Jak dobrać odpowiedniego partnera? /wstęp

– Nie wiem. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje.

– Nie mów mi tylko, że znowu trafiłam na gorszy model. – Parzyłam błagalnym wzrokiem na Roberta, bo w ostatnim roku był to mój trzeci telefon.

– O, nie widziałem tych zdjęć – uśmiechnął się Robert. – Pasowaliście do siebie – dodał.

– Pokaż, co ty tam wynalazłeś… – zaczęłam. – Robert!

– No co? – Wzruszył tylko ramionami.

– A jeśli byłyby tam moje nagie fotki?

– A co, nie widziałem cię nagiej? Poza tym sama chcesz, żebym naprawił to, co zepsułaś – roześmiał się.

– Niczego nie zepsułam. Sam się zawiesza.

– Mówiłaś, że gdy zawiesił ci się telefon, usunęłaś wszystkie zdjęcia. A te tutaj…? Hmm…?

– Pokaż! – Wyrwałam mu telefon z ręki. – Ładne, prawda? – Moje słowa brzmiały bardziej oznajmująco niż pytająco.

– Śmiem twierdzić, że macie wspólną matkę albo ojca. Tylko nacja i kolory włosów się nie zgadają, po za tym…

– Wiem – przerwałam Robertowi – dlatego to jedno jego zdjęcie zostawiłam sobie. Ta sama poza, ta sama ręka w kieszeni, wzrost, podobna fryzura – zaczęłam wyliczać. Zrobiłam maślane oczy i oddałam aparat – Masz, nie chcę ich oglądać! – zdecydowałam.

– Mam usunąć je za ciebie? – spytał, patrząc na mnie podejrzliwie.

– Pogięło cię?! Masz naprawić telefon, jest mi dziś potrzebny.

– Chyba nic nie wymyślę. Będziesz musiała zanieść do serwisu. Masz gwarancję?

– Mam – powiedziałam niezbyt zachęcająco.

– Nie smutaj się, kobieto. Na pocieszenie pomyśl, że trafisz na przystojniejszego faceta niż on – dokuczał mi .

– Nie chcę przystojniejszego.

– Chcesz właśnie jego? – wskazał palcem telefon.

– Nie. Chcę takiego, przy którym będę się dobrze czuć.

– Nie chcesz Nieznajomego? – Robert nie przestawał żartować z moich uczuć.

– To już przeszłość. Nie mam co się łudzić.

– Tak się z tobą droczę – usłyszałam. – Ale przystojnego faceta to będziesz miała. Wszyscy twoi faceci byli przystojni. Może nieznacznie się różnili, ale…

– Tak uważasz? – przerwałam mu.

– No.

– Bo czytałam, że partnerzy dobierają się według stopnia atrakcyjności.

– To znaczy?

– To znaczy, że ja też jestem atrakcyjna – roześmiałam się. – Czytałam o tym, w jaki sposób dobierają się partnerzy i na co zwracają uwagę. Stopień atrakcyjności pojawił się na pierwszym miejscu.

– Myślałem, że to oczywiste. – Robert nie dostrzegał niczego odkrywczego w mojej koncepcji.

– Wiesz, wiele osób broni się przed tą tezą – powiedziałam. – Są przekonani, że biorą pod uwagę coś więcej: inteligencję, wartości i takie tam.

– To zapewne też, ale chyba nie od pierwszego spojrzenia? – Robert wyjął z szuflady gazetę i podetknął mi ją pod nos. – Co o nim myślisz? – zapytał.

– Hmm… Myślisz, że jest wolny? –zaśmiałam się – może chociaż maila podał?

– Niestety, jest zajęty. Patrz, tu jest jego zdjęcie z jego partnerką. – Na kolejnej stronie zdjęcie przystojniaka w objęciach czarnowłosej piękności sprawiło, że wypuściłam powietrze z płuc.

– No właśnie! Właśnie o tym czytałam.

– Czyli…?

– Im przystojniejszy facet, tym atrakcyjniejszą ma kobietę. Aby być z kimś takim, musiałabym przez pół roku nie wychodzić z siłowni, potem przejść kilka operacji, a i tak nie wiem, czy byłby łaskaw oko na mnie zawiesić – powiedziałam i zaczęłam się śmiać.

– Tak sądzisz? Więc skąd się biorą te wszystkie pary, o których mówimy? Co on w niej widział albo co ona w nim widziała?

– Myślę, że należy rozgraniczyć podstawowe kwestie: pierwsze wrażenie i potrzeby, ukształtowanie socjobiologiczne i kulturowe, na dodatek wszytko jest tak ze sobą zespolone, że do dziś naukowcy nie mogą podjąć jednoznacznej decyzji w kwestii dobierania się partnerów.

– Więc ty i Nieznajomy to związek z góry skazany na porażkę?

– Dlaczego tak sądzisz? – zapytałam odrobinę oburzona.

– Bo nie pokrywacie się ani pod względem kulturowym, ani nie macie podobnych potrzeb. Nie obrażaj się, ale tak z tego wynika…

– Może i masz rację, ale było coś, co łamało twoją ideę.

– Mianowicie?

– Myślę, że on nie potrafił zrozumieć, dlaczego go tak pociągam. Przecież nie mam długich włosów zaczesanych do tyłu, nie jestem szczupła, mam cellulit, na dodatek nie mówię perfekcyjnie po niemiecku…

– Posłuchaj! – Robert nie wytrzymał i przerwał mi tę wyliczankę. – To nie ma znaczenia, bo tylko ty zauważasz te doskonałości.

– Chyba niedoskonałości.

– Dlaczego? Może to wszystko czyni cię właśnie taką kobietą, jakiej pożąda niejeden facet?

Nie oponowałam. Oparłam głowę o ramię Roberta i zjadłam jeszcze jedno ciastko.

– No dobra, masz rację – dałam mu buziaka i mówiłam dalej. – Sam widzisz, jakie to wszystko skomplikowane. Ale w sumie Nieznajomy też nie jest idealny – odezwałam się po chwili – i dostał to, na co sobie zasłużył, czyli kobietę, która stopniem atrakcyjności jest podobna do niego.

– Bez dwóch zdań – zaśmiał się Robert. – Zdjęcia nie kłamią. Kurczę, niesamowicie podejrzana jest to wasze podobieństwo do siebie.

– Robert – zapytałam – na co faceci zwracają uwagę w pierwszej kolejności?

– No jak: na co? Na biust, nogi, biodra, może oczy…

– No właśnie: może. Wiesz, że już Darwin zauważył, że jest to zależne od uwarunkowań kulturalnych? Na pocieszenie wielu kobiet przeczytałam, że w większości kultur mężczyźni wolą pulchne kobiety; tylko niektóre społeczeństwa wynoszą na piedestał szczupłe i wysokie. Fajnie, co? – Szturchnęłam go w bok. – Mało tego! Jedni zwracają uwagę na biust, inni rzeczywiście na oczy, a nawet uszy. A wiesz, że  badania wykazują, że czym innym jest pożądać doskonałości, a czym innym ją mieć?

– Co ty gadasz? Bzdura! – oburzył się Robert.

– Ale tak mówią badania i przeprowadzone eksperymenty! Mnie na przykład podoba się ten facet z gazety, ale zadowolona byłam z Nieznajomego. I z moich mężów, którym daleko do ideału. Pociągali mnie, byli dostatecznie dla mnie przystojni, na poziomi mojej urody.

– Sugerujesz, że gdyby mi się spodobała jego kobieta, to nie miałbym u niej szans, bo jestem za brzydki?

– No coś ty! Jesteś najprzystojniejszym facetem, jakiego znam – uśmiechnęłam się, bo Robert tak naprawdę ma wysokie mniemanie o sobie i komplementy tego typu nie robią na nim wrażenia. – A wiesz, jaka jest recepta na to, aby poczuć się atrakcyjnym lub atrakcyjną?

– Mów! – kiwnął głową, jakby z góry wiedział, że powiem coś głupiego.

– Zasada jest prosta: zapytaj o swój wygląd odpowiednią osobę. Po pierwsze, niech ta osoba będzie podobna do ciebie, ale przeciwnej płci. Po drugie, niech będzie kimś, kto cię często widuje. Po trzecie, niech ma wysoką samoocenę, jest pobudzona seksualnie i samotnie siedzi w barze tuż przed zamknięciem lokalu. Gdy zacznie kręcić nosem, to idź zapytaj o to swoją matkę. – Robert nie mógł się pohamować. Roześmiał się głośno. Jego śmiech odbijał się od ścian. Gdy nieco się opanował, spojrzał na mnie tak poważnym wzrokiem, jakby co najmniej chciał mi przekazać największą tajemnice sukcesu.

– Wiesz, Wiola – odezwał się – myślę, że nasza atrakcyjność wzrasta proporcjonalnie do poziomu naszej opinii o sobie. To od nas w dużej mierze zależy, jak postrzegają nas inni.

– Dobra puenta. Poza tym jeśli chodzi o wizerunek zewnętrzny, to liczy się on w tej pierwszej fazie miłości -w fazie namiętności. Na ostateczny wybór partnera składa się wiele innych czynników i może właśnie dlatego jest to tak fascynujące!

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej

 

 

Recommended Posts