I będę robić wszystko – tylko nie piec ciasta…

Miałam kiedyś taką misję. Upiec ciasto dla dziecka do szkoły.

Dawno to było, ale zawsze mi się ta historia przypomina, gdy myślę co zrobić,

                         żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce.

No to było tak. Najpierw znalazłam jakiś przepis. Taki jeden niby z łatwiejszych, ale u mnie w lodówce jak zwykle pustki. No to wzięłam się za robienie listy potrzebnych produktów, ale jak to bywa w trakcie przypomniało mi się, że mam coś ważniejszego do zrobienia – czyli musiałam poplotkować z koleżanka, po tej pilnej rozmowie udało mi się spisać, co jest potrzebne do placka ze śliwkami.

No teraz to trzeba by się przebrać i iść po zakupy. I tu pomyślałam, że przecież nie mogę iść głodna do sklepu bo nakupuję tuzin niepotrzebnych rzeczy, no to zrobiłam sobie sałatkę, zjadłam – no teraz mogę się przebrać.

Patrząc w lustro stwierdziłam, że muszę umyć włosy, no bo wiecie, mogę spotkać swojego największego wroga i jak ja będę wyglądać ;).

Umyłam włosy, ułożyłam, polakierowałam no to i makijaż by się przydał, mały ale zawsze. No dobra to już prawie wystrojona, teraz tylko się przebrać, ale w co? Stoję przed szafą i zastanawiam się. I już miałam ubrać czerwoną sukienkę, gdy nagle wpadł mi do głowy pomysł, aby zrobić w szafie porządek. Po drodze do sklepu mogę wrzucić do kontenera rzeczy, których nie noszę. I tak też zrobiłam – porządek.

Po tym wielkim wysiłku okazało się, że nie mam w czym chodzić. Pomyślałam, że zajrzę szybko na stronę internetową i zerknę okiem co jest teraz trendy. Gdy tak wystrojona przeglądałam pocztę usłyszałam, że ktoś wkłada klucz do drzwi.

To mój mąż wrócił z pracy. Wychodzisz – zapytał, czy taka piękna na mnie czekasz. Nie mogłam mu powiedzieć, że od 8 rano do godziny 15 biorę się za pieczenie cista. Więc rozpromieniona oznajmiłam, że tak – czekam na niego, bo syn ma dziś dłużej zajęcia, więc mamy dom dla siebie.

Po godzinie już bez makijażu, na powrót rozebrana, szczęśliwa wskoczyłam w dresy i udałam się do cukierni. Kupiłam cisto domowe i triumfalnie weszłam z nim do domu. Gdy stanęłam w drzwiach syn roześmiał się i powiedział – pani i tak pozna mama, że nie piekłaś tego ciasta ;).

Jaki z tego morał? A no taki, że jak ktoś nie lubi piec ciasta, to niech lepiej da zarobić komuś innemu, nie musimy wszystkiego potrafić, wszystko robić sami, zmuszać się do czynności, które odwodzą nas od tego w czym naprawdę jesteśmy dobrzy. Czasami zmuszając się do robienia tego, co nie lubimy tracimy czas i pieniądze, i to więcej niż by się nam wydawało.

Polecane artykuły