Gdzie spotkać takiego mężczyznę i prosto z tej karteczki?

Ostatnio dużo pisałam o tworzeniu wizji wymarzonego partnera; o tym, aby w każdej dziedzinie życia określać, czego i kogo pragnie się spotkać na swojej drodze. Niespodziewanie otrzymałam zapytanie: „Ale gdzie szukać…?”.

Może części z Was wydam się zarozumiała, może zuchwała, ale ja nie szukam.

Powtarzam zawsze, że ten jedyny sam pojawi się na mojej drodze.

Kilka dni temu spotkałam się z krytyką mojego podejścia. Młody człowiek, a dokładniej – mój syn – stwierdził, że my, kobiety, czekamy na księcia z bajki, i że takim czekaniem niczego nie osiągniemy. Mówiąc krótko: jest mnóstwo fajnych facetów, których my – królewny – nawet nie dostrzegamy. Właśnie przypomniałam sobie, że kilka miesięcy temu te same słowa usłyszałam z ust znajomego, który podsłuchał rozmowę dwóch kobiet narzekających na brak odpowiednich (ale wolnych) partnerów w naszym mieście.

No cóż, chwilę mi zajęło wyjaśnienie, że aby facet stał się obiektem mojego zainteresowania, musi mieć to „coś”. „Ale to coś to chyba uczucie?” – zapytał znajomy. „No tak – stwierdziłam – ale zanim przychodzi uczucie, musi nastąpić moment zauroczenia – te motyle w brzuchu na jego widok”. „A jak wytłumaczysz sytuację, gdy zakochujesz się mężczyźnie, którego znasz od dawna? Tak nagle stwierdzasz, że to ten jedyny? Przecież już go widywałaś, a nawet rozmawiałaś nim – i nie zaiskrzyło, i nagle po kilku miesiącach okazuje się, że to on?”.

Powiem tak: nie zdarzyło mi się, ale pytanie niezwykle interesujące.

Jak ty, czytelniku, myślisz? Co wpływa na takie postępowanie? Na odpowiedź dałam sobie tydzień, w tym czasie pytając o zjawisko osoby obojga płci.

Z przeprowadzonego wywiadu dowiedziałam się, że do opisanej sytuacji najczęściej dochodzi wówczas, gdy dana osoba zrobiła/powiedziała coś w sposób dla nas tak interesujący i zadziwiający, że tym jednym gestem, czynem czy słowem powaliła nas na kolana.

Czy zatem można szukać partnera wśród bliższych i dalszych znajomych?

Owszem, spotkałam się z rodzajem miłości nieodwzajemnionej – kobieta zakochuje się mężczyźnie, musi jednak pogodzić się z faktem, że dla niego pozostaje niezauważalna.

Bywają też uparte kobiety, które – wierząc w swoje umiejętności – zaczynają obmyślać plan uwodzenia, z którego najczęściej nic dobrego nie wynika, ponieważ – mówiąc kolokwialnie – do miłości nikogo nie jesteś w stanie zmusić. Są, oczywiście, wyjątki od tej reguły, gdy po pewnym czasie mężczyzna stwierdza: „Jak ja mogłem jej nie dostrzec?”, „Jak ja mogłem bez niej żyć?”, jednak najczęściej już przy pierwszym zetknięciu dochodzi do obopólnej akceptacji, co tłumaczy neurobiologia.

Czy wiesz, czym jest pętla mózgów społecznych?

Zdarza Ci się chodzić po sklepie i nagle dostrzec człowieka, którego – czujesz to niemal od pierwszej chwili czujesz – mógłbyś polubić? Albo odwrotnie: poznajesz osobę, do której z miejsca pałasz niechęcią, nie usłyszawszy nawet słowa? Czy zdarzyło Ci się wyrazić opinie typu: „Czułem/Czułam, że z tego nic nie będzie”, „Coś mi mówiło, aby nie pchać się w ten związek”? Mnie zdarzyło się wielokrotnie (niekoniecznie w odniesieniu do mężczyzn) – mam takie przeczucia zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i zawodowej.

To jest właśnie porozumienie bez słów, rozmowa naszych mózgów odbywana poza naszą świadomością (mój syn wierzy w naukę, dlatego zjawisko opisywałam mu z punktu widzenia neurobiologii i fizyki, wiele osób jednak przyjmuje je za prawdziwe, ponieważ – tak jak ja – miały okazję je doświadczyć lub wierzą, że nasze dusze zostają ze sobą połączone na długo przed spotkaniem ciał – i w tym też coś jest!).

Nasze mózgi odczytują się podświadomie, przy pierwszym zetknięciu zadając sobie dwa pytanie (niezależnie od twojej i mojej świadomości): „Czy przy tej osobie czuję się bezpieczna?” i „Czy tej osobie mogę zaufać?”. Jeśli odpowiedzi brzmią „Tak” – jest szansa, że znajomość z czasem się pogłębi, mimo że zależy to również od wielu innych czynników, między innymi hormonów.  I tu właśnie może kryć się odpowiedź, dlaczego po pewnym czasie kobieta wydaje się mężczyźnie bardziej atrakcyjna. Dlaczego? Bo zaczyna jajeczkować! Z biologicznego punktu widzenia w tym okresie stajemy się najbardziej atrakcyjne; to wówczas powinnyśmy wychodzić do ludzi; mało tego – należy

podkreślać swoją talię, która – jak się okazuje – stanowi jeden z najskuteczniejszych wabików już od czasów prehistorycznych. Im szczuplejsza talia, tym masz większą szansę na bycie postrzeganą jako kobieta atrakcyjna. I nie ma co z tego powodu obrażać się na facetów, ponieważ nimi również kieruje myślenie podświadome.

W ten sposób uzyskaliśmy odpowiedź na nieplanowane pytanie: „Kiedy nasze poszukiwania okazują się najbardziej efektywne?”.

Przyjmując za pewnik atrakcyjność w fazie jajeczkowania, muszę przyznać, że sama mam coraz mniejsze szanse na to, że jakiś partner potknie się o moje komórki jajowe. I chociaż ogłaszam wszem i wobec: „Jajeczkuję!”, nie mogę konkurować z młodszymi i szczuplejszymi w tali kobietami.

Może więc sama zacznę rozglądać się za potencjalnym kandydatem?

No ale gdzie? Odpowiedź jest prosta: wśród ludzi.

Z jednej strony niemożliwością fizyczną jest, aby cały dzień rozglądać się i obserwować innych facetów, zastanawiając się, który na mnie spojrzy albo czy z mózgiem tego faceta dogada się mój mózg, i jednocześnie planować spotkania towarzyskie w czasie owulacji.

Z drugiej – swój los kształtujesz sama, a więc pomóż mu odrobinę i udaj się tam, gdzie podpowiada ci intuicja.

Co to oznacza?

Ile razy dokonywałaś wyboru drogi powrotnej do domu? Ile razy dostałaś zaproszenia na wystawy, na basen czy do kina, długo zastanawiając się, czy je przyjąć? Ile razy twoja intuicja mówiła: „Idź”, podczas gdy twoje ego wymyślało tysiące powodów, próbując zatrzymać cię w domu? I czy zdarzyło ci się kiedyś powiedzieć: „Gdybym tamtędy nie poszła, byłoby inaczej”? Jednym słowem: czy słuchasz swojej intuicji?

Kiedyś pod jednym z postów na temat życia singielki otrzymałam komentarz, że niekoniecznie musimy spotkać tego jedynego na imprezie; że wartościowych mężczyzn spotykamy na zajęciach z jogi czy medytacji. I to jest samo sedno. Nie musisz chodzić tam, gdzie przebywa największa liczba facetów (np. na mecze piłki nożnej); nie musisz zapisywać się na portale społecznościowe, jeśli nie lubisz z nich korzystać (co więcej – nawet nie powinnaś!). Dlaczego? Spójrz, czy nie jest tak, że skutkowałoby to w zupełnie odwrotny sposób? Załóżmy, że piłka nożna nudzi cię, a nawet drażni; wręcz krytykujesz ludzi, którzy zachwycają się facetami uganiającymi za piłką.

Pomyślmy zatem, ilu facetów znajduje się na stadionie, którzy nie lubią piłki nożnej?

Co zrobiłabyś, gdyby twój mężczyzna co sobotę uganiał się nie za tobą, lecz piłką?

Po drugie: jak zachowuje się człowiek, który robi coś wbrew sobie?

Jaką energią emanuje?

Na ile niezadowolenie z tego, że przebywasz w miejscu, którego nie lubisz, staje się wyczuwalne dla drugiej osoby?

Widziałam niejednokrotnie mecz na żywo i to, co podobało mi się najbardziej, to panująca tam atmosfera (wyłączając wandalizm). Połączenie mózgów było wyczuwalne już przy wejściu – poczucie i tworzenie jakby jedności (nawet w przypadku nieznajomych!). Pada gol – ściskają się, uśmiechają się do siebie, poklepują po ramieniu. A ty? Pomyślałabyś: „Idioci, i z czego tak się cieszą?”. Być może nie są to dla ciebie zbyt mocne argumenty, uważam jednak, że idealnego partnera najszybciej spotkasz tam, gdzie dobrze się czujesz, gdzie twoja twarz i całe ciało wyrażają radość, zadowolenie; gdzie twoje wibracje są odczuwalne, a pozytywna energia aż bije po oczach.

Jeżeli mimo wszystko zdecydujesz się iść na stadion, pamiętaj, aby nastawić się pozytywnie. Upolowanej zdobyczy nie zapomnij oznajmić – na przykład na drugiej randce – że nie przepadasz za piłką nożną. Po co? Choćby ze względu na nasz mózg społeczny, dzięki któremu wiemy, czy dana osoba jest wobec nas szczera.

W tym miejscu nie mogę zostawić bez komentarza sytuacji kobiet, które już nie jajeczkują – przecież sama z czasem znajdę się w podobnej. Może i mamy mniejsze szanse, bo rytmu zegara biologicznego nie oszukamy, ale czy nie jest tak, że jako społeczeństwo jesteśmy dziś o wiele bardziej świadomi swojego ciała, potrzeb i wartości? Czy nie dotyczy to również mężczyzn? Moim zdaniem także mężczyźni stają się coraz bardziej świadomi, że się starzeją, że zmniejszają się ich szanse jako potencjalnych kandydatów na ojców, a poziom ich testosteronu maleje – bo z biologicznego punktu widzenia są to kobiece kryteria poszukiwania partnera. I gdy zdecyduję się kiedyś rozpocząć poszukiwania, będę mizdrzyć się właśnie do nich.

Często się mówi o naiwności kobiet; może dlatego, że tak bardzo wierzymy w wyjątki od reguły…?

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły