefon dzwonić, rzadko ale jednak i to o nieprzewidywalnych porach.

No ale trochę odbiegłam od tematu, chociaż z drugiej strony może nie. Przecież ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że reguły gry powinny być jasno określone, nawet po rozstaniu. Różnie nowe kobiety i nowi mężczyźni reagują na byłe i byłych.

Sama pamiętam, że jak spotykałam się z moim mężem, wiele lat przed ślubem, nie cierpiał, gdy dzwonili do mnie przyjaciele, lub potencjalni kandydaci na jago miejsce. Wówczas spotykaliśmy się tak – bez zobowiązań i dlatego wciąż czułam, że mam prawo dawać się uwodzić, przecież deklaracji nie było, nie padły żadne słowa, które zdefiniowały by nasze randki, a właściwie romantyczne wieczory.

Teraz on postawił kogoś w takiej sytuacji w jakiej stawiałam go ja.

Mało tego, na drugi dzień również rozmawialiśmy, aby to wyjaśnić. Po tym jak przyznał, że mam prawo ot tak do niego zadzwonić – szczęśliwy wyznał mi, że się zakochał, jak przyjaciel przyjaciółce. A ja przez chwilę się poczułam, jakby chciał zabić naszą przyjaźń, nasz związek czy nasze małżeństwo. Dodał delikatnie, że on nie ma żony, na co kąśliwie nie zgodziłam się. Dodałam z uśmiechem, że mógł mnie poinformować, że ten numer nie należy już do niego, to nie narażał by się na takie faux pas (fopa).

Dziś uśmiecham się, gdy to piszę, bo wychodzi na to, że dwa lata po rozwodzie wciąż tłumaczył się z jemu przypisanym wdziękiem. No, to jak go nie lubić?

Znam jeszcze kilka przyjaźni, które powstały po rozwodzie. Przyglądając się im jednak dochodzę do przekonania, że na takiej przyjaźni ktoś zawsze cierpi.

U mnie to, byłam ja. Bo żyłam złudzeniem, że po mnie nie będzie w jego życiu nikogo i to mnie będzie kochał jako ostatnią, ot taką egoistką byłam dopóki nie powiedział mi, że się zakochał w innej. Wówczas pierwszy raz dał do zrozumienia, że mnie tym uczuciem już nie darzy, no bo jak by miał kochać dwie kobiety na raz. Chociaż nie padło z jego ust nigdy „już cię nie kocham”, to teraz wiem, że tak właśnie jest.

U mojego byłego – mogłaby to być jego nowa kobieta, bo właśnie weszłam w ich życie, ona już wie, że istniałam naprawdę i tylko wysokie poczucie jej własnej wartości, co mam nadzieję posiada, uratuje ją przed podejrzliwością. Gdzie on chodzi, z kim się spotyka i co nas łączy. I czy to tylko ja?

U moich przyjaciół cierpią dzieci, które widząc wspaniałe ich relacje kombinują jak ich z powrotem zeswatać. Przy tym  nie pozwalają na obecność nowych partnerów w życiu rodziców, bo wierzą, że ci przechodzą tylko kryzys. Kiedyś to minie i rodzina będzie w komplecie.

Mój kolega kiedyś stwierdził, że cierpią wszyscy, tylko nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. Byłaby skłonna w to uwierzyć, bo mój były mąż też czuł się w obowiązku męczyć, gdy w pierwszym okresie po rozstaniu wciąż znosił moje zmienne nastroje.

I chociaż się mówi, ze zazdrość jest podszeptem tej ciemnej stron związku, to funkcjonuje ona wśród ludzi i z moich obserwacji wynika, że to uczucie miewa się całkiem dobrze. Czy nowi partnerzy są wyzbyci takich emocji? Czy muszą akceptować ten fakt? Czy nie jest im przykro odrobinę, że nie są wstanie być dla
nas wszystkim? A jak ty byś się czuła na jej/jego miejscu?

Czy jest jakieś wyjście z takiej sytuacji?

Nasuwa mi się tylko jedno, to o czym już wspominałam. Narzucenie ścisłych reguł tej znajomości. Wytłumaczenie sobie nawzajem, co ta przyjaźń oznacza dla każdej ze stron. I to nie tylko pomiędzy byłymi partnerami, ale i ich nowymi towarzyszami życia, mało tego wtajemniczyć należy również dzieci. Po drugie trzeba postawić granice zachowania i spoufalania się trzymać się ich oraz nie narażać zaufania osób z nowego związku.

Co dla ciebie oznacza przyjaźń z byłym partnerem?

Jakie postawisz granice? Czy powiesz jemu/jej o tych granicach?

Czy jesteś w stanie zaufać, że twojego partnera/partnerką łączy z byłym/byłą tylko przyjaźń? Czy masz w sobie tyle pewności siebie, poczucia swojej wartości? Jak to okazujesz?

Czy ufasz swojemu partnerowi/partnerce? Jak jemu/jej to okażesz?

W złudzeniach rodzą się nadzieje, niespełnione rodzą stres i frustrację.

Pozdrawiam serdecznie, Wioletta Klinicka.

Polecane artykuły